Felietony

Wieczyste obligacje – wieczysta niewola

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Codziennie dowiadujemy sie czegoś nowego o naturze i zagrożeniach płynących od zbrodniczego koronawirusa, no i oczywiście – o remediach, jakie na te zagrożenia obmyślają nasi Umiłowani Przywódcy. Wiele wskazuje na to, że skutki tych remediów będą zdecydowanie gorsze i długotrwałe, niż sama epidemią, która – według narastającego coraz bardziej prawdopodobieństwa – skończy się wtedy, kiedy będzie trzeba. Nawiasem mówiąc, dzięki uprzejmości wydawnictewa “Antyk” otrzymałem niedawno książkę autorstwa mieszkającego w Paryżu pana Piotra Witta pod tytułem “Pandemia wielka mistyfikacja. Dziennik czasu zarazy”. Autor z dnia na dzień relacjonuje przebieg zarazy we Francji, nie zapominając oczywiście o remediach podejmowanych przez tamtejszych Umiłowanych Przywódców. Przez całą książkę przewija się sprawa skutecznego lekarstwa, jakiego nawet nie wynalazł, bo jest ono znane od lat co najmniej pięćdziesięciu, ale jakie w leczeniu zbrodniczego koronawirusa zastosował profesor medycyny z Marsylii. Jest to tani specyfik przeciwko malarii, który podany pacjentowi we wczesnej fazie choroby z dodatkiem antybiotyku, prowadzi do całkowitego wyleczenia. Jednak tamtejsi dygnitarze z pionu ochrony zdrowia, nawiasem mówiąc – w wiekszości Żydzi – wręcz zabronili stosowania tego lekarstwa, a kiedy pod presją środowiska medycznego się zgodzili, to jednak tylko pod warunkiem podawania go pacjentom w stanach terminalnych, co oczywiście pomagało im tyle, co kadzidło. Chodzi o to, że władze Unii Europejskiej wykombinowały program badawczy “Discovery”, który ma przynieść jakieś rezultaty już w roku 2021. Tedy francuscy Umiłowani Przywódcy znaleźli to rozwiązanie salomonowe. To znaczy niezupełnie francuscy, na co wskazywałyby nazwiska: dyrektor Narodowego Instytutu Badań Medycznych Yves Levy, jego małżonka, ministrerka zdrowia Agnes Buzyn, dyrektor generalny zdrowia pan Salomon, a także dygnitarze zdobniejszego płazu, jak pełniący obowiazki Michnika Daniel Cohn-Bendit, czy niejaki Martin Hirsch. Tak sie składa, że pan Levy jest Żydem marokańskim, jego żona, pani Buzyn, a tak naprawdę – Budzyn – jest Żydówką z Łodzi, a pan Salomon – nie wiem; może Żydem polarnym, podobnie jak Daniel Cohn-Bendit, czy Martin Hirsch.

Ciekawe, że i wśród kandydatów na stanowiska w administracji Joe Bidena też dominują Żydzi; pan Antoni Blinkin z korzeniami białostockimi, który ma być sekretarzem stanu, pani Jeleń – po prostu Jeleń, tylko pisana przez “Y” – z korzeniami suwalskimi, która ma zostać sekretarzem skarbu, jakiś Żyd sefardyjski, więc czekamy aż i tam objawi się Żyd polarny, żeby Joe Bidena można było szczelnie obstawić ze wszystkich stron. Jak się okazuje, wszyscy ci dygnitarze mają – jak to z dumą podkreśla żydowska gazeta dla Polaków – “polskie korzenie”. Już te “korzenie” tak nas oplotą, że i bez koronawirusa nie będziemy mogli nawet nabrać powietrza. Czy korzenie białostockie okażą się ważniejsze, niż suwalskie, czy odwrotnie – to zostanie nam wkrótce objawione. Tak w proroczym natchnieniu pisał Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie “Bania w Paryżu”, gdzie m.in. czytamy: “Gdy przy orderach i we fraku mój dziad Cesarza witał w Stryju, kim był twój wówczas, ty prostaku, z głębin dna getta w Kołomyi?” Wracając do Piotra Witta, to z jego książki wyłania sie obraz Francji, jako terytorioum okupowanego przez tubylczą biourokrację. Podobnie jest w innych krajach europejskich, a więc – również w naszym bantustanie. Okazało się, że John Stuart Mill nie miał racji, proponując jako remedium na demokratyczną tyranię, utworzenie bezpartyjnego grona fachowych administratorów. Z czasem okazało się, że to oni rządzą państwami, dla niepoznaki pozwalając suwerenom, żeby wybrali sobie jak nie tego, to innego ciemięzcę, bo o tym, żeby mogli zrzucić z siebie jarzmo, nie ma mowy. Wskazuje na to m.in. ustawa o referendum; można w referendum decydować o wszystkim – z wyjątkiem podatków.

Taka epidemia nie trafia się codziennie, toteż wszyscy, jeden przez drugiego, korzystają z okazji, żeby pod pretekstem walki z nią, pozałatwiać swoje interesy. Pojawiają się coraz to nowe rewelacje, energicznie piętnowane przez ormowców politycznej poprawności, jako potępione “teorie spiskowe”, ale powoli wyłania się z nich obraz całości. I oto niedawno po raz kolejny zabrał głos stary żydowski grandziarz finansowy Jerzy Soros, który już nie to, że uchylił rąbka tajemnicy, tylko otwartym tekstem wyjaśnił, o co w tym wszystkim chodzi, po co zorganizowana została ta cała pandemia i w jakim celu biurokracje okupujące swoje kraje tak energicznie z nią “walczą”, stopniowo doprowadzają gospodarki i obywateli do ruiny. Co prawda grandziarz doradza, w jaki sposób Unia Europejska mogłaby wykiwać Polskę i Węgry, ale od razu widać, że i to tylko pretekst umożliwiający realizację dalekosiężnego celu. Otóż grandziarz proponuje, by Unia Europejska wyemitowała “wieczyste obligacje” na podstawie których mogłaby pożyczyć od “światowej finansjery” pieniądze na walkę ze skutkami walki z epidemią. Te obligacje, jako “wieczyste” nie podlegałyby wykupowi, ale za to “wieczyście” Unia Europejska musiałaby “finansjerze” wypłacać od nich coroczne odsetki. Jak widzimy, jest to nie osłonięty już żadnymi pozorami program podboju Europy przez “finansjerę”, w celu pozyskania ponad 500 milionów niewolników. Skoro bowiem mieszkańcy UE byliby “wieczyście” a więc – z pokolenia na pokolenie – zobligowani do corocznego płacenia haraczu, to znaczy, że zostaliby niewolnikami.

No dobrze – ale skąd właściwie “finansjera” wzięłaby pieniądze na tę “wieczystą” pożyczkę? To proste, jak budowa cepa; z chwilą, gdy na skutek wycofania 15 sierpnia 1971 roku USA z porozumienia w Breton Woods świat odszedł od standardu złota, pojawił się tzw. “pieniądz fiducjarny” który dlatego ma wartość, że ludzie wierzą, iż ją ma. Dzięki temu “finansjera”, czyli m.in. Rezerwa Federalna w USA, uzyskała możliwość produkowania tego pieniądza bez opamiętania. Nie chodzi nawet o fizyczną produkcję gotówki, bo pieniądz gotówkowy obejmuje zaledwie ok. 20 procent obrotu pieniężnego. Robi się to inaczej; Rezerwa Federalna zapisuje sobie na przykład na koncie 1000 mld dolarów. Następnie rozpożycza, to znaczy – rozpisuje te pieniądze na konta bankom komercyjnym, które z kolei muszą komuś je wtrynić, żeby na tym interesie zarobić. Banki mogą wtryniać je pojedynczym osobom, ale najlepiej, kiedy wtrynią je rządom. Rządy bowiem lubią tak zwaną “społeczną wrażliwość”, która jednak ma ten “plus ujemny”, że rodzi deficyt budżetowy, co wymaga pożyczania pieniędzy od “finansjery”. W ten sposób powstaje dług publiczny, który potem trzeba “obsługiwać”, to znaczy – płacić “finansjerze” procenty. Im większa “wrażliwość”, tym większe pożyczki i tym większe koszty “obsługi” – zgodnie z tym, co napisał Mikołaj Machiavelli: “a nie ma rzeczy, która by w większym stopniu sama siebie pożerała, jak właśnie hojność. Uprawiając hojność sam niweczysz jej źródła i albo popadając w nędzę stajesz się przedmiotem pogardy, albo uciekając się do zdzierstwa, stajesz się przemiotem nienawiści.” I oto w taki prosty sposób, bez prowokowania jakiejkolwiek wojny, “finansjera” zdobywa coraz to nowe szeregi niewolników, których dostarczają jej okupujące swoje kraje biurokracje, które dzięki temu mogą kontynuować okupację swoich krajów bez drastycznego uciekania się do przemocy. Propozycja grandziarza mieści się w ramach tego sposobu, ale ma na celu uzyskanie przez “finansjerę”, czyli przez dominujących w tym sektorze Żydów, trwałego panowania nad ponad 500 milionami niewolników w Europie. Czy wobec takiej ostentacji sytuacja nie dojrzała już do zmiany konwencji?

Stanisław Michalkiewicz

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!