Senat będzie głosował w tym tygodniu nad ustawą wprowadzającą do Kodeksu karnego art. 255b, który penalizuje rozpowszechnianie w sieci nagrań stanowiących tzw. patostriming. Niestety, ustawa nie definiuje go i obejmuje jedynie jego wycinek, otwierając pole do całkowitej dowolności. W efekcie sankcje karne obejmą nie tylko patostreamerów, lecz także dziennikarzy nagłaśniających lewicowe patologie, świadków przestępstw i obywateli nagłaśniających nadużycia władzy, co zagraża wolności słowa.
Patostriming czy cenzura? Rządzący przedstawiają nową ustawę o zakazie patostrimingu jako narzędzie walki z internetową patologią. Trudno nie zgodzić się z samym celem – transmisje pokazujące przemoc, upokarzanie ludzi czy znęcanie się nad zwierzętami od lat stanowią realny problem. Jednak historia legislacji uczy, że pod szlachetnymi hasłami często przemyca się rozwiązania dające władzy znacznie szersze kompetencje, niż wynikałoby to z oficjalnych deklaracji.
Procedowana przez Sejm ustawa przewiduje odpowiedzialność karną za rozpowszechnianie określonych materiałów przedstawiających popełnianie czynów zabronionych w internecie. Krytycy projektu z Instytutu Ordo Iuris zwracają uwagę, że przepisy mogą objąć nie tylko patostrimerów, ale również dziennikarzy, sygnalistów czy zwykłych obywateli publikujących nagrania dokumentujące nadużycia osób trzecich oraz władz państwowych i samorządowych, szkół oraz szpitali.
Największy problem polega na tym, że państwo nie walczy wyłącznie z patostrimingiem. W praktyce tworzy instrument pozwalający karać za samo rozpowszechnianie materiałów ukazujących przestępstwa lub akty przemocy. Oznacza to, że granica pomiędzy patologiczną transmisją a materiałem dowodowym może zostać pozostawiona uznaniu urzędników, prokuratorów czy platform internetowych.
Ukryty cel takich regulacji może być znacznie szerszy niż deklarowana walka z patologią. Współczesne państwa coraz częściej dążą do zwiększania kontroli nad przepływem informacji w sieci. Internet pozostaje ostatnią przestrzenią, w której nagrania kompromitujące polityków, urzędników czy wpływowe środowiska mogą błyskawicznie dotrzeć do milionów odbiorców bez pośrednictwa tradycyjnych mediów. Dla każdej władzy – niezależnie od barw partyjnych – jest to sytuacja niewygodna.
W połączeniu z unijnymi regulacjami dotyczącymi moderacji treści, takimi jak DSA, nowe przepisy mogą wywołać efekt mrożący. Platformy internetowe, obawiając się odpowiedzialności prawnej, będą usuwały materiały nawet wtedy, gdy ich legalność nie jest oczywista. Z punktu widzenia korporacji znacznie bezpieczniej jest usunąć dziesięć legalnych nagrań niż pozostawić jedno, które mogłoby wywołać spór z organami państwa.
W praktyce może to prowadzić do paradoksalnych sytuacji. Nagranie przedstawiające brutalną interwencję funkcjonariuszy, pobicie podczas demonstracji, przemoc wobec zwierząt czy działania grup przestępczych mogłoby zostać uznane za materiał ryzykowny i usunięte jeszcze przed oceną jego znaczenia dla interesu publicznego. Najbardziej ucierpieliby nie patostrimerzy, lecz osoby ujawniające niewygodne fakty.
Doświadczenia wielu państw pokazują, że kompetencje przyznane władzy pod jednym pretekstem bardzo rzadko pozostają ograniczone do pierwotnego celu. Narzędzia tworzone do walki z terroryzmem zaczynają być wykorzystywane przeciw zwykłym obywatelom. Mechanizmy zwalczania dezinformacji obejmują później kontrowersyjne opinie. Podobnie może stać się z przepisami dotyczącymi patostrimingu.
Nie oznacza to oczywiście, że patostriming należy tolerować. Oznacza natomiast, że walka z nim powinna być prowadzona przy pomocy precyzyjnych definicji i gwarancji ochrony wolności słowa. Jeżeli prawo pozwala karać zarówno internetowego degenerata transmitującego przemoc, jak i obywatela publikującego dowód nadużycia, problemem nie jest brak cenzury. Problemem jest źle napisane prawo.
NASZ KOMENTARZ: Czy należy walczyć z patostrimingiem? Odpowiedź jest oczywista, ale czy pod hasłem walki z nim nie tworzy się właśnie kolejnego mechanizmu kontroli przepływu informacji w Internecie? W normalnym państwie powinno być to jasno rozgraniczone.
Polecamy również: Raport ONZ miażdży Izrael. Giną tysiące dzieci
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

