Ukraiński holding Coal Energy już jakiś czas temu zapowiedział wejście na polski rynek wydobywczy. Z jednej strony chodzi o węgiel energetyczny ze złoża Bobrek–Miechowice na Górnym Śląsku. Z drugiej – o coś potencjalnie znacznie bardziej wartościowego: pierwiastki ziem rzadkich, które firma chciałaby pozyskiwać m.in. z pogórniczych hałd. Tę strategię przedstawiają polskie media, powołując się na wypowiedzi prezesa spółki i jej plany formalno-koncesyjne.
Ukraińcy chcą wydobywać w Polsce pierwiastki ziem rzadkich. Metale ziem rzadkich i szerzej – tzw. surowce krytyczne – stały się jednym z filarów polityki przemysłowej Zachodu, bo są potrzebne w energetyce, elektronice i zbrojeniówce. Nie jest tajemnicą, że Europa szuka alternatyw dla importu z Chin i Rosji, a każde źródło „bliżej domu” automatycznie zyskuje rangę strategiczną. Jak się jednak okazuje, tego typu działalność nie jest przewidziana dla polskich firm, lecz ukraińskich oligarchów.
To, do czego zmierza Coal Energy w praktyce wygląda jak klasyczny model „wejścia bocznymi drzwiami”: zaczynamy od surowca tradycyjnego, a potem rozglądamy się za tym, co na rynku europejskim jest dziś najdroższe i najbardziej pożądane. Problem polega na tym, że mówimy w tym przypadku o kapitale z kraju, który od lat prowadzi wojnę. Ukraińskie społeczeństwo od 2022 roku funkcjonuje w realiach mobilizacji, gigantycznych strat i chronicznego niedofinansowania armii. W tej sytuacji ekspansja biznesowa na rynki sąsiadów – szczególnie w sektorach strategicznych – wygląda co najmniej kontrowersyjnie.
To nie jest zarzut wobec zwykłych Ukraińców pracujących w Polsce. Mowa tu o dużych strukturach, związanych z ukraińskim układem oligarchiczno-korporacyjnym, które nawet w warunkach wojny potrafią prowadzić ekspansję na rynki zewnętrzne, zdobywać na nich aktywa i koncesje. Jeżeli spółka Coal Energy ma środki na to, by inwestować w polskie projekty, to naturalnie pojawia się pytanie: dlaczego te pieniądze nie pracują na obronę Ukrainy, lecz na długofalowe wejście w dochodowe segmenty unijnej gospodarki? Pytanie jest zasadne zwłaszcza w związku z ciągłymi prośbami Kijowa o wsparcie finansowe i humanitarne.
Z medialnych deklaracji wynika, że Coal Energy rozważa nie tylko samo wydobycie, ale też rozwój technologii odzysku metali krytycznych z odpadów pogórniczych. Firma ma mówić o planach złożenia wniosku o koncesję oraz o zainteresowaniu hałdami jako zasobem „na dekadę”. To powinno uruchomić w Polsce czerwone światło. Surowce krytyczne są dziś elementem bezpieczeństwa państwa – tak samo jak infrastruktura czy energetyka. Warszawa powinna mieć pełną kontrolę nad warunkami gry: od własności, przez opodatkowanie, po środowisko i transfer zysków z krajowych kopalin.
Historia regionów wydobywczych uczy jednego: koszty środowiskowe, społeczne i infrastrukturalne bardzo często zostają na miejscu, a zyski „wyjeżdżają” do centrali. Jeśli do tego dochodzi presja geopolityczna („nie wypada krytykować, bo wojna”), powstaje idealne środowisko do korupcyjno-ugodowych decyzji administracyjnych i cichego drenowania polskich zasobów.
W interesie Polski leży podejście twarde i pragmatyczne:
-
koncesje tylko z pełną przejrzystością kapitału i beneficjentów rzeczywistych,
-
realne gwarancje rekultywacji i odpowiedzialności środowiskowej,
-
udział polskich podmiotów i zatrzymanie benefitów w kraju (podatki, przetwórstwo, miejsca pracy),
-
kontrola strategiczna tam, gdzie w grę wchodzą metale krytyczne.
NASZ KOMENTARZ: Jeśli na polskim Śląsku mają powstać nowe biznesy surowcowe, to powinny one wzmacniać przede wszystkim polską gospodarkę i bezpieczeństwo – a nie budować oligarchiczne imperia. Zwłaszcza w czasie, gdy Ukraina domaga się od Polski pieniędzy na obronę swojego państwa.
Polecamy również: Nadchodzi indyjski „Mercosur”. Będzie jeszcze gorzej
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





