Unijny system handlu emisjami ETS oraz szeroko rozumiany Zielony Ład od lat przedstawiane są przez eurokomunistów, jako niezbędne narzędzia walki z kryzysem klimatycznym. Coraz częściej jednak stają się przedmiotem ostrej debaty – nie tylko w Polsce, ale również w krajach starej Unii. Przykładem jest włoska inicjatywa, która według komentatorów może podważyć dotychczasową logikę funkcjonowania systemu i zmienić sposób myślenia o polityce klimatycznej w Europie.
Włosi mają dość ETS. Rząd Georgi Meloni zaproponował rozwiązanie polegające na przejęciu przez państwo części kosztów wynikających z ETS dla sektora energetycznego. W praktyce oznacza to ograniczenie przerzucania opłat za emisję CO₂ na odbiorców energii – gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa. W opinii autora felietonu ma to być sposób na „wbicie osinowego kołka” w mechanizm, który przez lata podnosił ceny energii i obciążał gospodarki państw członkowskich.
Krytycy ETS zwracają uwagę, że system ten działa jak parapodatek. Wraz z zaostrzaniem polityki klimatycznej i ograniczaniem liczby uprawnień do emisji ich ceny rosły – z około 20 euro za tonę dekadę temu do znacznie wyższych poziomów w czasie kryzysu energetycznego. W konsekwencji znacząca część rachunków za prąd ma wynikać właśnie z kosztów certyfikatów emisyjnych, które producenci energii wliczają w ceny końcowe.
Problem polega na tym, że system ETS tworzy paradoksalną relację między rządami a obywatelami. Z jednej strony państwa otrzymują wpływy ze sprzedaży uprawnień emisyjnych, z drugiej – muszą łagodzić skutki drogiej energii poprzez różnego rodzaju tarcze i dopłaty. W efekcie powstaje mechanizm, który sam generuje koszty, a następnie wymaga publicznych pieniędzy, by ograniczać jego negatywne skutki. To jeden z głównych zarzutów wobec Zielonego Ładu: zamiast wspierać konkurencyjność europejskiej gospodarki, zwiększa on presję kosztową na przemysł.
Wielu ekonomistów podkreśla, że wysoka cena energii staje się jednym z kluczowych czynników osłabiających unijną produkcję. Droższa energia oznacza mniejszą atrakcyjność inwestycyjną, ryzyko dezindustrializacji i przenoszenia produkcji poza Europę. Autor felietonu wskazuje, że już dziś droga energia działa jak „hamulec ręczny” dla gospodarek UE, ograniczając popyt i możliwości rozwoju.
Zwolennicy Zielonego Ładu twierdzą, że transformacja energetyczna jest konieczna i nieunikniona, jednak krytycy zauważają rosnący rozdźwięk między ambitnymi celami klimatycznymi a realnymi możliwościami społeczeństw. Włochy pokazują alternatywną ścieżkę – próbę odzyskania kontroli nad kosztami transformacji i przesunięcia ciężaru decyzji z poziomu Brukseli na poziom państw narodowych. Jeśli kolejne kraje pójdą tą drogą, może to doprowadzić do głębokiej rewizji całej polityki klimatycznej.
Polska od lat sygnalizowała potrzebę zmian w ETS, wskazując na jego szczególnie dotkliwe skutki dla gospodarki opartej na węglu. Mimo to dotychczas brakowało realnych działań na poziomie unijnym. Włoska inicjatywa pokazuje, że przełom może nadejść nie poprzez frontalny sprzeciw wobec Zielonego Ładu, lecz poprzez modyfikowanie jego praktycznego wdrażania.
Pozostaje więc pytanie: kiedy Polska zdecyduje się na równie zdecydowany ruch? Czy zdecydujemy się przejąć część kosztów ETS i realnie obniżyć rachunki za energię, czy nadal będziemy biernym obserwatorem zmian inicjowanych przez innych? W świecie rosnącej konkurencji gospodarczej odpowiedź na to pytanie może okazać się kluczowa nie tylko dla polityki energetycznej, lecz także dla przyszłości całej polskiej gospodarki.
Polecamy również: Prokuratura nie chce ścigać pedofilów. Woli ścigać dziennikarza, który ujawnił proceder
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




