Felietony Wiara

Damian Marszał: Ekońskie wrażenia

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Damian Marszał: Ekońskie wrażenia

Po godzinie szóstej rano dotarłem wraz z grupą wiernych z Polski do Écône. Ta niewielka miejscowość położona jest u podnóża szerokiej doliny Rodanu, przecinającego kanton Valais ze wschodu na zachód. Nad nią majestatycznie wznoszą się Alpy Pennińskie z najwyższymi szczytami Szwajcarii.

Okolicę otaczają tarasowe winnice oraz sady owocowe, z których Écône słynie od pokoleń. Dojrzewające na drzewach morele wyglądały tak apetycznie, że aż kusiły, by po nie sięgnąć. Niestety, nie należały do seminarium, lecz do okolicznych gospodarzy. Warto jednak wspomnieć, że miejscowi rolnicy od wielu lat wspierają ekońskie seminarium i pozostają jego życzliwymi sąsiadami.

Już po drodze mijaliśmy wielu młodych ludzi, najczęściej harcerzy związanych z Tradycją katolicką, którzy z wielką życzliwością wskazywali drogę i służyli pomocą pielgrzymom. Bardzo szybko przekonaliśmy się, że znaleźliśmy się w prawdziwie międzynarodowym środowisku. Spotykaliśmy Brazylijczyków, Meksykanów, Irlandczyków, Gabończyków i wiernych z wielu innych krajów świata.

Kolega zamienił nawet kilka słów z księdzem z Filipin, który przyleciał wraz z grupą wiernych. Wspomnieć muszę również o autobusie czeskim, gdzie Czechy od lat należą do najbardziej zsekularyzowanych państw świata i często są określane jako najbardziej zlaicyzowany kraj Europy.

Wszyscy przybyli odświętnie ubrani, często w pięknych strojach ludowych charakterystycznych dla swoich ojczyzn.

Już od pierwszych chwil Polacy spontanicznie nawiązywali rozmowy. Najczęściej zachwycaliśmy się niezwykłym krajobrazem, który otaczał seminarium. Po krótkim, niespełna dwustumetrowym spacerze dotarliśmy do bramek wejściowych, gdzie każdy uczestnik otrzymywał identyfikacyjną bransoletkę. Służyła ona jednocześnie jako elektroniczna portmonetka, umożliwiająca korzystanie z przygotowanej infrastruktury.

Dopiero w tym miejscu mogliśmy w pełni zobaczyć przestrzeń przygotowaną na uroczystość. W centrum rozstawiono ogromny namiot z ołtarzem oraz miejscami przeznaczonymi dla biskupów, kapłanów, braci i sióstr Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Osobne sektory przygotowano dla przedseminarzystów i tercjarzy. Na rozległym placu wokół namiotu ustawiono tysiące miejsc siedzących dla wiernych.

Wszędzie obecni byli wolontariusze oraz harcerze, gotowi służyć pomocą. Wyraźnie dostrzegalny był tradycyjny porządek, który panował zarówno wśród gospodarzy, jak i przybyłych gości. Mężczyźni ubrani byli w białe koszule, wielu mimo panującego upału nosiło garnitury lub tradycyjne stroje regionalne. Kobiety miały na sobie skromne sukienki i spódnice, a wiele z nich wystąpiło w pięknych strojach ludowych swoich krajów. Również dzieci niczym nie ustępowały dorosłym pod względem elegancji i odświętnego wyglądu.

Wzdłuż drogi prowadzącej na teren uroczystości ustawiono drewniane stoiska, przy których można było uzyskać pomoc w różnych językach. Każdy uczestnik otrzymał starannie wydrukowaną książeczkę zawierającą tekst Mszy Świętej oraz obrzędu konsekracji biskupiej, a także białą czapeczkę z okolicznościowym logo wydarzenia. Później całe pole przed namiotem niemal lśniło od tysięcy białych nakryć głowy.

Nie będę szerzej opisywał zaplecza organizacyjnego ani kwestii socjalnych. Wystarczy powiedzieć, że wszystko przygotowano wzorowo. Trudno było dostrzec jakiekolwiek niedociągnięcia, mimo obecności wielu tysięcy pielgrzymów.

Na miejscu szybko okazało się, jak liczna była polska grupa. Do Écône przybyli wierni niemal z całego kraju. Spotykaliśmy wielu znajomych, wymienialiśmy pierwsze wrażenia i wspomnienia z podróży. Jeszcze większe wrażenie robiły jednak spotkania z przyjaciółmi z różnych stron świata. Odnajdywano znajomych poznanych podczas pielgrzymek na Jasną Górę czy z Chartres do Paryża. Wielu spotykało kapłanów, których nie widzieli od lat, choć kiedyś odegrali ważną rolę w ich życiu. Miało się wrażenie uczestnictwa w wielkim rodzinnym spotkaniu, którego centrum stanowiła wspólna wiara i umiłowanie Tradycji katolickiej.

Jestem przekonany, że wielu spośród tych, którzy po raz pierwszy przybyli do Écône, pragnęło jak najszybciej udać się do grobu arcybiskupa Marcela Lefebvre’a – człowieka, bez którego nie byłoby nas tego dnia w tym miejscu.

Pozwolę sobie w tym miejscu na krótką dygresję.

Dopiero po wielu latach pozostawania pod opieką kapłanów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X zacząłem w pełni rozumieć, czego dokonał arcybiskup Lefebvre. Już podczas Soboru Watykańskiego II, a zwłaszcza w latach bezpośrednio po jego zakończeniu, wielu duchownych i wiernych dostrzegało głęboki kryzys, który dotykał Kościoła. Wobec zmian, jakie następowały, naturalną pokusą było odrzucenie nie tylko błędów, lecz także samego autorytetu papieskiego. Tak rodziły się środowiska sedewakantystyczne.

Mądrość arcybiskupa Lefebvre’a polegała na czymś innym. Nie odwrócił się od Kościoła ani od papiestwa. Sprzeciwiał się temu, co uważał za szkodliwe dla wiary, ale nie odrzucił samej instytucji ustanowionej przez Chrystusa. Można powiedzieć, że odrzucił błędy i decyzje, które uznawał za niebezpieczne, nie odwracając się od Kościoła jako takiego. Ta postawa do dziś pozostaje dla wielu trudna do zrozumienia, ponieważ wymaga odróżnienia osoby i urzędu od działań, które mogą budzić poważne zastrzeżenia.

Nie zamierzam w tym miejscu podejmować rozważań dotyczących ekskomuniki, schizmy ani złożonych zagadnień prawa kanonicznego. Są od tego ludzie znacznie bardziej kompetentni. Warto natomiast wsłuchać się w świadectwo tych, którzy całym swoim życiem dawali wyraz wierności wierze katolickiej. Ich życie i dzieło pozostają najlepszym komentarzem do wydarzeń, których owoce możemy oglądać również dziś.

Do rozpoczęcia uroczystości pozostawało jeszcze kilka godzin. Wraz z grupą postanowiliśmy wykorzystać ten czas na spacer po terenie seminarium.

Miejsce, w którym położone jest Écône, wydaje się wręcz stworzone do modlitwy i kontemplacji. Surowe piękno Alp harmonijnie łączy się tu z łagodnym krajobrazem doliny Rodanu, usianej sadami i winnicami. Szczególne wrażenie robią góry otaczające seminarium niemal z każdej strony. Ich potęga przypomina człowiekowi o własnej małości, a panująca wokół cisza pozwala oderwać się od codziennego zgiełku i skierować myśli ku sprawom najważniejszym. Nietrudno zrozumieć, dlaczego właśnie tutaj od ponad pół wieku formują się kolejne pokolenia kapłanów Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

Pozwolę sobie ponownie na krótką dygresję.

Choć seminarium w Écône jest domem formacyjnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, od lat pozostaje również miejscem spotkań wielu wspólnot zakonnych wiernych Tradycji katolickiej. Na terenie seminarium można było spotkać benedyktynów, kapucynów Tradycyjnej Obserwancji, dominikanów, redemptorystów, a – jeśli dobrze rozpoznałem – także kapłana z greckokatolickiego Bractwa Kapłańskiego św. Jozafata. Obecne były również Siostry i Oblatki Bractwa, karmelitanki, franciszkanki oraz klaryski zachowujące tradycyjną liturgię i duchowość.

To niezwykłe nagromadzenie różnych rodzin zakonnych uświadamiało, jak bogaty i różnorodny jest świat Tradycji katolickiej. Choć poszczególne zgromadzenia różnią się charyzmatem i historią, wszystkie łączy wierność niezmiennej nauce Kościoła oraz tradycyjnej liturgii.

Wśród sióstr zakonnych spotkało mnie wydarzenie, którego długo nie zapomnę. Moją uwagę przykuła młoda zakonnica, w której po chwili rozpoznałem przyjaciółkę naszej rodziny. Zaledwie na początku czerwca złożyła śluby zakonne we włoskiej Narni. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, na jej twarzy pojawił się dobrze znany nam, pogodny uśmiech.

W tej samej chwili wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Po policzkach człowieka, który dotąd uważał się za dość twardego – ojca pięciorga dzieci – popłynęły łzy. Stałem przez dłuższą chwilę, nie potrafiąc wydobyć z siebie ani jednego słowa.

Proszę wybaczyć tę osobistą uwagę, ale podobne wzruszenie powracało do mnie jeszcze kilkakrotnie podczas pobytu w Écône. Było w tym miejscu coś, co trudno opisać słowami. Być może była to świadomość uczestniczenia w wydarzeniu historycznym, a może atmosfera modlitwy i wiary, która przenikała wszystko wokół. Jedno wiem na pewno – z Écône nie wyjeżdża się takim samym człowiekiem, jakim się tam przyjechało.

Écône nie jest jedynie seminarium duchownym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. W praktyce stanowi ono nieformalne centrum światowej Tradycji katolickiej – miejsce, do którego pielgrzymują wierni, kapłani i osoby zakonne z niemal wszystkich kontynentów.

Spacerując po terenie seminarium, dotarliśmy do krypty, w której spoczywają biskup Bernard Tissier de Mallerais oraz biskup Vitus Huonder. Chwila modlitwy przy ich grobach była naturalnym dopełnieniem naszej wędrówki i okazją do zadumy nad dziełem, któremu poświęcili swoje życie.

Następnie skierowaliśmy się do stoiska z literaturą katolicką. Ku mojemu rozczarowaniu zdecydowana większość publikacji dostępna była w języku francuskim, którego – niestety – nie znam. Można tam było jednak znaleźć wiele innych pamiątek związanych z Écône: różańce, szkaplerze, medaliki czy okolicznościowe wydawnictwa przygotowane specjalnie na uroczystość.

Przechadzając się alejkami seminarium, nieustannie zachwycaliśmy się różnorodnością narodów zgromadzonych w tym niewielkim zakątku Szwajcarii. Co chwilę mijaliśmy pielgrzymów mówiących innymi językami, lecz mimo dzielących nas różnic i pochodzenia wystarczał uśmiech, skinienie głowy czy krótkie pozdrowienie, by poczuć więź płynącą ze wspólnej wiary.

Szczególnie zapadła mi w pamięć para młodych ludzi z Dalekiego Wschodu. Nie potrafiłem odgadnąć, skąd przybyli – być może z Japonii, a może z Chin. Ich skupienie, elegancja i naturalna serdeczność sprawiały, że stanowili kolejny piękny przykład powszechności Kościoła. W tamtej chwili narodowość przestawała mieć znaczenie. Wszyscy przybyliśmy do Écône z tego samego powodu i wszyscy czuliśmy się częścią jednej, wielkiej rodziny katolickiej.

Szczególną radość sprawiło mi spotkanie z czterema paniami z Gabonu, z którymi mogłem zamienić kilka słów. Ich piękne, odświętne stroje narodowe przyciągały uwagę niemal wszystkich uczestników uroczystości. Jeszcze większe wrażenie wywarły jednak ich wspomnienia. Opowiadały o swoich spotkaniach z arcybiskupem Marcelem Lefebvre’em, który w latach osiemdziesiątych odwiedzał Libreville. Dla nich nie był on jedynie postacią znaną z książek czy fotografii, lecz człowiekiem, którego osobiście znały i którego posługę zachowały we wdzięcznej pamięci.

Ta krótka rozmowa po raz kolejny uświadomiła mi, jak daleko sięga duchowe dziedzictwo Arcybiskupa i jak żywa pozostaje pamięć o nim nawet w najodleglejszych zakątkach świata.

Podczas porannego spaceru nie udało nam się dotrzeć do krypty kościoła pw. Niepokalanego Serca Maryi, gdzie spoczywa arcybiskup Marcel Lefebvre. Świątynia pozostawała wówczas zamknięta dla wiernych, gdyż zgromadzili się w niej kapłani przygotowujący się do uroczystości. To właśnie stamtąd miała wyruszyć procesja otwierająca obrzędy konsekracji biskupiej.

Po zakończeniu modlitw procesja, przy dźwięku dzwonów, opuściła kościół i skierowała się ku rozległej łące przylegającej do seminarium. Ze względu na ogromną liczbę pielgrzymów przybyłych z całego świata uroczystości nie mogły odbyć się we wnętrzu świątyni. Na potrzeby tego wyjątkowego wydarzenia wzniesiono więc ogromny namiot ołtarzowy, pod którym sprawowano uroczystą Mszę Świętą wraz z obrzędem sakry biskupiej.

Sama procesja była imponującym świadectwem żywotności Tradycji katolickiej. Wzięło w niej udział około pięciuset kapłanów oraz blisko trzystu braci zakonnych i seminarzystów. Siostry zakonne, zgodnie z przepisami tradycyjnego ceremoniału rzymskiego, nie uczestniczyły w procesji. Dla około dwustu sióstr przygotowano osobne miejsca pod namiotem, skąd mogły uczestniczyć w całej uroczystości.

Przez kilkadziesiąt minut procesja nieprzerwanie płynęła w stronę ołtarza. Na jej czele szli klerycy i bracia zakonni, za nimi setki kapłanów ubranych w komże i stuły, a na końcu przełożeni Bractwa, czterej biskupi-elekci oraz główni konsekratorzy – biskupi Alfonso de Galarreta i Bernard Fellay. Z oddali przypominała szeroką rzekę bieli i czerni, wijącą się pośród alpejskiego krajobrazu.

Widok ten wywarł na wszystkich ogromne wrażenie. Piętnaście tysięcy wiernych zgromadzonych wokół ołtarza powitało procesję w skupieniu i z wyraźnym wzruszeniem. Trudno było oprzeć się przekonaniu, że uczestniczymy w wydarzeniu, które na długo zapisze się w historii Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X i całego świata Tradycji katolickiej.

Majestat biskupów Bernarda Fellaya i Alfonsa de Galarrety wywarł na mnie ogromne wrażenie. Dla współczesnego człowieka, przyzwyczajonego do nieustannego pośpiechu, hałasu i wszechobecnej codzienności, widok setek kapłanów kroczących w doskonałym porządku i głębokim milczeniu, odzianych w tradycyjne szaty liturgiczne, na tle majestatycznych Alp, należy do doświadczeń niemal nie z tego świata.

W takich chwilach łatwiej zrozumieć, dlaczego Kościół przez wieki otaczał świętą liturgię tak wielkim splendorem. Jej zewnętrzny majestat, piękno i dostojeństwo nie są celem samym w sobie. Mają one prowadzić człowieka ku rzeczywistości niewidzialnej, przypominając, że uczestniczy w misterium przekraczającym porządek doczesny. Liturgia staje się wówczas nie tylko modlitwą, lecz także czytelnym znakiem wielkości Boga i przedsmakiem piękna liturgii niebiańskiej.

W procesji szli również czterej biskupi-elekci: ks. Marc Hanappier, ks. Michel Poinsinet de Sivry, ks. Michael Goldade oraz ks. Pascal Schreiber. Ich spokojna postawa i skupienie zdradzały świadomość doniosłości chwili, która za kilka minut miała odmienić całe ich kapłańskie życie.

Po zajęciu miejsc pod namiotem rozpoczęła się uroczysta Msza pontyfikalna. Bezpośrednio przed obrzędem konsekracji homilię wygłosił Przełożony Generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, ks. Davide Pagliarani. W blisko dwudziestominutowym, poruszającym kazaniu mówił przede wszystkim o obowiązku zachowania i obrony niezmiennego depozytu wiary katolickiej.

Zwrócił uwagę na dramatyczny paradoks, w jakim od dziesięcioleci znajduje się Bractwo: pragnie ono służyć Kościołowi jako swojej Matce, a jednocześnie godzi się ponosić ciężar oskarżeń i być postrzegane przez Rzym jako środowisko nieposłuszne. W jego słowach nie było jednak ani goryczy, ani buntu – jedynie przekonanie o obowiązku zachowania tego, co Kościół przekazywał nieprzerwanie przez wieki.

Po zakończeniu homilii rozpoczął się uroczysty obrzęd konsekracji biskupiej według tradycyjnego Pontyfikału Rzymskiego.

Pierwszym jego etapem było publiczne wyznanie wiary oraz złożenie przysięgi wierności. Kandydaci potwierdzili swoją gotowość do strzeżenia katolickiej wiary i wiernego zachowywania Tradycji Kościoła. Następnie padło przewidziane przez Pontyfikał pytanie: „Czy posiadacie mandat apostolski?” W okolicznościach stanu wyższej konieczności, odpowiedź odwoływała się do zasady, że najwyższym prawem Kościoła pozostaje zbawienie dusz.

Następnie czterej elekci padli twarzą na ziemię przed ołtarzem w geście całkowitego uniżenia wobec Boga. W tym czasie wszyscy zgromadzeni – biskupi, kapłani, osoby zakonne i wierni – uklękli, śpiewając Litanię do Wszystkich Świętych. Był to dla mnie jeden z najbardziej przejmujących momentów całej uroczystości.

Kulminacją obrzędu było nałożenie rąk oraz przekazanie sukcesji apostolskiej. Biskupi Alfonso de Galarreta i Bernard Fellay kolejno nakładali ręce na głowę każdego z elektów. Następnie nad ich karkami rozłożono otwarte księgi Ewangelii – wymowny znak, że biskup pozostaje pod autorytetem słowa Bożego i ma je nie tylko głosić, ale także wiernie strzec.

Podczas śpiewu Veni Creator Spiritus biskup konsekrator namaścił głowy i dłonie nowych biskupów świętym krzyżmem. Na zakończenie przekazał każdemu z nich insygnia biskupiej posługi: pierścień, pastorał oraz Księgę Ewangelii – znaki ich duchowego zaślubienia z Kościołem, pasterskiej odpowiedzialności i obowiązku nieustannego głoszenia Ewangelii.

Podczas Ofiarowania czterej nowo konsekrowani biskupi Bractwa stanęli przy ołtarzu wraz z biskupem Alfonsem de Galarretą, po raz pierwszy uczestnicząc w sprawowaniu Najświętszej Ofiary już w pełni biskupiego kapłaństwa. Był to moment niezwykle wymowny – zwieńczenie obrzędu, do którego przygotowywali się przez całe swoje życie kapłańskie.

W tym miejscu warto wspomnieć o jeszcze jednym szczególe, który dla wielu uczestników miał głęboki, symboliczny wymiar.

W liturgii sakry biskupiej centralnym momentem obrzędu jest Prefacja Konsekracyjna, podczas której biskup modli się o obfitość darów dla nowo wyświęcanych pasterzy, prosząc Boga, aby wylał na nich moc Ducha Świętego. Gwałtowna, obfita ulewa, która rozpętała się bezpośrednio po zakończeniu samych święceń, została przez wielu odczytana jako wymowny, niemal namacalny obraz tego duchowego „wylania” łask, o które przed chwilą modlił się Kościół. Potoki deszczu stały się dla nich symbolem obfitości darów Ducha Świętego, które właśnie dokonały się w niewidzialnym porządku nadprzyrodzonym.

Pozwolę sobie w tym miejscu na jeszcze jedną osobistą refleksję.

Do głębi poruszył mnie śpiew hymnu Te Deum laudamus, który potężnym głosem podjęły tysiące zgromadzonych wiernych. Nie potrafiłem powstrzymać łez. Dopiero po chwili zauważyłem, że nie jestem jedynym mężczyzną, któremu wzruszenie odebrało panowanie nad emocjami. Wokół mnie stało wielu ludzi z wilgotnymi oczami, próbujących dyskretnie otrzeć łzy. W tamtej chwili nie było w tym nic krępującego. Przeciwnie – wydawało się czymś całkowicie naturalnym.

Po zakończeniu ceremonii nowo konsekrowani biskupi opuścili namiot i udali się pomiędzy zgromadzonych wiernych, aby po raz pierwszy udzielić swojego biskupiego błogosławieństwa. Tysiące ludzi ustawiały się na ich drodze, pragnąc otrzymać ten pierwszy pasterski gest. Trudno opisać atmosferę, jaka wówczas panowała. Widziałem mężczyzn, którzy otwarcie płakali z radości i wzruszenia. O kobietach nawet nie wspominam.

Na zakończenie uroczystości całe zgromadzenie odśpiewało hymn ku czci św. Piusa X – Sancte Pie Decime. Był to niezwykle wymowny finał dnia, który na długo pozostanie w pamięci wszystkich obecnych. Nad tłumem unosiło się poczucie głębokiej wdzięczności za dar wiary oraz za możliwość odnalezienia i zachowania katolickiej Tradycji. Odnosiłem wrażenie, że tę samą radość przeżywali niemal wszyscy zgromadzeni tutaj.

Choć w Econe panowała podniosła, radosna atmosfera, dzień później z Watykanu ustami kardynała Fernándeza dotarła do nas oficjalna deklaracja, informująca, że sakry biskupie w Bractwie – dokonane bez zgody papieża – stanowią akt schizmatycki i skutkują natychmiastową ekskomuniką (latae sententiae) dla wszystkich sześciu zaangażowanych biskupów, kapłanów i braci. A także dla wiernych, którzy przylgnęli do Bractwa Kapłańskiego Piusa X.

Wielu wiernych przybyło do Écône z najodleglejszych zakątków świata. Sam koszt podróży, wielogodzinne przejazdy i przeloty oraz liczne wyrzeczenia stanowiły dla nich niemałą ofiarę. Podobnie jak późniejsze trwanie przy nowo konsekrowanych biskupach podczas gwałtownej ulewy, która w ciągu kilku chwil przemoczyła wszystkich do suchej nitki. A jednak nikt nie myślał o odejściu.

Była to ofiara ludzi, którzy na co dzień starają się żyć wiarą Kościoła katolickiego, często płynąc pod prąd współczesnego świata i jego dominujących prądów myślowych. Patrząc na zgromadzonych pielgrzymów, trudno było nie dostrzec duchowej ciągłości z tamtymi młodymi seminarzystami sprzed kilkudziesięciu lat, którzy w czasie posoborowego kryzysu zwrócili się do Arcybiskupa Marcela Lefebvre’a z prośbą, by poprowadził ich dalej drogą Tradycji katolickiej, mimo rewolucyjnych przemian dokonujących się w ich seminariach i w życiu Kościoła.

Patrząc na piętnaście tysięcy wiernych zgromadzonych w Écône, można było odnieść wrażenie, że tamta prośba nie pozostała bez odpowiedzi. Z małej grupy kleryków wyrosło dzieło, które dziś obejmuje wiernych i kapłanów ze wszystkich kontynentów.

Damian Marszał, Leszno, dn. 3 lipca 2026

Poniżej dwa zdjęcia zrobione przez autora w Écône:

Polecamy również: Koniec OMZRiK? Problemy fundacji narastają

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!