Decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o skierowaniu do Rady Najwyższej projektu ustawy dotyczącej utworzenia Ukraińskiego Panteonu Narodowego wywołała natychmiastową reakcję w Polsce. Szczególne kontrowersje wzbudziły słowa ukraińskiego przywódcy, który podczas obchodów Dnia Konstytucji Ukrainy oświadczył, że „nikt i nigdy nie będzie mówił Ukrainie, jakich bohaterów ma szanować”. Wypowiedź padła w czasie, gdy relacje polsko-ukraińskie pozostają napięte z powodu sporów o ocenę działalności UPA oraz ukraińskiej dywizji SS „Galizien”.
Banderowiec Zełenski idzie w zaparte. Projekt przewiduje utworzenie państwowego Panteonu Narodowego, mającego upamiętniać osoby uznawane przez Ukrainę za bohaterów walk o niepodległość. Choć dokument nie wskazuje konkretnych nazwisk, jego ogłoszenie nastąpiło zaledwie kilka dni po serii kontrowersji dotyczących gloryfikacji UPA oraz po decyzjach władz ukraińskich związanych z polityką historyczną. To właśnie ten kontekst sprawił, że słowa Zełenskiego zostały odebrane w Polsce jako jednoznaczny sygnał, iż Kijów nie zamierza zmieniać swojego stanowiska mimo krytyki ze strony Warszawy.
Do sprawy błyskawicznie odnieśli się polscy politycy. Dotychczas skrajnie proukraiński były premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że wypowiedź prezydenta Ukrainy jest „kolejnym policzkiem wymierzonym Polsce”, obarczając odpowiedzialnością rząd Donalda Tuska za – jego zdaniem – zbyt uległą politykę wobec Kijowa. Podobne stanowisko przedstawili także inni przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, wskazując, że kwestie pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej powinny pozostać jednym z fundamentów relacji polsko-ukraińskich. Partia ta wciąż nie odcięła się jednak od swojej błędnej polityki wobec Kijowa.
W ostatnich dniach spór historyczny wyraźnie przybrał na sile. Wcześniej szeroko komentowano decyzję o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”, co spotkało się z negatywnym odbiorem w Polsce. Według opublikowanego niedawno sondażu większość Polaków uważa, że Ukraina powinna oficjalnie przeprosić za tego rodzaju działania, co pokazuje, że temat ma znaczenie nie tylko polityczne, ale również społeczne.
Dodatkowe emocje wywołały również wcześniejsze decyzje prezydenta Karola Nawrockiego dotyczące relacji z Ukrainą oraz kolejne wypowiedzi ukraińskich przedstawicieli władz, którzy podkreślają, że wybór narodowych bohaterów jest wyłącznie wewnętrzną sprawą Ukrainy. Szef ukraińskiego wywiadu Kyryło Budanow otwarcie poparł stanowisko Zełenskiego, deklarując, że nikt nie będzie dyktował Ukraińcom, kogo mają czcić i jak interpretować własną historię.
Coraz wyraźniej widać, że wojna z Rosją nie wyeliminowała sporów historycznych pomiędzy Warszawą a Kijowem. Przeciwnie – wraz z dojrzewaniem państwowości Ukrainy i budowaniem własnej narracji historycznej kwestie dotyczące hitlerowskich kolaborantów z UPA oraz OUN ponownie stają się jednym z najtrudniejszych punktów we wzajemnych relacjach. Dla strony ukraińskiej jest to element budowania narodowej tożsamości, natomiast dla znacznej części polskiej opinii publicznej pozostaje to nie do pogodzenia z pamięcią o ofiarach ludobójstwa na Wołyniu oraz walką z nazizmem.
NASZ KOMENTARZ: Jeśli „panteon narodowy” danego kraju tworzony jest ad hoc, na zamówienie polityczne, nie ma w nim nic spontanicznego i godnego rzeczywistego szacunku, który rodzi się oddolnie. Tak właśnie jest z kultem banderyzmu i dywizji SS „Galizien”. Ironiczne jest w tym wszystkim to, że za stawianiem na piedestale nazistowskich zbrodniarzy i hitlerowskich kolaborantów stoi Żyd Zełenski, którego historyczni upowcy i esesmani chętnie rozstrzelaliby lub wysłaliby do obozu zagłady.
Polecamy również: Tusk chce wykończyć Lasy Państwowe
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




