Historia

Trzeci powstańczy zryw

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Ostatnie dni kwietnia 1921 roku były na Górnym Śląsku gorące… Był to czas spotkań, zebrań i narad. Emocje sięgały zenitu, a napięcie narastało z każdym dniem. Decydujące okazało się stanowisko Wojciecha Korfantego – ten urodzony pacyfista, który wielokrotnie studził „gorące głowy” zapaleńców, którzy gotowi byli iść „z motyką na słońce”, tym razem nie miał wątpliwości – o losie Górnego Śląska zadecydować miała walka zbrojna…

24 kwietnia 1921 roku Wojciech Korfanty spotkał się w Bytomiu ze swymi najbliższymi współpracownikami – Konstantym Wolnym i dr Włodzimierze Dąbrowskim. W spotkaniu wziął udział ppłk Mielżyński, który zapoznał zebranych z potencjałem bojowym POW (Polskiej Organizacji Wojskowej) oraz przygotowanym dwa dni wcześniej planem powstania. Wojciech Korfanty, wysłuchawszy tego, stwierdził, iż „wystąpienie zbrojne jest twardą i nieugiętą koniecznością”. W przeciwieństwie jednak do ppłk Mielżyńskiego, wedle którego Polacy winni kroczyć metodą faktów dokonanych, Korfanty uważał, iż celem akcji wojskowej winna być jedynie demonstracja zbrojna, mająca skłonić aliantów do podjęcia korzystnej dla Polski decyzji.

Już wcześniej najwyższe czynniki wojskowe w Polsce zintensyfikowały działania mające dopomóc POW w planowanej akcji zbrojnej. Przede wszystkim, rozkazem z 22 kwietnia 1921 roku, na terenach podległych DOGen. Poznań, dowodzonemu przez gen. Raszewskiego, sformowano spośród uchodźców górnośląskich (przy 17 i 23 dywizjach piechoty) kilkanaście różnych pododdziałów w łącznej sile ok. 2 tys. ludzi. Prócz kompanii piechoty, utworzono kompanie saperów, łączności, taborowe, baterie artylerii oraz szwadron kawalerii. Były to formacje, których wyszkolenie i przygotowanie do działań na terenie plebiscytowym nie było możliwe. Po wybuchu powstania oddziały te (dwa kombinowane bataliony i dwie baterie artylerii) zostały przerzucone na Górny Śląsk.

Niezależnie od tego Dowództwo IV Inspektoratu Armii w Krakowie wydzieliło ze swego składu kompanię łączności wyposażoną w sprzęt radiotelegraficzny, aparaturę typu Hughesa oraz stacje przekaźnikowe z zadaniem przerzucenia jej po wybuchu walk na teren Górnego Śląska. Zadaniem tejże kompanii była obsługa wyższych dowództw wojsk powstańczych w zakresie łączności.

27 kwietnia Dowództwo Obrony Plebiscytu postawiło szeregi organizacji w stan gotowości bojowej, a 28 kwietnia ppłk Mielżyński zwołał naradę z udziałem Michała Grażyńskiego, Karola Grzesika i Wiktora Przedpełskiego. Wziął w niej też udział oficer łącznikowy gen. Sosnkowskiego mjr Roman Abraham. W trakcie narady, wbrew stanowisku mjr Abrahama, uznano, iż walkę zbrojną należy podjąć w nocy 2/3 maja 1921 roku.

O wynikach tejże narady ppłk Mielżyński niezwłocznie powiadomił generałów Sosnkowskiego i Sikorskiego, z którymi to spotkał się on w Warszawie następnie osobiście w dniu 25 kwietnia. Ci najwyraźniej zaakceptowali plan przedstawiony im przez ppłk Mielżyńskiego i 26 kwietnia gen. Sosnkowski wydał rozkaz, w którym wyraził kluczową dla dalszego biegu spraw myśl:

Pan Komisarz Korfanty określi zadanie, jakie DOP ma wykonać za pomocą podległych sobie organizacji, zadecyduje o momencie rozpoczęcia i ogólnym charakterze akcji oraz normować będzie jej przebieg.

Oznaczało to zielone światło dla przygotowywanej akcji zbrojnej, przy czym odpowiedzialnym za całokształt działań uczyniono Korfantego. W tym miejscu należy podkreślić, iż stanowisko władz w Warszawie biegło niejako dwutorowo – o ile Naczelne Dowództwo WP zdecydowanie popierało przygotowania do podjęcia walki zbrojnej, o tyle rząd Wincentego Witosa był w tej kwestii zdecydowanie bardziej powściągliwy, uważając, iż powstanie może doprowadzić do wybuchu wojny z Niemcami, a także do pogorszenia wizerunku Polski w świecie. A tego chciano koniecznie uniknąć.

Niezwłocznie po zakończeniu narady ppłk Mielżyński wysłał do Ministerstwa Spraw Wojskowych depeszę, w której poinformował o zapadłej decyzji, dodając, iż stanowisko Korfantego jest zbieżne z poglądami uczestników narady. Równocześnie poprosił o szybkie dostarczenie 20 tysięcy karabinów. Liczył on bowiem, że z chwilą wybuchu powstania siły powstańcze wskutek napływu ochotników wzrosną do 60 tysięcy ludzi. Przewidywania te zresztą – jak wiemy – spełniły się.

29 kwietnia ppłk Mielżyński zwołał kolejną naradę, tym razem z udziałem dowódców grup operacyjnych, ich zastępców i szefów sztabów. W odprawie, która jak zwykle odbyła się w hotelu „Lomnitz” w Bytomiu, wzięli również udział: szef sztabu DOP mjr Rostworowski, szef Oddziału Operacyjnego por. Grocholski oraz mjr Abraham. W przerwie w obradach ppłk Mielżyński udał się do przebywającego w tym samym budynku Wojciecha Korfantego, z którym ustalił, iż zbiórka oddziałów POW nastąpi 2 maja o godzinie 23.00, zaś początek walk – o godzinie 3.00 dnia 3 maja 1921 roku. Ppłk Mielżyński nakazał wszcząć przygotowania mobilizacyjne. W ślad za tym z magazynów znajdujących się na terytorium Polski i pozostających w gestii Związku Przyjaciół Górnego Śląska rozpoczęto przerzucanie na Śląsk broni i amunicji, przystąpiono do rozdzielania środków transportowych i sprzętu medyczno – sanitarnego.

Tego samego dnia odbyła się w Katowicach narada z udziałem niektórych (najbardziej zaufanych) polskich oficerów APO, w trakcie której Jan Ludyga – Laskowski zapoznał ich z zamierzeniami dowództwa POW i potwierdził ciążące na nich zadania, tj. rozbrojenie ich niemieckich „kolegów”. W nocy 29/30 kwietnia Korfanty otrzymał poufną wiadomość, iż Komisja Międzysojusznicza zamierza podjąć niekorzystną dla strony polskiej decyzję w kwestii podziału obszaru plebiscytowego. Do dziś nie udało się ustalić, od kogo ową informację uzyskał; czy od konsula polskiego w Opolu Daniela Kęszyckiego, który z kolei miał się o tym dowiedzieć od gen. Le Ronda, czy też bezpośrednio od gen. Le Ronda. Nie jest w tym miejscu istotne rozstrzyganie tej kwestii. Najważniejsze, że powziąwszy ową informację Korfanty zwołał zebranie z udziałem przedstawicieli polskich związków zawodowych, wybitniejszych przedstawicieli Polskiego Komisariatu Plebiscytowego, dowódcy DOP, a także kilku dziennikarzy.

W trakcie tego zebrania Korfanty poinformował jego uczestników o stanowisku Komisji Międzysojuszniczej, a ppłk Mielżyński omówił stan organizacyjny POW (nie ujawniając, rzecz jasna, terminu rozpoczęcia powstania). Efektem było podjęcie jednomyślnej uchwały, w której stwierdzono konieczność podjęcia strajku generalnego oraz rozpoczęcia walki zbrojnej.

W tym miejscu należy wspomnieć, że największa na Górnym Śląsku centrala związkowa, której przedstawiciele obecni byli na tymże zebraniu, mianowicie Zjednoczenie Zawodowe Polskie, zrzeszała wówczas ponad 200 tys. robotników, w tym ok. 110 tysięcy górników, 74 tys. hutników oraz 13 tys. kolejarzy. Była to więc ogromna siła, zdolna sparaliżować Górny Śląsk.

30 kwietnia, ok. godz. 4.00, Korfanty wezwał do siebie szefa Wydziału Informacyjnego przy Polskim Komisariacie Plebiscytowym, kpt. Józefa Gawrycha, by ten wyznaczył człowieka, który uda się do Berlina z misją specjalną. Miał on mianowicie za zadanie podrzucić agencji prasowej East Express sensacyjną wiadomość na temat decyzji Komisji Międzysojuszniczej. Osobą , która z tą niezwykłą misją udała się do Berlina, był kpt. Bogdan Jankowski, który jednak dotarł tam z kilkugodzinnym opóźnieniem. W rezultacie informacja ukazała się w prasie berlińskiej dzień później, niźli się tego spodziewano, mianowicie dopiero w prasie porannej w dniu 1 maja. Tymczasem „Goniec Śląski”, powołując się na rzekome artykuły w prasie berlińskiej z dnia poprzedniego, w wydaniu porannym z 1 maja zamieścił artykuł, który – jak się tego spodziewano – wywołał wielkie oburzenie polskiej opinii publicznej na Górnym Śląsku, która w ten sposób została przygotowana do tego, co miało nastąpić w kolejnych dwóch dniach. Zwłaszcza, że tuż obok rzeczonego artykułu „Goniec Śląski” opublikował dalsze szczegóły narady niemieckich przemysłowców, która odbyła się 7 kwietnia w katowickim hotelu „Klemenz”, gdzie debatowano nad tym, jak w przyszłości zastąpić polskich robotników robotnikami niemieckimi.

1 maja 1921 roku, rozkazem organizacyjnym nr 6, Dowództwo Obrony Plebiscytu przekształcone zostało w Naczelną Komendę Wojsk Powstańczych. Tymczasem tegoż dnia, koło południa, do władz RP dotarła wiadomość, iż Francuzi, na których przychylność tak bardzo liczono i którzy byli na bieżąco informowani o przygotowaniach do walki zbrojnej o Górny Śląsk, nie tylko nie poprą czynnie powstańców, ale nawet nie można liczyć na ich neutralność. W tej sytuacji szef Sztabu Generalnego Naczelnego Dowództwa WP, gen. Władysław Sikorski przesłał ppłk Mielżyńskiemu instrukcję, w której czytamy m.in.:

Gen. Niessel oświadczył, że Francuzi będą zmuszeni wystąpić czynnie przeciwko wszelkim zaburzeniom także ze strony polskiej. Zachowanie neutralności z ich strony wobec czynnie występujących organizacji jest niemożliwe.

Jako konsekwencja tego stanowiska starcie się z wojskami nawet francuskimi jest nieuniknione. Pociągnie to za sobą w najlepszym razie rozbrojenie wojsk koalicyjnych. Wobec tego granica niemiecka zostanie dla regularnych oddziałów niemieckich otwarta. Ponieważ do wojny z Niemcami posunąć się nie można, istnieje wszelkie prawdopodobieństwo zgniecenia ruchu zbrojnego przez Niemców. W każdym razie ruch zbrojny pociągnie za sobą nieobliczalne konsekwencje o charakterze międzynarodowym.

Fakty te podać natychmiast do wiadomości komisarza Korfantego. Jeszcze w ciągu dnia dzisiejszego po nawiązaniu łączności z nieobecnym w tej chwili w Warszawie prezydentem Witosem otrzyma komisarz Korfanty obowiązujące instrukcje. Teraz dla orientacji pana pułkownika i wyciągnięcia konsekwencji praktycznych komunikuję następujące informacje. Po porozumieniu się z panem ministrem Skulskim, który w tej chwili zastępuje prezydenta, przewidywać można prawie na pewno, że decyzja prezydenta co do ruchu zbrojnego będzie negatywna. Prawdopodobnie zaakceptowany zostanie jedynie ruch strajkowy.

Po otrzymaniu niniejszej instrukcji ppłk Mielżyński zawahał się. Nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za wybuch powstania, za którym nie stałby autorytet rządu RP . O godzinie 20.00 przesłał gen. Sikorskiemu depeszę następującej treści:

W myśl danych mi przez gen. Sikorskiego instrukcji odwołuję tymczasowo akcję. Równocześnie uważam za swój obowiązek zameldować o konsekwencjach płynących z tego faktu:

1. akcja w późniejszym terminie rozpoczęta ma mniejsze szansę pomyślnego powodzenia, gdyż:

a) wybuch strajku i manifestacje pociągną pewną część ludzi, co osłabi naszą organizację, a przez zmieszanie się zorganizowanych z tłumami uniemożliwi kierownictwo;

b) niewykluczone są i prawie pewne samorzutne wystąpienia zbrojne w różnych miejscowościach, co skompromituje i zdezorientuje naszych ludzi, a osłabi jednolitość kierownictwa i wzbudzi nieufność do dowództwa;

c) powyższe względy mogą już uniemożliwić faktycznie przeprowadzenie planu w ramach zakreślonych pierwotnie, gdyż zmiana sytuacji nie równoważy lepszych przygotowań technicznych;

d) sam fakt ogłoszenia decyzji niepomyślnej dla Górnego Śląska, nie uprzedzony rozkazem rozpoczęcia akcji zbrojnej, wywoła rozgoryczenie zwrócone nie tylko przeciw DOP , ale też i rządowi polskiemu;

e) wybuch desperacki po zapadnięciu decyzji nie osiągnie żadnego rezultatu i zakończy się niepowodzeniem. Melduję poza tym, że myśl ruchu zbrojnego przed ostateczną decyzją jest tak głęboko zakrzewiona u Górnoślązaków, że nie jest wykluczone wzięcie inicjatywy samodzielnego wystąpienia przez którego z dowódców miejscowych, nawet wbrew moim rozkazom.

W tym jakże trudnym momencie odpowiedzialność za bieg wydarzeń postanowił wziąć na siebie Korfanty, który uznał, iż sprawy zaszły już za daleko i nie można się cofnąć. Aby zdjąć odpowiedzialność za rozgrywające się na Górnym Śląsku wydarzenia z rządu RP Korfanty poinformował w rozmowie telegraficznej premiera Witosa, iż zamierza złożyć rezygnację z funkcji komisarza plebiscytowego. Zaproponował przy tym, by władze w Warszawie formalnie odżegnały się od powstania:

Ja we środę (4 maja) ogłoszę proklamację, że jako Górnoślązak nie mogę w tej chwili opuścić rodaków i na ich prośbę zostaję. Dowódcą ruchu zbrojnego zamianuję p. „Doliwę”, który jest pseudonimem ppłk Mielżyńskiego. Rząd może się mnie wyprzeć, a nawet mnie potępić.

Korfanty podkreślił, iż powstania nie da się uniknąć. Uważał, że wybuchnie ono niezależnie od tego, czy będzie dla niego poparcie czynników oficjalnych, czy też nie. Kwestią otwartą pozostawało, zdaniem Korfantego, jedynie to, czy ruch zbrojny będzie w pełni kontrolowany, czy też zamieni się w „rzeź połączoną z plądrowaniem, pospolitymi morderstwami i otwieraniem więzień.” Wincenty Witos poinformował Korfantego, iż rząd jest przeciwny akcji zbrojnej, ale jeśli do niej dojdzie udzieli jej pomocy aprowizacyjnej oraz finansowej, a także dostarczy niezbędnych środków walki.

Następnego dnia Korfanty złożył na ręce premiera zapowiadaną dymisję, a powody jej przedstawił w telegramie nadanym o godzinie 14.45:

Do zadań moich, jako polskiego komisarza plebiscytowego, na Górnym Śląsku zaliczałem przede wszystkim czuwanie nad tym, aby w kraju panował spokój, ład i porządek. Dzięki nadludzkiej pracy przywódców polskiego ludu robotniczego i włościańskiego i dzięki zabiegom moim odbył się dnia 20 marca plebiscyt w zupełnym spokoju i porządku.

Zaznaczam, że w żadnym z państw międzysojuszniczych zwyczajne wybory do parlamentu w takim ładzie, spokoju i porządku się nie odbywają. Po plebiscycie wytężałem wszystkie siły, aby nie dopuścić do zakłócenia spokoju publicznego, i szerokim warstwom ludu polskiego wpajałem wiarę w sprawiedliwość Międzysojuszniczej Komisji w Opolu, przekonując je przy każdej sposobności, że Komisja Międzysojusznicza sprawiedliwie wynik plebiscytu osądzi i uszanuje wolę ludu polskiego wyrażoną podczas plebiscytu dnia 20 marca br. Tymczasem Komisja Międzysojusznicza w swoim raporcie do Najwyższej Rady proponuje przyznać Polsce tylko powiat pszczyński i rybnicki, czyli innymi słowy, respektuje zaledwie 40% głosów oddanych za połączeniem Górnego Śląska z Polską.

Powiaty wiejskie katowicki, bytomski, tarnogórski, gliwicki, zabrski, strzelecki, wschodnia część powiatu raciborskiego, powiat lubliniecki, gdzie ludność tubylcza z ziemią zrośnięta znaczną większością wypowiedziała się za połączeniem z Macierzą Polską, Komisja Międzysojusznicza proponuje oddać z powrotem [pod] panowanie niemieckie.

Wobec tego stanu rzeczy i olbrzymiego rozgoryczenia ludu nie jestem zdolny spełniać więcej naczelnego mego zadania, a mianowicie utrzymania ładu i porządku na terenie plebiscytowym. Z tej przyczyny niniejszym składam urząd komisarza plebiscytowego podkreślając, że wszelkie usiłowania w kierunku cofnięcia mego postanowienia pozostaną bez skutku. Likwidatorów polskiego komisariatu w Bytomiu zamianowałem.

O godzinie 18.30, dnia 2 maja 1921 roku podpułkownik Maciej Mielżyński przesłał do Warszawy raport o stanie broni i amunicji wraz z zapotrzebowaniem:

Przesyła się raport stanu broni i amunicji, przedstawić należy stan broni posiadanej w stosunku do sił zorganizowanych, DOP posiada: karab. mod. 98 – 10.620; karab. mod. 88 – 10.086; karab. austr. – 577; karab. rosyjsk. – 6.314. Amunicji do karab. mod. 98 – 3.686.720; amunicji do karab. mod. 88 – l.185.830; amunicji do karab. austr. – 189.000; amunicji do karab. rosyjsk. – 598.000; kulomiotów ciężkich – 290; kulomiotów lekkich – 250; amunicji do kulomiotów niem. – l.375.770; granatomiotów – 250; amunicji do granatomiotów – 17.500; granatów ręcznych – 70.000. Stosunek amunicji: karab. mod. 98 – l : 436; karab. mod. 88 – l : 115; karab. rosyjsk. – l : 91; karab. austr. – l : 310. Amunicja ta starczy na dwudniową walkę. Zapotrzebowanie. Jak z raportu wynika, posiada DOP razem 27.597 karabinów. Ogólna liczba zorganizowanych wynosi 40.470 ludzi. Nie liczy się tych powstańców nie zorganizowanych, którzy się do walki przyłączą. Potrzebne zatem jest: 12.873 karabinów niemieckich mod. 98 na zorganizowanych: 20.000 karabinów niemieckich mod. 98 na nie zorganizowanych; 65.746.000 naboi do karab. 98. Ponieważ karabiny rosyjskie w ilości 6.314 z powodu braku zapasów amunicyjnych do karabinów rosyjskich, jak wynika z dotychczasowej odpowiedzi Poznania, respective Warszawy, wycofać będzie trzeba. Jest zapotrzebowana ilość karabinów niezbędnie potrzebna. Dalej potrzebne są: 50 ciężkich kulomiotów; 100 lekkich kulomiotów. Dla uzupełnienia po 2.000 naboi do karab. na 10 dni ognio, 21.240.000 naboi do karab. mod. 98; 20.172.000 naboi do karab. mod. 88; 11.540.000 naboi do karab. austr.; 12.628.000 naboi do karab. rosyjsk.; 10.000.000 naboi do kulomiotów nagurtowanej i nienagurtowanej; 50 minomiotów; 15.000 amunicji do minomiotów; 50.000 francuskich granatów jajkowych; 50.000 granatów trzonowych; 200 pistoletów świetlowych do rakiet powyższa broń i amunicja, jak i już posiadana liczy się na dziesięć dni walki, tak że zapotrzebowanie to jest bardzo pilne. Stosunek amunicji do posiadanych karabinów jest znikomy, tak że wystarcza amunicji na dwa dni walki, licząc przeciętnie po 150 naboi na karabin. Wnioskując z wywiadów, nieprzyjaciel jest znacznie lepiej uzbrojony jak nasze siły. Zaznacza się, że zapotrzebowanie w amunicję winno być uzupełnione co 10 dni, o ile by zmiany w zapotrzebowaniu nie nadeszły.

Późnym wieczorem, dnia 2 maja, rząd RP podjął jeszcze jedną próbę powstrzymania akcji powstańczej. W tajnym protokole z posiedzenia Rady Ministrów czytamy:

Na tajnym posiedzeniu dnia 2 maja 1921 r. po przeprowadzonej dyskusji w sprawie zachowania się ludności na Górnym Śląsku, po ujawnieniu, iż opinia Komisji Międzysojuszniczej nie jest przychylną dla Polski, i po zapoznaniu się z raportami komisarza plebiscytowego Korfantego powzięła następujące uchwały:

1. Rząd kategorycznie oświadcza się przeciw wywoływaniu ruchu zbrojnego na Górnym Śląsku i poleca komisarzowi Korfantemu dołożyć wszystkich starań i środków, by do niego nie dopuścić. Minister Jankowski zgłosił sprzeciw.

2. Zgłoszonej przez komisarza Korfantego dymisji Rada Ministrów nie rozpatruje.

3. Rząd wyzyska w najszerszym zakresie strajk generalny i w myśl tego roześle nadesłane przez komisarza Korfantego odezwy.

4. Rząd postanawia odwołać względnie zlecić Ministrowi Spraw Wojskowych odwołanie pułkownika Mielżyńskiego.

5. Nadesłanej depeszy Korfantego o bytności jego w Warszawie dla poinformowania rządu o stanie rzeczy na Śląsku nie ogłasza się na razie. Zostawia się ją do dalszych wypadków.

Celem zakomunikowania uchwały Rady Ministrów co do stanowiska rządu względem ewentualnego zbrojnego ruchu komisarzowi Korfantemu udał się Prezydent Ministrów do Szefa Sztabu dla rozmowy z Hughes’em. Na ten czas przerwano posiedzenie Rady Ministrów.

Nic jednak nie było już w stanie zatrzymać wprawionej w ruch lawiny, zwłaszcza że ani Korfanty, ani Mielżyński, ani żaden z ich współpracowników nie mieli zamiaru wycofać się z decyzji w sprawie powstania. Władzom RP nie zostało nic innego, jak się z tym pogodzić. Po wznowieniu obrad Rada Ministrów postanowiła przygotować odpowiednie dokumenty, o czym dowiadujemy się z dalszej części cytowanego protokołu:

O godzinie 11-ej w nocy otwarto ponownie posiedzenie Rady Ministrów i na nim podał Prezydent Ministrów do wiadomości przebieg rozmowy z posłem Korfantym. Rada Ministrów przyjęła do wiadomości i powierzyła wiceministrowi Babskiemu zarządzenie ogłoszenia not i wiadomości podanych przez posła Korfantego w rozmowie 2 V w nocy (nr 17). Posiedzenie zakończono o godzinie 12-tej noc.

Kości zostały rzucone…

1 maja 1921 roku, ok. 16.00 strajkowało już ok. 97% górnośląskich kopalń i hut. Następnego dnia w większości górnośląskich miast odbywały się wiece protestacyjne, w trakcie których pod adresem aliantów kierowano ostre zarzuty o sprzeniewierzeniu się głoszonym zasadom i wzywano do stanowczych działań na rzecz przyłączenia Górnego Śląska do Polski. Równolegle trwała skryta mobilizacja oddziałów Polskiej Organizacji Wojskowej. Jan Ludyga-Laskowski w książce „Zarys historii trzech powstań śląskich 1919 – 1920 – 1921” pisze:

Zbiórkę uzbrojonych formacji bojowych ustalono na 23. Godnym podziwu był fakt powszechności powstania. Na punktach alarmowych nie brakło nikogo. W ciągu kilku godzin 40.000 ludzi rzuca warsztaty pracy i rodziny i z bronią w ręku czeka rozkazów do walki, by spełnić największą powinność wobec Polski.

Niemcy spodziewali się, iż Polacy planują podjęcie akcji zbrojnej. W związku z rozwijającą się akcją strajkową wieczorem 2 maja w oddziałach Selbstschutsu ogłoszono mobilizację alarmową. Oczywiście, w kwestii terminu, skali i kierunków uderzenia nie mieli Niemcy pojęcia. Rozmach działań powstańczych był dla nich całkowitym zaskoczeniem i uczynił niezdolnymi do podjęcia jakiegoś bardziej zdecydowanego przeciwdziałania.

Jeszcze przed zmrokiem dnia 2 maja powstańcze straże przemysłowe przystąpiły do obsadzania zakładów, tak by uniemożliwić Niemcom przeprowadzenie ewentualnych akcji sabotażowych. Na obszarach wiejskich przystąpiono do rozbrajania miejscowych żandarmów, bojówkarzy i urzędników. Najczęściej nie próbowali oni nawet stawiać oporu. Część niemieckich żandarmów porzuciła swe posterunki i udała się do większych miast. W ten sposób szerokie połacie obszaru plebiscytowego błyskawicznie znalazły się pod kontrolą powstańców. Szef Sztabu Grupy „Wschód” por. Michał Grażyński ps. „Borelowski” tak wspominał pierwsze dni działań powstańczych:

W dniu z 2 na 3 o godzinie 3 rano wyleciały w powietrze mosty na linjach kolejowych, wiodących z Niemiec. To grupa destrukcyjna Wawelberga stwierdzała swoją sprawność bojową. W ciągu kilku dni, między 3 i 6, ruch zbrojny szedł jak fala, zdobywając cały teren aż po Odrę. Grupa północna posunęła się poza Lubliniec i po dość ciężkich walkach opanowała Stare Olesno. W centrum zajęła Miasteczko i Zębowice, a na lewem skrzydle podsunęła aż po Gogolin. Grupa południowa również opanowała cały swój teren aż po prawy brzeg rzeki Odry.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że najtrudniejsze zadanie do spełnienia miało dowództwo grupy „Wschód”, które z jednej strony musiało uporać się z ośrodkiem przemysłowym, gdzie były największe miasta niemieckie i najsilniejsza organizacja niemiecka, z drugiej strony tak szybko przeprowadzić akcję, aby móc, wykonując plan operacyjny, zająć nad Odrą wyznaczony jej odcinek. Już w pierwszym dniu ruchu oddziały podległe dowództwu grupy „Wschód” opanowały cały powiat katowicki, bytomski i zabrski, nie wyłączając tak wielkich ośrodków przemysłowych jak: Bytom, Król. Huta i Katowice.

Niestety tutaj po raz pierwszy spotkaliśmy się z opornem stanowiskiem Francuzów, którzy przeciwstawili się zajęciu miast. Pierwszy meldunek o tem otrzymałem w formie raportu w szkole w Wełnowcu od komendanta grup atakujących. Doceniając doniosłość węzła kolejowego katowickiego, wydałem rozkaz powtórnego ataku. I wtedy padły pierwsze strzały ze strony Francuzów.

W związku z powyższem oraz na wyraźny rozkaz Naczelnego Dowództwa, które chciało uniknąć starć z wojskami koalicyjnemi, byliśmy zmuszeni wycofać swoje oddziały tak z Katowic jak i z Bytomia, oraz przejściowo z Król. Huty. Krwawe walki rozegrały się pod Wirkiem, w Miechowicach i w Rudzie.

W tym samym dniu został opanowany cały powiat gliwicki z wyjątkiem miasta Gliwic. Natychmiast nie dopuszczając żadnej zwłoki, dowództwo zarządziło sformowanie dwóch grup ruchomych, jednej pod dowództwem Cymsa, drugiej pod dowództwem Fojkisa, zarządzając równocześnie w rozkazie operacyjnym uderzenie na Gliwice w dniu 5 maja. Od zdobycia Gliwic trzeba było odstąpić z tych samych przyczyn, które podałem wyżej. Otoczywszy miasta Gliwice, Bytom i Katowice cernującemi oddziałami, rzuciliśmy podgrupę Cymsa w kierunku Birawy, grupę zaś Fojkisa w kierunku Kędzierzyna, zarządzając koncentryczny atak na Kędzierzyn. Po chwilowem niepowodzeniu podgrupy Cymsa, wynikłemz powodu opóźnienia akcji Fojkisa, w dniu 9 maja, po zaciekłych i ciężkich walkach, oddziały tych dwóch grup zajęły Kędzierzyn, docierając następnie aż do Odry i zajmując port kozielski.

Rozmach ataku był olbrzymi. Sukcesy uzyskano duże. Powstańcy w ruchu ofenzywnym okazali się znakomitym materiałem.

Uderzenie wojsk powstańczych zadało Niemcom cios, po którym długo nie mogli się oni otrząsnąć. Wojska powstańcze, które wskutek napływu ochotników rozrosły się w ciągu kilku dni z czterdziestu do ponad sześćdziesięciu tysięcy żołnierzy, błyskawicznie opanowały całą sporną część obszaru plebiscytowego, docierając do tzw. linii Korfantego, gdzie natarcie wstrzymano. Niemcy nie byli w stanie stawić skutecznego oporu i dopiero na początku trzeciej dekady maja, zgromadziwszy odpowiednie siły, zdołali oni przejść do kontrofensywy. Nastał czas krwawych walk toczonych w rejonie Góry św. Anny…

Wojciech Kempa

Grzegorz Braun! Stanisław Michalkiewicz! Jerzy Robert Nowak i inni autorzy w Nowym numerze Magna Polonia sprawdź już teraz!! Kupując wpierasz wolne media!

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!