Europa Wiadomości

UE policzy każdą naszą podróż. I emisję CO2 też

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

13 maja Komisja Europejska przedstawiła regulację MDMS — Multimodal Digital Mobility Services. Oficjalna narracja brzmi pięknie: jeden bilet, wielu przewoźników, łatwiejsze podróżowanie po Europie, cyfrowa integracja usług. Brzmi niemal jak reklama futurystycznego raju technologicznego, w którym szczęśliwy obywatel z uśmiechem skanuje kod QR i wsiada do ekologicznego pociągu, czując dumę, że jego podróż wygenerowała o 0,7 kilograma CO2 mniej niż podróż sąsiada. W praktyce to jdnak kolejny ktrok do budowy systemu totalitarnego, przy którym Związek Sowiecki był ozą wolności.

UE policzy każdą naszą podróż. Komisja Europejska standardowo uspokaja obywateli, że wszystko dzieje się wyłącznie dla naszego dobra, wygody i oczywiście ratowania planety, która najwyraźniej znajduje się o jeden weekendowy wyjazd Polaka od całkowitej zagłady. Tym razem pod hasłem „modernizacji transportu” i „ułatwiania podróży” powstaje system, który ma umożliwić monitorowanie indywidualnego śladu węglowego każdego obywatela Unii Europejskiej. Ale spokojnie — przecież to wyłącznie technologia dla naszego komfortu. Tak samo jak monitoring miejski służy wyłącznie poprawie estetyki krajobrazu.

Na czym polegają zmiany? Odtąd przy każdej rezerwacji lotu system ma wyświetlać emisję gazów cieplarnianych związaną z podróżą. Platformy sprzedażowe będą promować opcje „bardziej ekologiczne”, a obywatel będzie mógł z satysfakcją obserwować własny ślad węglowy niczym punkty lojalnościowe w supermarkecie. Jeszcze chwila i być może za odpowiednio niską emisję dostaniemy cyfrową odznakę „Wzorowego Europejczyka Klimatycznego”, którą będzie można dumnie pokazać znajomym w mediach społecznościowych, niczym Order Pracy Socjalistycznej w czasach PRL.

Naturalnie unijni urzędnicy zapewniają, że chodzi wyłącznie o informację dla pasażera. Bo przecież historia nigdy nie pokazała, że dane zbierane przez władzę mogą zostać wykorzystane do czegoś więcej niż pierwotnie deklarowano. Nigdy wcześniej żaden system monitorowania nie został rozszerzony poza swój początkowy zakres. Państwa i instytucje zawsze przecież dobrowolnie rezygnują z raz zdobytych narzędzi kontroli. Tak właśnie działa świat polityki — kraina bezinteresowności i samoograniczenia.

Kluczowym elementem całego projektu jest EUDI Wallet — cyfrowy portfel tożsamości, który ma zostać wdrożony do końca 2026 roku. W jednym miejscu mają znaleźć się dokumenty, dane identyfikacyjne, bilety, certyfikaty i inne cyfrowe usługi obywatela. Innymi słowy: jedna aplikacja, jeden identyfikator, jedno centrum zarządzania człowiekiem. Ale absolutnie nie należy tego nazywać centralizacją kontroli. To po prostu „innowacyjna interoperacyjność usług publicznych”, czyli nowoczesne słowo oznaczające, że system będzie wiedział o obywatelu wszystko, zanim on sam zdąży sobie przypomnieć, dokąd jechał w zeszły weekend.

Połączenie cyfrowej tożsamości z historią podróży oraz indywidualnym śladem węglowym tworzy gotową infrastrukturę pod przyszłe limity klimatyczne. Dzisiaj obywatel zobaczy jedynie komunikat o emisji CO2. Jutro może usłyszeć, że przekroczył „zalecany roczny poziom emisji transportowej” i powinien ograniczyć podróże dla dobra planety.

Pojutrze system może po prostu odmówić zakupu kolejnego biletu albo doliczyć klimatyczną opłatę solidarnościową, ponieważ algorytm uzna, że obywatel podróżował ostatnio zbyt często. Oczywiście wszystko w trosce o przyszłość naszych dzieci, które — jeśli tempo regulacji się utrzyma — będą prawdopodobnie musiały pytać aplikację o zgodę na wyjazd do innego województwa.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, z jaką łatwością europejskie elity przyzwyczaiły obywateli do idei permanentnego monitorowania. Jeszcze kilkanaście lat temu wizja cyfrowego systemu śledzącego aktywność obywateli kojarzyła się ludziom z dystopiami science fiction albo systemami autorytarnymi. Dziś wystarczy dodać kilka ekologicznych sloganów, zielone logo i hasło o „zrównoważonym rozwoju”, by ten sam mechanizm został przedstawiony jako postęp cywilizacyjny.

Rząd warszawski również nie widzi w tym żadnego problemu. Do końca 2026 roku Polska ma wdrożyć EUDI Wallet, jednak debata publiczna na temat bezpieczeństwa danych praktycznie nie istnieje. Obywatele nie słyszą szczegółów dotyczących ochrony prywatności, potencjalnych zagrożeń ani mechanizmów zabezpieczających przed nadużyciami. Widocznie uznano, że społeczeństwo najlepiej zarządza się wtedy, gdy dowiaduje się o fundamentalnych zmianach dopiero po ich wdrożeniu.

Zwolenicy nowych rozwiązań powtarzają znane hasło: „uczciwi ludzie nie mają się czego bać”. Problem polega na tym, że dokładnie tym argumentem uzasadniano niemal każdy system zwiększania kontroli nad obywatelami w historii nowoczesnych państw. Wolność nie polega na tym, że człowiek może robić wszystko pod warunkiem, że system to zapisze, przeanalizuje i zaakceptuje. Wolność polega na istnieniu sfery życia, która nie wymaga nieustannego raportowania własnej aktywności administracyjno-cyfrowemu nadzorcy.

Dzisiaj Komisja Europejska mówi o wygodzie i ekologii. Jutro może mówić o „konieczności odpowiedzialnego zarządzania emisjami obywateli”. A kiedy infrastruktura monitorowania będzie już gotowa, pozostanie wyłącznie kwestia politycznej decyzji, by zmienić informowanie w ograniczanie. Bo najpierw buduje się system. Dopiero później ustala się, jak daleko można go wykorzystać.

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!