Felietony

Czy rok 2021 będzie stał pod znakiem wojen i konfliktów zbrojnych?

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Ostatnie dni przyniosły bezprecedensowy wzrost napięcia w relacjach międzynarodowych. Koncentracja wojsk rosyjskich i ukraińskich oraz padające z obu stron groźby oraz tlące się konflikty na Bliskim Wschodzie i w Afryce – wszystko to wygląda naprawdę groźnie. W tym kontekście zachęcam do zapoznania się z kilkoma moimi artykułami, opublikowanymi na portalu MAGNA POLONIA na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy, w których to krok po kroku można się zaznajomić z rozwojem sytuacji, który do tego doprowadził.

Przez długi czas to Europa stanowiła centrum świata, to w europejskich stolicach zapadały kluczowe dla jego losów decyzje. Dziś jednak stan ten należy już do przeszłości, przy czym nie wojny i kataklizmy, ale przemiany kulturowe skutkujące upadkiem moralnym i kryzysem demograficznym sprawiły, iż Europa odgrywa obecnie rolę peryferyjną i w nieodległej perspektywie może stać się łatwym łupem dla muzułmanów. Procesy, które do tego doprowadziły, zapoczątkowane zostały w czasach dość odległych, przy czym stopniowo, z pokolenia na pokolenie, nabierały one rozpędu. Temu właśnie poświęciłem mój artykuł w ostatnim ubiegłorocznym numerze magazynu MAGNA POLONIA:

Aktualnie to Stany Zjednoczone i Chiny odgrywają pierwszoplanową rolę w świecie, tyle że pozycja USA zdaje się stopniowo maleć, a pozycja Chin rosnąć. Generalnie, centrum światowego rozwoju systematycznie od lat przesuwa się do Azji Południowo Wschodniej. Z kolei Rosja, choć jest ledwie cieniem tego, czym był kilkadziesiąt lat temu ZSRR, przynajmniej gdy chodzi o siłę jej armii, wciąż stanowi czynnik, z którym na arenie międzynarodowej trzeba się poważnie liczyć. Tyle że we wszystkich tych krajach obserwujemy te same symptomy kryzysu, które doprowadziły do widocznego już gołym okiem upadku Europę Zachodnią – tj. starzenie się ludności oraz coraz wyraźniejsze objawy postępującej dekadencji.

Jeśli więc w najbliższym czasie nie dojdzie do jakiegoś gwałtownego przesilenia, to przyszłość należeć będzie do krajów muzułmańskich oraz Indii. O ile jednak Amerykanie i Chińczycy starają się realizować swe cele polityczne przy użyciu bogatego zestawu narzędzi, o tyle w przypadku Rosji głównym jej atutem są (wciąż potężne) siły zbrojne.

Rosja, jeżeli chce zachować, czy też raczej odzyskać, mocarstwową pozycję, musi przede wszystkim przywrócić swoje wpływy w strefie postradzieckiej, skąd od lat jest systematycznie wypychana przez Turcję. W szczególności mam tu na myśli tureckie kraje Azji Środkowej oraz Kaukaz, a także Ukrainę. Ale przywrócić wpływy w strefie postradzieckiej może ona – z braku innych atutów – wyłącznie przy użyciu środków militarnych. Do tego wygląda na to, iż sama groźba użycia siły przestała być już wystarczającym argumentem.

Elementem tej samej układanki są wydarzenie rozgrywające się na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce. Od lat więc z uwagą śledzę to, co dzieje się w krajach arabskich i tureckich. Odrodzeniu, jakie ma miejsce w świecie islamskim, towarzyszy bowiem rywalizacja o przywództw, a także próby wpływania na bieg wydarzeń dawnych potęg, przy czym pierwszoplanową rolę w ostatnim okresie odgrywały tu nie Stany Zjednoczone i Chiny, ale właśnie Rosja, a także Francja, które to znalazły się na kursie kolizyjnym z Turcją i którym to nie jest w smak wzrost jej znaczenia politycznego i militarnego. Temu poświęciłem artykuł napisany pod koniec lutego 2020 roku:

Co jest stawką w tej grze?

Przełom lutego i marca 2020 roku przyniósł Turkom i wspieranym przez nich bojownikom przegrane bitwy w syryjskim Idlibie. Kluczową rolę odegrało w nich rosyjskie lotnictwo, czego zasadniczo należało się spodziewać, jako że słabość tureckiej obrony przeciwlotniczej dla nikogo, kto interesuje się tą tematyką, nie była tajemnicą. Dopiero wdrożenie systemów HISAR miało to zmienić. W tej sytuacji prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan mógł jedynie grać na zwłokę.

5 marca 2020 roku Erdogan udał się do Moskwy, by „negocjować” warunki zawieszenia działań wojennych w Syrii. Prezydent Rosji Władimir Putin w tym momencie zdawał się mieć go „na widelcu”. Ten zmuszony był się ukorzyć przed przywódcą Rosji, który to nie omieszkał przy tej okazji srogo go upokorzyć. Prezydent Turcji w ten sposób zyskał jednak na czasie, co pozwoliło Turkom złapać drugi oddech. W efekcie wiosną 2020 roku siły protureckie w Libii przeprowadziły zwycięską kontrofensywę:

Wiosenna ofensywa sił protureckich w Libii

Lato 2020 roku to czas stopniowego wyciszania wojny w Libii i zarazem rosnącego zaangażowania militarnego Turcji w Iraku, a także coraz większego napięcia w relacjach Turcji z Grecją /wspieraną przez Francję/, ale przede wszystkim na linii Armenia – Azerbejdżan, gdzie Armenia liczyła na wsparcie ze strony Rosji, a Azerbejdżan cieszył się bezwzględnym poparciem Turcji:

Wszyscy przeciw Turcji, Turcja przeciw wszystkim

Jesień 2020 roku to z kolei przede wszystkim krwawa wojna w Górskim Karabachu, której wybuch już pod koniec lata uznawałem za niemal pewny. W ciągu blisko trzech dekad, jakie upłynęły od zwycięstwa Ormian, układ sił w regionie zmienił się diametralnie. Dość powiedzieć, że ludność Armenii skurczyła się w międzyczasie o kilkaset tysięcy, podczas gdy ludność Azerbejdżanu wrosła o prawie 3 miliony. Do tego Azerbejdżan to kraj o wiele zamożniejszy, przede wszystkim dzięki posiadanym złożom ropy naftowej i gazu ziemnego. Przewaga militarna wspieranego przez Turcję Azerbejdżanu była miażdżąca, nic więc dziwnego, że zbrojna konfrontacja zakończyła się jego spektakularnym zwycięstwem:

Koniec wojny w Górskim Karabachu. Ormianie uznali się za pokonanych

Gdy tylko zaczęła się wojna w Górskim Karabachu, zacząłem zadawać sobie pytanie, jaki wpływ spodziewane zwycięstwo Azerbejdżanu będzie miało na Iran. Zacząłem więc z uwagę śledzić wydarzenia rozgrywające się po drugiej stronie rzeki Araks.

W północno zachodnim Iranie mieszka bowiem o co najmniej jedną trzecią więcej Azerów niż w dawnej rosyjskiej / sowieckiej części Azerbejdżanu, która to stała się niepodległym państwem w wyniku rozpadu ZSRR. Dodajmy, że Południowy Azerbejdżan to jeden z najgęściej zaludnionych regionów Iranu, obejmuje przede wszystkim ostany: Azerbejdżan Wschodni, Azerbejdżan Zachodni, Ərdəbil i Zəncan. W tych czterech ostanach Azerowie stanowią gros ludności, ale także w kilku innych ostanach, leżących dalej na południe, są oni licznie reprezentowani, niewiele ustępując liczebnie Persom (według źródeł tureckich, w ostanach Humana i Qəzvin nawet przeważają).

Co więcej – o czym pisałem już w październiku 2020 roku – gdy spojrzymy na mapę, to widzimy, że Turcja i stanowiąca integralną część Republiki Azerbejdżanu Nachiczewańska Republika Autonomiczna nie mają bezpośredniego połączenia z Azerbejdżanem oraz tureckimi państwami Azji Środkowej, powstałymi po rozpadzie ZSRR. Uznałem więc, iż może po stronie tureckiej pojawić się pokusa, by takie połączenie wywalczyć kosztem Iranu, zwłaszcza że chodzi o tereny zamieszkałe przez Azerów, uznawanych w Turcji po prostu za Turków.

Azerowie nie są zresztą jedynymi Turkami zamieszkującymi Iran – po drugiej stronie Morza Kaspijskiego, wzdłuż granicy z Turkmenistanem, występuje zwarte osadnictwo Turkmenów, którzy miejscami stanowią tam większość ludności. Z kolei nieco dalej na południe, w niewielkiej odległości od Zatoki Perskiej, żyją Kaszkajowie, stanowiący odłam Azerów, przy czym – jak sami twierdzą – mieli oni zostać tam osiedleni w XVI wieku przez szacha Isma’ila I, najwybitniejszego władcy z turkmeńskiej (azerbejdżańskiej) dynastii Safawidów, po opanowaniu przez niego tych terenów.

Tymczasem pod koniec października minister obrony Turcji Hulusi Akar odwiedził tureckie kraje Azji Środkowej i podpisał umowy o współpracy wojskowo-technicznej z Uzbekistanem i Kazachstanem. Dokumenty te zakładają współpracę w szkoleniu żołnierzy, wspólne ćwiczenia, a także tranzyt sprzętu wojskowego poprzez przestrzeń powietrzną. Poruszono także kwestie opieki medycznej i współpracy w zakresie badań naukowo-technicznych. Ale tu znów wracamy do kwestii braku bezpośredniego połącznia pomiędzy Turcją i postsowieckimi krajami tureckimi, a więc do tematu Południowego Azerbejdżanu…

A tam wojna w Górskim Karabachu wywoływała żywe reakcje. Czy więc należało spodziewać się „efektu domina”? Kwestię tę poruszałem kilkakrotnie, między innymi w artykule z 19 października 2020 roku:

Czy Turcy rzucą wyzwanie Iranowi?

I oto podczas Parady Zwycięstwa w Baku, stolicy Azerbejdżanu, która miała miejsce 10 grudnia 2020 roku i którą przyjmowali prezydenci Turcji i Azerbejdżanu, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan przywołał w swoim przemówieniu słowa pieśni „Araks”, w której mowa o podziale kraju, który został „siłą rozdarty”.

Odczytano to jednoznacznie jako zgłoszenie pretensji terytorialnych pod adresem Iranu. Erdogan w jednej chwili dla Iranu stał się wrogiem numer jeden. Irańska prasa, irańscy politycy… – dosłownie wszyscy prześcigali się w potępianiu prezydenta Turcji. Równocześnie irańscy Turcy tym intensywniej zaczęli demonstrować swe poparcie dla idei odłączenia Południowego Azerbejdżanu od Iranu…

Tak więc lawina ruszyła i raczej trudno podejrzewać, że prezydent Turcji uruchomił ją w sposób nieświadomy. Należy raczej sądzić, iż był to ruch w pełni przemyślany i obliczony na konkretny efekt; właśnie taki, jaki został uzyskany:

Temat Południowego Azerbejdżanu został wywołany i raczej nie zostanie prędko zamieciony pod dywan

Starałem się nie tracić przy tym z pola widzenia tego, co dzieje się w Libii, a zwłaszcza w Iraku i w Syrii, spodziewając się, że prędzej czy później dojdzie tam do wznowienia walk.

Gdy chodzi o Syrię, widać było, że tak Turcja, jak i Rosja czynią intensywne przygotowania do przyszłej konfrontacji, przy tym jednak jasnym było, że Turcja ów rozstrzygający bój będzie odwlekać przynajmniej do czasu wdrożenia systemów HISAR, tj. do wiosny 2021 roku:

Czy dojdzie do wznowienia walk na wielką skalę w Syrii?

Z uwagą obserwowałem też zacieśnianie współpracy wojskowej Turcji z Pakistanem oraz wyciszanie sporu z Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, co ewidentnie miało wydźwięk anty-irański, ale przede wszystkim wzrost wpływów Turcji w postsowieckich (tureckich) krajach Azji Środkowej, co odbywało się kosztem Moskwy, która to obszar ten – o czym była już mowa – traktowała i traktuje jako swoją sferę wpływów. Równolegle Turcja zacieśniała współpracę wojskową z Ukrainą. Ostrze tej współpracy jednoznacznie wymierzone było w Rosję.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że już w styczniu 2019 roku Ukraina podpisała umowę dotyczącą zakupu słynnych tureckich dronów uderzeniowych Bayraktar TB2. Na początku marca 2019 roku pierwsze egzemplarze tej tak groźnej broni dotarły na Ukrainę. Od tamtej pory współpraca wojskowa na linii Ankara – Kijów ulegała stałemu zacieśnianiu. Oto jeden z wielu artykułów zamieszczonych na portalu Magna Polonia na ten temat:

Ukraina będzie produkować tureckie korwety i drony

Od drugiej połowy grudnia 2020 roku zaobserwować można było rosnącą aktywność wojsk tureckich na froncie kurdyjskim, i to zarówno na odcinku syryjskim, jak i irackim. Towarzyszyły temu intensywne zabiegi mające na celu izolację bojowników Partii Pracujących Kurdystanu, mających swe bazy w Syrii i w Iraku.

Turcja intensywnie wzmacnia swoją obecność w Iraku

10 lutego wojska tureckie rozpoczęły „Operację Orli Szpon-2” w regionie Gara, w Irackim Kurdystanie. Samoloty F-16C/D Fighting Falcon, śmigłowce T129 ATAK oraz drony uderzeniowe Bayraktar TB2 zaatakowały obozy i stanowiska PKK zlokalizowane w odległości kilkudziesięciu km od granicy tureckiej, na obszarze długości 75 km i szerokości 25 km. Następnie wysadzono ze śmigłowców desant.

Zasadniczym celem tej operacji było odbicie przetrzymywanych przez Kurdów 13 uprowadzonych obywateli Turcji, Wśród których byli policjanci i żołnierze, a także osoby cywilne. 14 lutego 2021 roku poinformowano, że nie udało się ich uratować – zostali oni zamordowani, gdy tureccy komandosi zbliżyli się do jaskini, w której byli oni przetrzymywani.

Nim jednak doszło do spodziewanej tureckiej operacji wojskowej przeciwko Kurdom, Rosjanie przeprowadzili szereg zdecydowanych uderzeń rakietowych i lotniczych na kontrolowane przez Turcję regiony północnej Syrii…

Z kolei w obliczu społecznych niepokojów, które przetaczają się przez Iran, a które to mają zarówno podłoże ekonomiczne, jak i narodowościowe, 27 marca 2021 r. minister spraw zagranicznych Iranu podpisał historyczne porozumienie ze swoim chińskim odpowiednikiem. Dokument o kompleksowej współpracy między Iranem a Chinami, zwany kontraktem 25-letnim, czyni – jak twierdzą komentatorzy – Iran de facto chińskim protektoratem.

Porozumienie ponoć ma zakładać zrealizowanie przez Chińską Republikę Ludową (ChRL) w Iranie blisko 100 projektów o łącznej wartości 400 mld USD w ciągu 25 lat. Miałyby być one skoncentrowane przede wszystkim w bankowości, telekomunikacji, portach i kolei. W zamian w czasie trwania projektów Chiny miałyby uzyskać dostęp do irańskiej ropy naftowej poniżej rynkowej ceny.

Utworzone podobno mają zostać nadto strefy wolnego handlu w Maku (północno-zachodniej części kraju, w pobliżu granicy z Turcją i Armenią), Abadanie (mieście leżącym w delcie rzeki Szatt al-Arab przy granicy z Irakiem) i na wyspie Keszm (największej wyspie w Zatoce Perskiej i cieśninie Ormuz). Integralną częścią porozumienia miałoby być pogłębienie kooperacji wojskowej poprzez wspólne ćwiczenia, rozwój nowych systemów uzbrojenia i współpracę wywiadów. Na terenie Iranu miałyby też = jak wynika z przecieków – zostać rozmieszczone chińskie wojska.

I oto mamy doniesienia o koncentracji wojsk rosyjskich u granic Ukrainy, zresztą i Ukraina ściąga swe wojska na Donbas i w rejon granicy z Rosją…

Rosja szykuje się do wojny z Ukrainą? /filmy/

W obliczu rosnącego napięcia prezydenci Ukrainy i Stanów Zjednoczonych przeprowadzili rozmowę telefoniczną, w trakcie której szczegółowo omówili sytuację na Donbasie. Według prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Joe Biden zapewnił go, że Ukraina nigdy nie zostanie pozostawiona sama w obliczu agresji Federacji Rosyjskiej.

Kończąc, pragnę raz jeszcze zachęcić do zakupu ostatniego ubiegłorocznego numeru magazynu MAGNA POLONIA, w którym znajdziecie Państwo mój artykuł, o którym wspomniałem na wstępie:

Magna Polonia numer 24 – Czy Europa będzie islamska?

Wojciech Kempa

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!