Europa Wiadomości

Ukraina: Fałszywe kalectwo zamiast frontu

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Ukraińskie służby praktycznie co kilka tygodni informują o rozbijaniu kolejnych siatek zajmujących się „pomocą” w unikaniu mobilizacji. W kraju, który oficjalnie prowadzi heroiczną walkę o przetrwanie, równolegle funkcjonuje całkiem dobrze rozwinięty rynek usług dla tych, którzy na front za specjalnie się nie wybierają. Wystarczy odpowiednia suma pieniędzy, lekarz z elastycznym podejściem do etyki i komisja wojskowo-lekarska gotowa spojrzeć na dokumentację z odpowiednio dużą wyrozumiałością.

Nie od dziś wiadomo, że Ukraina to jedno z najbardziej skorumpowanych państw świata. Tym razem tamtejsze media opisują kolejne przypadki sprzedaży fikcyjnych orzeczeń o niepełnosprawności, fałszywych diagnoz oraz tzw. „białych biletów”, czyli dokumentów uznających poborowego za niezdolnego do służby wojskowej. Jak się okazuje, ciężka choroba potrafi pojawić się wyjątkowo szybko — szczególnie wtedy, gdy pacjent przychodzi z kopertą zawierającą kilka tysięcy dolarów.

Portal NV informował niedawno o zatrzymaniu przez SBU kilkudziesięciu organizatorów takich schematów działających w różnych regionach Ukrainy. Według śledczych proceder obejmował lekarzy, pośredników, urzędników i członków komisji wojskowo-lekarskich. Za odpowiednią opłatą można było uzyskać praktycznie wszystko: od dokumentacji potwierdzającej rzekome problemy zdrowotne, po pełne zwolnienie ze służby albo możliwość legalnego wyjazdu za granicę.

Ukraińskie media podają, że ceny takich usług wahały się od kilku do nawet kilkunastu tysięcy dolarów. W zależności od zasobności portfela klient mógł nagle cierpieć na ciężkie schorzenia neurologiczne, problemy psychiczne albo inne przypadłości, które — co za zbieg okoliczności — uniemożliwiały wysłanie go do armii.

Portal Suspilne opisywał między innymi schematy związane z wystawianiem fikcyjnych dokumentów o konieczności opieki nad chorymi członkami rodziny czy też przyznawaniem fałszywych grup inwalidzkich. Według rozmówców portalu część takich operacji była organizowana niemal jak normalny biznes: pośrednicy wyszukiwali klientów, lekarze przygotowywali dokumenty, a odpowiednie komisje zatwierdzały całość.

Szczególnie kompromitująco wyglądają przypadki dotyczące samych komisji lekarskich. Ukraińskie służby regularnie publikują komunikaty o kolejnych lekarzach zatrzymanych za korupcję. W jednej ze spraw opisanych przez media członkowie komisji mieli pobierać od kilku tysięcy dolarów za wystawianie dokumentów potwierdzających nieistniejące schorzenia i wpisywanie do kart pacjentów fikcyjnego leczenia szpitalnego.

Cała sytuacja coraz mocniej podważa narrację o pełnej mobilizacyjnej jedności społeczeństwa. O ile bowiem zwykli poborowi często trafiają na front po błyskawicznych komisjach lekarskich, o tyle bardziej zamożni obywatele najwyraźniej mogą nagle odkryć u siebie całą gamę poważnych chorób. Wojna wojną, patriotyzm patriotyzmem, ale rynek usług medycznych — jak widać — musi się kręcić.

Ukraińskie władze niemal każdego dnia zapowiadają wzmożoną walkę z korupcją w gospodarce i systemie mobilizacyjnym. Problem polega jednak na tym, że kolejne afery wybuchają szybciej, niż pojawiają się zapewnienia o „uszczelnieniu systemu”. A skoro proceder korupcyjny w wojsku trwa od miesięcy i obejmuje lekarzy, urzędników oraz wojskowe komisje lekarskie, trudno mówić wyłącznie o pojedynczych incydentach. Zły jest cały system.

Polecamy również: W jedności z wiecznym Rzymem. O konsekracjach biskupich w FSSPX

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!