Gospodarka Polska Wiadomości

Bieszczady cierpią z powodu inwazji drapieżników

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Bieszczady cierpią z powodu inwazji drapieżników

Szereg mediów, takich jak portal onet.pl czy wbieszczady.pl, dostrzega problem spadku ruchu turystycznego w Bieszczadach. U podstaw tego kłopotu leży wzrost populacji niedźwiedzia brunatnego. Szacunki co do tego, ile tych zwierząt znajdziemy na Podkarpaciu są różne. Pisze się zwykle o 100, 200 czy 350 osobnikach.

Na pewno jednak w ostatnich latach pogłowie tego gatunku zdecydowanie uległo powiększeniu. W związku z tym zaniepokojeni Polacy, ze względu na swoje obawy, masowo wycofują hotelowe rezerwacje, co ma niebagatelny, negatywny wpływ na gospodarkę regionu.

W sąsiadującej z nami Słowacji władze państwowe przeprowadzają regularnie odstrzał redukcyjny w stosunku do niedźwiedzi. Podobnie dzieje się w odległej Japonii czy w bliższej nam Rumunii. Zresztą w całej, normalniejszej części świata tak jest, że myśliwi poprzez swoją aktywność zapewniają bezpieczeństwo ludności.

Niekontrolowany wzrost populacji dzikich zwierząt wiąże się z takimi problemami jak: choroby (np. ASF), zniszczenie upraw rolnych, negatywna działalność gatunków inwazyjnych (takich jak np. szop pracz). Człowiek na podstawie swojej działalności w tej materii rozsądnie gospodaruje rzeczywistością, próbując wprowadzić równowagę sił.

Wszystko jest pięknie, gdy łańcuchy dostaw działają, ale nie zapominajmy, że jedzenie w sklepie zawdzięczamy ostatecznie gospodarzom, którzy oczekują od rzeczywistości stabilizacji w produkcji, a nie stad dzików niszczących pola uprawne.

Dlaczego w takim wypadku nikt w Polsce nie zadziała podobnie jak u naszych sąsiadów? Źródłem problemu jest idea bambinizmu, czyli wyidealizowanego oraz naiwnego postrzegania świata przyrody, a zwłaszcza zwierząt, w sposób ukształtowany przez filmy rysunkowe dla dzieci i inne przekazy z dziedziny kultury masowej.

Bambinizm to koncepcja humanizacji zwierząt, zrównania ich pod względem prawnym z człowiekiem. W obliczu tego przekonania wilka nie uznajemy za niebezpiecznego drapieżnika, lecz za sympatyczną i fotogeniczną wersję psa domowego.

Przeanalizujmy podobną sytuację. Otóż jakiś czas temu w Puszczy Białowieskiej kornik drukarz spustoszył tysiące hektarów drzewostanów. Moglibyśmy tego uniknąć, gdyby pozwolić leśnikom na przecinkę sanitarną chorych drzew. Tego jednak nie uczyniliśmy ze względu na działalność organizacji quasi-ekologicznych, ekoterrostycznych.

Klasa polityczna została przez tych aktywistów zwyczajnie zastraszona. W tamtej sytuacji niezbędne było podjęcie męskiej decyzji, na którą nikt się nie poważył.

Podobnie dzieje się z rosnącą populacją niedźwiedzi. Wszyscy czują strach wobec grupki krzykliwych celebrytów, którzy nie mają pojęcia o rzeczywistości. Tym influencerom zresztą marzy się wprowadzenie nowego prawa łowieckiego, wyłącznie mającego na celu zaszkodzenie środowiskom myśliwskim, bez zwrócenie uwagi na szeroko pojęte dobro ogółu.

Do chóru obrońców drapieżników czasem dołączają eksperci będący związani grantami z branżą ochrony środowiska – dlatego ich rzetelność w sprawie ma charakter wątpliwy.

Niektórzy podnoszą argument, iż wypieramy zwierzęta z ich naturalnych siedlisk. Dlatego też musimy przyzwyczaić się do codziennego bytowania w mieście z braćmi mniejszymi. To stanowisko nie wytrzymuje jednak krytyki, gdyż, raz, lesistość Polski rośnie z roku na roku i dwa, co roku z naszego kraju ubywa około 150 tysięcy mieszkańców. Innymi słowy, przestrzeń życiowa dla zwierząt powiększa się, a nie zmniejsza.

Dość często słyszymy również, że sami jesteśmy źródłem problemu ze względu na kwestie zostawiania niezabezpieczonych śmieci. Odnajdziemy w tym tylko częściową prawdę, gdyż kilkusetkilogramowy „miś” może otwierać proste rygle, jak również wręcz żonglować pojemnikami z tworzyw sztucznych. Aby prawidłowo zabezpieczyć taki kontener, potrzebujemy ściany pełnej, metalowych krat, silnych spawów i zamknięć.

Takie rozwiązania możemy uznać za kosztowne oraz wyzywające pod względem organizacyjnym. Ponadto nasz system odbioru odpadów nie jest gotowy na to, by operatorzy śmieciarki bawili się w otwieranie zamków przy każdym domu indywidualnym.

Jedna z posłanek, pomińmy celowo jej imię i nazwisko, zaczęła sugerować podczas jednego z wydarzeń w sejmie, że cała sytuacja jest rodem z bajek, jest niczym straszenie dzieci złym wilkiem.

Słowa polityczki wśród mieszkańców Podkarpacia wywołały oczywisty niesmak. Na piątkę egzamin z rozsądku zdał poseł Andrzej Zapałowski, który od początku sprawy stara się sugerować potencjalne rozwiązania problemu. Wtóruje mu Łukasz Dytkowski, radny gminy Solina, pisząc list otwarty do premiera. Tych racjonalnych głosów samorządowców pojawia się oczywiście o wiele więcej.

Ze strony ministerialnej brakuje woli do wdrożenia rozwiązań konkretnych. Zamiast tego proponowane są półśrodki, takie jak znakowanie niedźwiedzi za pomocą obroży telemetrycznych czy fotopułapki. Jednak bycie zjedzonym lub zaatakowanym przez drapieżnika z nadajnikiem GPS ma ten sam skutek co bycie zjedzonym lub zaatakowanym przez drapieżnika bez tego nadajnika.

To nie jest rozwiązanie problemu, lecz jego pudrowanie. Z kolei operacje odławiania poprawią sytuację tylko na krótki czas. Wzrost pogłowia tego niebezpiecznego gatunku w sposób naturalny zmusza tych oportunistów pokarmowych do poszukiwania nowych terenów łownych, do opuszczania dotychczasowych siedlisk.

Nadmienić należy, że w miejscowości Płonna doszło do śmiertelnego ataku zwierzęcia na 58-letnią kobietę. Jeden z gospodarzy w Bereźnicy Wyżnej co chwilę wrzuca filmy do mediów społecznościowych o tym, jak często jego budynki gospodarcze są odwiedzane przez niedźwiedzie. W miejscowości Morochów niedźwiedź niespodziewanie ruszył na rolników budujących ogrodzenie dla bydła. Możemy wymieniać i wymieniać zdarzenia podobne do powyższych.

KONKLUZJA

Nikt rozsądny nie powinien przeczyć temu, że warto chronić środowisko i dzikie zwierzęta, że naszym moralnym obowiązkiem jest przekazanie przyszłym pokoleniom Polski, która w jak największym stopniu może być uznana za niezanieczyszczoną. Za problem uznać należy próbę zdyskredytowania klasycznej antropologii, tzn. koncepcji nadrzędności człowieka nad zwierzęciem.

Obecnie w coraz większym stopniu zaczynają triumfować postawy, według których uznać nasz gatunek należy nie za gospodarza na ziemi, lecz za intruza na ziemi. Te szkodliwe poglądy warto zdecydowanie odrzucić, gdyż mamy prawo czuć się we własnym domu bezpiecznie; mamy prawo domagać się od naszej klasy politycznej konkretnego działania w sytuacji zagrożenia.

Brak stanowczej reakcji państwa może zachęcić miejscową ludność do kłusownictwa, do łamania prawa, czego nikt nie powinien pragnąć.

Autor: dr Karol Skorek Prezes Zarządu Fundacji Edukacji Zawodowej SWOJAK

Polecamy również: Ślązakowcy znów zaatakowali krzyż powstańczy

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!