Kultura

Frieren powraca

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Za nami premiera drugiego sezonu serialu Frieren. Nowa odsłona serii rozpoczyna się zaraz po tym, jak Fern udaje się zdać egzamin na maga pierwszej klasy. Bez tego dalsza podróż nie byłaby zresztą możliwa. Drużyna kontynuuje więc swoją podróż na północne rubieże tego rozbudowanego świata. Ich celem jest dotrzeć do północnej części Ende, a dokładnie do miejsca nazywanego Aureole, gdzie spoczywają dusze zmarłych.

To tam stał kiedyś zamek Króla Demonów. Frieren postanowiła wyruszyć do tego miejsca, aby spotkać się ze swoim przyjacielem – zmarłym wojownikiem Himmelem, członkiem jej dawnej drużyny, której losy dzielili przez 10 lat.

W poprzednim sezonie nieustannie oglądaliśmy retrospekcje przedstawiające fragmenty przygód pierwszej drużyny, a więc losy Himmela, Heithera, Eisena i Frieren. W tej części retrospekcje są coraz rzadziej, a napisy informujące nas o upływie lat od śmierci Himmela, wydają się zawierać mniejszy ładunek emocjonalny. Jest w tym coś życiowego, ponieważ i my po śmierci naszych bliskich, wraz z upływem czasu, wspominamy o nich coraz rzadziej, gdyż staramy się żyć dalej, a i sam ich obraz zaciera się w pamięci.

Przypomnijmy jednak kim są nasi bohaterowie, którzy powracają w drugiej odsłonie serialu. Wspomniana już Frieren to pradawny elf, który jest niezwykle doświadczonym magiem. Jej towarzyszami są Fern i Stark. Obydwoje są ludźmi. Fern to uczennica Frieren, która choć jest już formalnie magiem pierwszej klasy, to wciąż nie ma zbyt wielkiego doświadczenia w bitwie, ale stale nabiera coraz większej wprawy, co widać na ekranie. Z kolei Stark pasuje do schematu tchórza-wojownika.

Stopniowo bowiem dokonuje się jego przeobrażenie. Widzimy to jak powoli mężnieje, stając się oparciem nie tylko dla pozostałych osób w drużynie, ale także tocząc pojedynki u boku innych ważnych postaci, odnosząc przy tym spektakularne zwycięstwa. Mimo to dowiadujemy się, że czasem i tak warto uciec. Widać zatem wyraźny rozwój umiejętności tych postaci.

Między fanami często dochodzi do wymiany zdań dotyczącej tego, kto jest sympatyczniejszy: Fern czy Stark? Obydwoje mają swoje mocne i słabe strony. Jedno dopełnia drugie i tak też się trochę dzieje, ponieważ uczucie, które zakiełkowało między nimi w pierwszym sezonie, teraz zaczyna nieco dojrzewać. Wszystko dzieje się niespiesznie, wręcz niezręcznie i płochliwie, ale przy tym organicznie i delikatnie, czyli dokładnie tak jak powinna wyglądać młodzieńcza miłość. Dają sobie czas, aby lepiej się poznać.

Jedno drugiego do niczego nie popycha i niczego nie wymusza. Dzisiaj wszystko pędzi przed siebie i świat w konsekwencji swej głupoty zbiera jedynie żniwo poranionych dusz. Tutaj dzieje się to zupełnie inaczej. Jest wzajemna troska zamiast chęci użycia drugiego w celu zaspokojenia swojej pożądliwości. Z tego powodu bez problemu sezon ten można oglądać z nieco starszymi dziećmi. Jedyną obawę może budzić wygląd demonów, które wyglądają tak jak powinno wyglądać ucieleśnione zło, czyli strasznie.

Jeśli chodzi o warstwę moralną, to tym razem do niczego nie można się przyczepić. W recenzji sezonu pierwszego wychwyciłem kilka rażących mnie rzeczy [recenzja 1 sezonu], ale tutaj nic szczególnego nie wzbudziło moich obaw. No, może jest ciut nazbyt emocjonalnie.

Wróćmy jednak do Frieren, która jest poniekąd osobą aspołeczną. Nie bardzo przejmuje się tym, co czują inni, i w zasadzie nie potrzebuje nawet ich towarzystwa. Być może jako istota długowieczna wypracowała w sobie pewien mechanizm obronny, chroniący ją przed cierpienie spowodowanym utratą tych, z którymi zdążyła się zżyć. Być może jest taka z natury i zbyt wiele z tym już nie może zrobić. Nie jest wykluczone to, że została niejako wyposażona w pewnego rodzaju pancerz, który uczynił ją mało przystępną i powierzchowną.

Trudno to jednoznacznie stwierdzić. W każdym razie daje z siebie naprawdę wiele, aby to przełamać. Ona sama zdaje się tego nie widzieć. Bystre oko fana dostrzeże jednak liczne, choć subtelne zmiany w jej zachowaniu. Z każdym odcinkiem staje się jakby coraz bardziej ludzka.

Przy tym wszystkim trzeba dodać, że nie koncentruje się na zaklęciach bitewnych, choć wtedy, gdy trzeba ich użyć, jest bezbłędna, precyzyjna i bezlitosna… wobec demonów. Do tego jest rozlazła, ciągle niewyspana i rozrzutna – kupuje bowiem bezużyteczne grimuary (księgi z magicznymi zaklęciami). Jakie? Tego nie zdradzę. Czemu je gromadzi w takich ilościach? Odpowiedź poznamy właśnie w tym sezonie.

Kto jeszcze pojawi się na ekranie? Powróci do nas wiele postaci znanych z wcześniejszej części. Wirbel, Scharf, Ehre, Genau, czy Methode, czyli bohaterowie, których poznaliśmy podczas testu na maga pierwszej klasy. Dość mocno potrafią nas zaskoczyć, ponieważ zachowanie części z nich okazuje się trudne do wpasowania w jakiekolwiek ramy. Pojawi się też dwóch nowych krasnoludów wiernych swoim własnym misjom. Ich zaangażowanie i zapał są niezwykle pouczające. Wręcz można by stworzyć przysłowie, że ktoś jest cierpliwy i oddany sprawie jak krasnolud.

W tle pojawi się most i tajemniczy trunek, co to jego historia spowita jest dawną legendą. Odnaleziona zostanie również pewna pamiątka po Himmelu. Do tego dochodzi małe przekupstwo, któremu uległa Frieren, a co wzbudziło zazdrość jej podopiecznej. Jest więc momentami nawet dość zabawnie.

Jeżeli chodzi o samą kreskę i animacje drugiego sezonu, to jest naprawdę nieźle. Przyjemnie się na to patrzy. I tym razem przełamano pewną monotonię widoczną w strojach głównych postaci. W pierwszym sezonie było tak podczas balu, a teraz podczas… no nie mogę powiedzieć. Na deser mamy jeszcze oprawę muzyczną walk i to na takim poziomie, że trudno wyobrazić sobie lepszą na to miejsce.

Kontynuacja tej epickiej opowieści rozpoczyna się równie powolnie, jak w przypadku pierwszego sezonu. Komu to wtedy nie przeszkadzało to i teraz nie powinien się na to obrażać. Zresztą wprowadzenie takiego tempa samo się broni. Historię śledzimy bowiem z perspektywy długowiecznego elfa, a dla Frieren czas płynie przecież znacznie wolniej niż dla innych. No, może trochę za wolno, ale to chyba jedyny mankament tego sezonu. Mamy więc tutaj niespieszną wędrówkę, która trwa przez kilka pierwszych odcinków.

Dopiero później akcja zaczyna się rozkręcać, ale cóż z tego skoro zaraz po tym dobra zabawa się szybko kończy. Mimo to scen bitewnych nie brakuje, choć zdaje się, że są rzadziej niż poprzednio. Natomiast antagoniści naszych bohaterów są znacznie potężniejsi, niż ci dotychczas przez nich pokonani. Demony władają bowiem nowymi i jeszcze potworniejszymi możliwościami. Drużyna Frieren nie przechodzi przez potyczki gładko, a wręcz okazują się one dla nich niemal śmiertelne.

Zwycięstwo wyraźnie przychodzi im z większym trudem, a z życiem uchodzą dosłownie o włos. To prawda, bitew jest mniej, ale za to więcej się podczas nich dzieje. Nie będziemy się zatem nudzić.

Za pierwszym razem mieliśmy okazję obejrzeć 28 doskonałych odcinków. Tym razem było ich jedynie 10. Pomijając intro i outro zostaje niewiele, coś na kształt ogryzka, a i tym widz stara się nacieszyć jak tylko może. Drugi sezon kończy się błyskawicznie, stąd fani serialu są praktycznie zgodni co do tego, że jest to sezon przejściowy. Następny ma być ponoć tak długi jak pierwszy, ale przyjdzie nam na niego jeszcze sporo poczekać, ponieważ został zapowiedziany dopiero na październik 2027 r.

W sezonie trzecim możemy spodziewać się równie wielkiej przygody (tzw. arc), porównywalnej do tej z sezonu pierwszego. Historia będzie się bowiem toczyć wokół Złotej Krainy i próby ujarzmienia ostatniego z elitarnych demonów, Mędrców Zniszczenia – demona o imieniu Macht. Niektórzy twierdzą wręcz, że jest to jedyny demon spośród elity zła, który mógłby pokonać Frieren. Czy to prawda? To się okaże.

Poniżej kilka zrzutów ekranu z drugiego sezonu anime.

Polecamy również: USA realizują koncepcję „Wielkiego Izraela”

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!