Ukraiński sierżant z 5. Samodzielnej Brygady Szturmowej Jurij Sirotiuk podczas wywiadu dla ukraińskiej telewizji odniósł się do relacji z Polską i Węgrami po zakończeniu wojny z Rosją. Wojskowy stwierdził m.in., że Polska nie powinna wysuwać wobec Ukrainy żadnych roszczeń. Zapytał z pychą w oczach czy Polacy są gotowi na wojnę, na ukraińskie drony nad swoimi miastami oraz śmierć swoich obywateli. Wypowiedź odbiła się szerokim echem w polskich mediach i wywołała liczne komentarze.
Ukraiński wojskowy grozi Polsce wojną. Słowa Sirotiuka, niezależnie od emocji związanych z trwającą rosyjską inwazją, nie powinny padać pod adresem państwa, które od początku rosyjskiej agresji udzieliło Ukrainie ogromnego wsparcia militarnego, humanitarnego i politycznego. Co więcej, w wywiadzie Sirotiuk ostrzegał, by Polska i Węgry nie wysuwały wobec Ukrainy żadnych roszczeń po zakończeniu wojny, sugerując możliwość gwałtownych reakcji ukraińskich weteranów.
Polska opinia publiczna ma prawo oczekiwać, że podobne wypowiedzi spotkają się z jednoznaczną reakcją władz w Warszawie. Relacje między państwami powinny opierać się na wzajemnym szacunku, a nie na retoryce sugerującej użycie siły wobec sąsiada. Świetnie wpisują się jednak w ukraińską, turańską mentalność w której zdrada, nieszczerość, nienawiść i zemsta jest integralnym elementem polityki i stosunków międzyludzkich.
Nie jest to również pierwszy przypadek, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się treści budzące obawy w Polsce. Od wielu lat w części ukraińskich środowisk politycznych oraz w niektórych publikacjach historycznych powracają twierdzenia, że fragmenty Lubelszczyzny i Podkarpacia stanowią „ukraińskie ziemie etniczne”. Pojawiają się mapy i publikacje przedstawiające takie interpretacje historii oraz postulujące rewizję granic w wymiarze historycznym lub symbolicznym. Choć nie jest to oficjalna polityka państwa ukraińskiego, zjawisko to istnieje i regularnie wywołuje kontrowersje w Polsce.
Właśnie dlatego wszelkie groźby kierowane pod adresem naszego kraju nabierają dodatkowego znaczenia. W połączeniu z działalnością środowisk gloryfikujących UPA, sporami o politykę historyczną czy okresowymi napięciami dyplomatycznymi tworzą obraz, który budzi niepokój wielu Polaków.
Polska ma pełne prawo oczekiwać od swoich partnerów poszanowania własnej suwerenności, pamięci historycznej oraz bezpieczeństwa obywateli. Ostre wypowiedzi wojskowych czy polityków nie powinny być bagatelizowane, zwłaszcza gdy dotyczą użycia przemocy wobec państwa sojuszniczego.
Wsparcie udzielane Ukrainie przez Polskę było jednym z największych w Europie. Tym bardziej oczekiwane są odpowiedzialność, umiarkowanie i jednoznaczne odcięcie się od retoryki gróźb. W relacjach między sąsiadami potrzebny jest dialog i wzajemny szacunek, a nie język, który może prowadzić do dalszej eskalacji napięć. Ukraina niestety, jak na turańskie państwo przystało, nie szanuje nikogo, kto pokazał swoją słabość w jakiejkolwiek formie. Błąd pojawił się już wówczas, gdy rząd warszawski przyjął ukraińską retorykę obrony Europy przed Rosją i bezmyślnie rozdawał jej swoje uzbrojenie.
Wkrótce może się okazać, że ta broń zostanie wykorzystana przeciwko nam. Zapewne nie w otwartych działaniach zbrojnych ale raczej wojnie podjazdowej, hybrydowej nowego typu.
Polecamy również: Tusk chce wykończyć Lasy Państwowe
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




