Rząd Tuska od miesięcy przekonuje, że polski system migracyjny został uszczelniony. Wiceminister Maciej Duszczyk zapewnia o skuteczniejszych procedurach i lepszej kontroli legalizacji pobytu cudzoziemców. Tymczasem rzeczywistość zdaje się wyglądać zupełnie inaczej. W obowiązujących przepisach nadal funkcjonuje rozwiązanie, które pozwala w pełni legalnie przedłużyć pobyt w Polsce osobom, które przyjechały tu w zupełnie innym celu. Wystarczy zostać… studentem.
Karta pobytu w Polsce za studia to standardowa droga do osiedlenia się w Polsce. Nie chodzi jednak wcale o żadną naukę, regularne uczestnictwo w zajęciach czy zdobywanie wykształcenia. Wystarczy zapisanie się na studia, nawet prowadzone zdalnie, aby uzyskać podstawę do otrzymania karty pobytu czasowego.
Mechanizm ujawniła prowokacja dziennikarska przeprowadzona przez Klarę Sołtan. Jej rozmówca – pracownik jednej z warszawskich agencji zajmujących się legalizacją pobytu, sam będący cudzoziemcem – bez skrępowania wyjaśnił, jak wygląda cały proces. Cudzoziemiec z państwa trzeciego przyjeżdża do Polski na podstawie krótkoterminowej wizy Schengen wydanej przez inne państwo, na przykład Hiszpanię. Gdy termin ważności wizy zbliża się do końca, zamiast opuszczać strefę Schengen, odwiedza agencję. Tam słyszy prostą propozycję: zapisz się na studia i złóż wniosek o kartę pobytu.
Najbardziej wymowne są słowa pracownika agencji: „Studia trwają trzy lata, ale jak wyrobisz TRC, możesz zdecydować, czy chcesz kontynuować.” Trudno o bardziej otwarte przyznanie, że dla części klientów studia nie są celem samym w sobie, lecz środkiem do uzyskania prawa pobytu.
I właśnie tutaj ujawnia się problem. Polskie prawo wymaga, aby uczelnia potwierdziła przyjęcie na studia lub ich kontynuację. Nie wymaga natomiast skutecznego sprawdzenia, czy dana osoba rzeczywiście zamierza studiować, uczestniczy w zajęciach czy traktuje naukę jako faktyczny cel pobytu. Nie ma również ograniczeń wiekowych, a możliwość odbywania studiów zdalnie sprawia, że fizyczna obecność na uczelni często przestaje mieć większe znaczenie.
Efekt? Państwo z dumą ogłasza uszczelnienie systemu migracyjnego, podczas gdy w praktyce wystarczy znaleźć odpowiednią agencję, opłacić rekrutację na studia i złożyć wniosek o pobyt czasowy. To trochę tak, jakby pochwalić się zamontowaniem pancernych drzwi wejściowych, pozostawiając szeroko otwarte okno na parterze.
Oczywiście korzystanie z obowiązujących przepisów nie jest niczym nielegalnym. Trudno mieć pretensje do cudzoziemców, że wykorzystują rozwiązania stworzone przez polskiego ustawodawcę. Pytanie powinno być skierowane raczej do autorów tych przepisów. Jeżeli system pozwala legalizować pobyt osobom, których rzeczywistym celem nie jest studiowanie, lecz pozostanie w Polsce, to trudno mówić o skutecznej polityce migracyjnej. Jest to raczej przykład klasycznej fikcji administracyjnej, w której wszyscy wiedzą, jak działa mechanizm, ale dopóki formalności się zgadzają, nikt nie zadaje niewygodnych pytań.
Tym bardziej zaskakują deklaracje o „uszczelnieniu” systemu. Jeżeli bowiem jedną z najprostszych dróg do wieloletniego legalnego pobytu pozostaje zapisanie się na studia – nawet takie, których nie zamierza się ukończyć – to trudno oprzeć się wrażeniu, że sukces ogłoszono zdecydowanie przedwcześnie. W praktyce luka nie tylko nadal istnieje, ale zdaniem osób zajmujących się legalizacją pobytu stała się elementem normalnie oferowanej usługi. Trudno uznać to za dowód sprawnego państwa. Raczej za dowód, że polski system migracyjny jest tak szczelny jak sito.
Gdy polscy żołnierze strzegą granicy wschodniej, aby kilkuset nachodźców nie wdarło się do nas nielegalnie, tysiące innych przyjeżdża tu bez większych problemów i śmieje się z nas do rozpuku.
Polecamy również: UPA była antypolska czy antysowiecka?
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





