Przez lata skrajnie lewicowy tzw. „Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych” przedstawiał się jako organizacja walcząca z mową nienawiści i stojąca na straży praworządności. Dziś jednak coraz częściej to sama fundacja staje się przedmiotem postępowań sądowych, śledztw i zainteresowania organów państwa. W skrócie: złodziej, który zgodnie z ludowym powiedzeniem krzyczał by „łapać złodzieja”, w końcu sam jest ścigany.
Ostatnie miesiące przyniosły serię wydarzeń, które układają się w obraz narastającego kryzysu wobec jaczejki OMZRiK. Jak ujawnił kanał ZERO, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zażądało od fundacji wyjaśnień, sąd nałożył na nią 10 tys. zł grzywny za niewykonanie prawomocnego wyroku, a wobec prezesa organizacji pojawiły się kolejne zarzuty dotyczące wielomilionowych kwot.
Sprawa grzywny dotyczy procesu wytoczonego przez Agatę Schrötter. Sądy obu instancji uznały, że fundacja przestępcy Gawła i oskarżonego Dulkowskiego naruszyła jej dobra osobiste, publikując zdjęcia oraz wpisy, które doprowadziły do fali obraźliwych komentarzy pod jej adresem. Fundacja została zobowiązana do opublikowania przeprosin.
Wyrok uprawomocnił się już w 2024 roku, jednak organizacja przez wiele miesięcy nie wykonała orzeczenia. Dopiero po wszczęciu postępowania egzekucyjnego Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia nałożył na fundację grzywnę w wysokości 10 tys. zł i nakazał publikację przeprosin na koszt OMZRiK.
Niewykonanie prawomocnego wyroku jest szczególnie wymowne w przypadku organizacji, która od lat deklaruje przywiązanie do zasad państwa prawa i sama wielokrotnie powołuje się na orzeczenia sądów w swoich działaniach oraz kampaniach społecznych.
Równolegle Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej skierowało do fundacji wezwanie do złożenia wyjaśnień. Resort chce poznać sposób realizacji celów statutowych oraz odnieść się do zarzutów dotyczących naruszania dóbr osobistych przez działalność organizacji.
Jeszcze poważniejsze znaczenie może mieć śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Białymstoku. Jak wynika z oficjalnej informacji prokuratury, prezes fundacji Konrad Dulkowski, do starych trzech zarzutów, w tym oszustwa na szkodę warszawskiego oddziału Polskiego Radia, usłyszał dwa nowe zarzuty związane z działalnością swoich dwóch fundacji.
Pierwszy zarzut dotyczy przywłaszczenia powierzonego mienia o wartości 212 632 zł. Drugi obejmuje nadużycie uprawnień, niedopełnienie obowiązków oraz przywłaszczenie mienia o wartości 1 439 327 zł. Łączna kwota nowych zarzutów przekracza 1,65 mln zł. Śledztwo pozostaje w toku.
W tym samym postępowaniu podejrzanym pozostaje również założyciel jaczejki OMZRiK Rafał Gaweł ps. „knur”. Prokuratura zarzuca mu aż 27 przestępstw obejmujących m.in. podrobienie dokumentów, oszustwa, usiłowanie oszustw oraz działania na szkodę wierzycieli. Wśród pokrzywdzonych znajdują się samorządy, przedsiębiorstwa oraz Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Dodajmy, że to zupełnie inne zarzuty oszustwa niż te, za które w 2019 roku usłyszał prawomocny wyrok 2 lat pozbawienia wolności.
Gaweł został wówczas prawomocnie skazany za przestępstwa gospodarcze i od kilku lat przebywa w Norwegii, gdzie uciekł przed więzieniem, wnioskować o azyl polityczny. Niestety, naiwne władze Norweskie uwierzyły w jego bajeczkę o „prześladowaniach politycznych” ze strony „pisowskich prokuratorów”. W Polsce pozostaje osobą poszukiwaną do odbycia kary pozbawienia wolności.
Także wokół samego OMZRiK narastają pytania dotyczące finansów. Analizy opublikowane w ostatnich miesiącach wskazywały, że fundacja zebrała za pośrednictwem internetowych zbiórek ponad 1,5 mln zł, jednocześnie przez długi czas nie publikując wymaganych sprawozdań finansowych. Dokumenty zostały opublikowane dopiero po medialnych publikacjach opisujących finanse organizacji. Wynika z nich, że w części analizowanych okresów jedynie niewielki odsetek pozyskanych środków przeznaczano bezpośrednio na działalność statutową, co wywołało pytania o sposób gospodarowania pieniędzmi darczyńców.
Jeszcze kilka lat temu OMZRiK był przede wszystkim organizacją składającą zawiadomienia do prokuratury i publicznie piętnującą osoby podejrzewane o szerzenie „mowy nienawiści”. Dziś role w dużej mierze się odwróciły – fundacja sama odpowiada przed sądami i organami państwa. Wezwanie ministerstwa, grzywna za niewykonanie prawomocnego wyroku, wielomilionowe zarzuty wobec prezesa, pytania o przejrzystość finansów oraz problemy ze zbiórkami internetowymi tworzą obraz najpoważniejszego kryzysu w historii jaczejki OMZRiK.
O tym, czy zarzuty wobec osób kierujących fundacją zakończą się wyrokami skazującymi, zdecydują sądy. Już dziś jednak widać, że organizacja, która przez lata budowała swój autorytet jako strażnik prawa, sama znalazła się pod wyjątkowo intensywną kontrolą wymiaru sprawiedliwości i instytucji państwowych. Dodajmy – całkowicie zasłużenie.
Polecamy również: UPA była antypolska czy antysowiecka?
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





