Europa Wiadomości

Mieli być nowi bohaterowie. Została UPA

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Kolejny raz okazało się, że nadzieje na porzucenie przez Ukrainę kultu OUN i UPA były złudzeniem. Mimo trwającej wojny z Rosją, mimo tysięcy współczesnych bohaterów walczących na froncie i mimo wieloletnich apeli ze strony Polski, władze w Kijowie nadal honorują postacie związane z formacją odpowiedzialną za eksterminację dziesiątek tysięcy Polaków. Najnowszy pomnik dla dowódcy UPA Petra Hudzowatego jest sygnałem, że ukraińska polityka pozostaje w tej kwestii niezmienna – kraj oficjalnie stacza się w kult hitlerowskich kolaborantów.

Mieli być nowi bohaterowie, tymczasem najnowsza decyzja władz Ukrainy o uhonorowaniu Petra Hudzowatego ps. „Oczeretenko” pomnikiem w miejscowości Botyń, po raz kolejny pokazuje, że nadzieje części polskich elit politycznych na szybkie odejście Ukrainy od tradycji OUN i UPA okazały się płonne. Obok pomnika standardowo pojawiła się banderowska, czerwono-czarna flaga zbrodniarzy.

Petro Hudzowaty był jednym z dowódców UPA – formacji, która w latach 1943–1945 przeprowadziła antypolską akcję na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Według ustaleń polskich historyków działania OUN-UPA doprowadziły do śmierci około 100 tys. obywateli II RP narodowości polskiej.

Wbrew wieloletnim zapewnieniom naiwnych, polskojęzycznych publicystów i polityków, wojna z Rosją nie doprowadziła do zastąpienia dawnych bohaterów nowymi symbolami współczesnej walki o niepodległość. Przeciwnie – w wielu przypadkach obserwujemy kontynuację polityki historycznej, w której działacze OUN i dowódcy UPA nadal zajmują istotne miejsce w narodowym panteonie.

Sprawa wywołała szczególne emocje ze względu na pamięć o zbrodniach dokonanych na ludności polskiej podczas II wojny światowej. Instytut Pamięci Narodowej oraz zdecydowana większość polskich historyków nie mają wątpliwości, że UPA ponosi odpowiedzialność za ludobójstwo dokonane na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Także polskie MSZ podkreślało w ostatnich tygodniach, że gloryfikowanie UPA rani pamięć ofiar i utrudnia dialog historyczny między narodami.

W przypadku Petra Hudzowanego, podobnie jak innych dowódców UPA, zasadnicze znaczenie mają ustalenia historyczne dotyczące działalności struktur, którymi dowodził lub w których służył. Bardzo konkretne publikacje naukowe przypisują Hudzowanemu udział w antypolskich działaniach, co powinno to być przedmiotem otwartej debaty historycznej, a nie pomijania niewygodnych faktów i odgórnego, systemowego kreowania kultu tej postaci. Co ważne – jego udział w późniejszych walkach przeciwko sowietom niczego nie zmienia. Na tej samej zasadzie nikt w Europie nie gloryfikuje hitlerowców, choć też walczyli ze Stalinem.

Przez ostatnie lata zarówno politycy związani z Platformą Obywatelską, jak i Prawem i Sprawiedliwością często przekonywali opinię publiczną, że wojna rosyjsko-ukraińska doprowadzi do zasadniczej zmiany ukraińskiej polityki pamięci. Wielokrotnie można było usłyszeć argument, że współczesna Ukraina ma już własnych bohaterów – obrońców Mariupola, Bachmutu czy Awdijiwki – i dlatego znaczenie OUN oraz UPA będzie stopniowo maleć.

Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Pomimo pojawienia się nowego pokolenia wojennych bohaterów, ukraińskie państwo nie zrezygnowało z odwołań do UPA. W maju 2026 roku prezydent Wołodymyr Zełenski nadał jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwę „Bohaterów UPA”, co wywołało ostrą reakcję w Polsce. Krytyczne stanowisko zajęły zarówno polskie instytucje państwowe, jak i część klasy politycznej.

Dla wielu Polaków jest to dowód, że wcześniejsze prognozy okazały się błędne. Zakładano bowiem, że ukraińskie społeczeństwo samoistnie odrzuci postacie związane z OUN i UPA, uznając je za obciążenie w relacjach z sąsiadami. Tymczasem kolejne decyzje władz w Kijowie wskazują, że znaczna część ukraińskiej opinii publicznej nadal postrzega te formacje przede wszystkim przez pryzmat walki z ZSRS i dążeń niepodległościowych, a nie przez pryzmat zbrodni popełnionych na ludności cywilnej, o czym zresztą na Ukrianie nie mówi się publicznie ani nie uczy w szkołach.

Historia ostatnich lat pokazuje, że oczekiwanie automatycznego zaniku kultu OUN i UPA na Ukrainie nie znalazło potwierdzenia w faktach. Zamiast zakładać, że problem sam zniknie, polskie państwo powinno konsekwentnie domagać się prawdy historycznej, prawa do ekshumacji ofiar oraz jednoznacznego potępienia zbrodni popełnionych na Polakach. Skoro Ukraina, nie zamierza zrezygnować z kultu zbrodniarzy, powinna ponieść z tego tytułu słone konsekwencje np. w postaci zablokowania dalszego wsparcia finansowego i militarnego przez Warszawę.

Polecamy również: NIK demaskuje finansowe kłamstwa rządu Tuska

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!