Polska Wiadomości

Ukraińcy podrabiali dokumenty polskich uczelni

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Funkcjonariusze Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej zlikwidowali dwuletni nielegalny biznes prowadzony przez dwoje obywateli Ukrainy (22-latka i 36-latkę). Para produkowała w dwóch mieszkaniach w Łodzi fałszywe zaświadczenia o podjęciu studiów na polskich uczelniach. W ten sposób legalizowała imigrantów z Ukrainy i innych krajów „trzeciego świata”. Dzięki dokumentom imigranci unikali płacenia składek ZUS do 26. roku życia, co oznaczało wyższą wypłatę „na rękę” dla pracownika i stratę dla systemu. Z ustaleń wynika, że sprawcy zarobili na tym ponad 30 tysięcy złotych.

Ukraińcy podrabiali dokumenty polskich uczelni. Schemat działania? Prosty jak konstrukcja podatkowej optymalizacji na TikToku. W dwóch mieszkaniach produkowano dokumenty potwierdzające rzekome podjęcie studiów. Dokumenty trafiały do klientów, którzy dzięki nim mogli korzystać z przywilejów przewidzianych dla studentów – w tym uniknąć składek ZUS. Efekt: więcej pieniędzy „na rękę”, mniej w systemie. Win-win… przynajmniej do czasu wizyty służb.

Z ustaleń śledczych wynika, że z „oferty edukacyjnej” skorzystało co najmniej 111 osób. Brzmi jak całkiem solidny nabór – szkoda tylko, że żadna z tych osób prawdopodobnie nie zobaczyła sali wykładowej. Dochód organizatorów? Około 30 tysięcy złotych. Czyli mniej więcej tyle, ile wynosi roczny koszt studiowania na niektórych prywatnych uczelniach.

Na miejscu zabezpieczono sprzęt do fałszowania dokumentów, gotówkę i inne dowody. Zatrzymani usłyszeli zarzuty, które trudno wpisać do CV jako „doświadczenie w administracji edukacyjnej”. Sprawa jest rozwojowa, a służby sprawdzają kolejne osoby korzystające z tego „systemu przyspieszonej kariery akademickiej”. Z uwagi na rozwojowy charakter sprawy, policja nie wyklucza, że proceder mógł mieć szerszy zasięg i obejmować kolejnych podejrzanych.

Cała historia pokazuje coś jeszcze – nie tyle „spryt” sprawców, co przewidywalność turańskiej natury. Jeśli istnieje przepis, który daje realną korzyść finansową, to prędzej czy później pojawi się jakiś Ukrainiec albo Gruzin, który spróbuje go obejść. A jeśli obejście da się zautomatyzować i sprzedawać – tym lepiej. Biznesplan „Ukrainiec+” jest już gotowy. Można więc powiedzieć, że cała operacja była jak startup: był pomysł, była nisza rynkowa, byli klienci. Zabrakło tylko jednego – zgodności z prawem.

Problem w tym, że takie działania mają realne konsekwencje. System ubezpieczeń społecznych nie jest abstrakcyjną ideą. Jego straty oznaczają bardzo konkretne liczby. A te liczby ktoś później musi pokryć. Najczęściej ci, którzy nie korzystają z „kreatywnych rozwiązań”. Krótko mówiąc – to uczciwi i spokojni Polacy finansują ukraińską żonglerkę przepisami. Jeśli nie dziś i bezpośrednio ze swojej kieszeni, to przyszłością własnych dzieci, które będą spłacać długi zaciągnięte na pokrycie m.in. takich wydatków.

Polecamy również: Niemcy wypłacą reparacje wojenne Włochom. Polacy nadal czekają

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!