Ukraina po raz kolejny pokazuje, że mimo trwającej wojny i nieustannych apeli o zagraniczną pomoc znajduje pieniądze na antypolskie filmy propagandowe. Tym razem chodzi o sześcioczęściowy serial „Skrzydlate Lwy”, poświęcony Ukraińskiej Armii Galicyjskiej, która w latach 1918–1919 walczyła z Wojskiem Polskim o Małopolskę Wschodnią. Budżet produkcji ma wynieść 47,55 mln hrywien, czyli około 1,06 mln dolarów. Połowa tej kwoty ma pochodzić z ukraińskiego budżetu państwa. Projekt realizowany jest w ramach inicjatywy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego promującej „ukraińską produkcję kulturalną”.
Ukraina wyda miliony na serial o walce z Polakami. Nie chodzi tu o plotkę ani luźny pomysł filmowców. Ogłoszono już bowiem przetarg na konkretną produkcję, a planowane wydatki można porównać z innymi potrzebami państwa. Przykładowo, według ukraińskich mediów za równowartość całego budżetu serialu można kupić około 1130 dronów przechwytujących P1-SUN, przeznaczonych do zwalczania rosyjskich bezzałogowców typu Shahed. Sama część finansowana z budżetu państwa odpowiadałaby kosztowi około 565 takich maszyn.
Problem nie polega tylko na warstwie finansowej ale też na tym, jakie treści państwo walczące z Rosją wybiera do finansowania. Jakoś nie chce tworzyć filmów o walce z bolszewikami czy caratem, ale ciągle wraca do tematyki konfliktów z Polską, zupełnie, jakby nakręcanie propagandy przeciwko nam, było teraz dla Kijowa najważniejsze.
W Polsce pamięć o walkach o Lwów nie jest abstrakcyjnym rozdziałem podręcznika. To część narodowego dziedzictwa, związana z obroną miasta przez Orlęta Lwowskie i walką o zachowanie jego polskiego charakteru. Dla Polaków Lwów pozostaje miastem szczególnym, określanym mianem Semper Fidelis – Zawsze Wierny.
Ukraińska Armia Galicyjska była wojskiem państwa zachodnioukraińskiego, które próbowało zrealizować aspiracje niepodległościowe kosztem terytoriów, do których prawa zgłaszała również Polska. Konflikt o Małopolskę Wschodnią był realną wojną polsko-ukraińską. Nie da się go uczciwie opisać tak, jakby po jednej stronie znajdowała się wyłącznie niewinna walka o wolność, a po drugiej – polski imperializm. Ukraińcy mieli własne ambicje narodowe, ale Polacy również mieli prawo do obrony swoich interesów i historycznej, wielowiekowej obecności na tych ziemiach. Polacy zresztą wygrali tamto starcie.
Można oczywiście nakręcić serial o ukraińskich żołnierzach, ich motywacjach i marzeniach o niepodległości. Pytanie brzmi jednak, czy będzie to opowieść uwzględniająca złożoność ówczesnych wydarzeń, czy kolejna produkcja utrwalająca jednostronną wizję historii, w której Polska występuje jako imperialny przeciwnik „ukraińskiej wolności”.
Nie jest to pierwszy przypadek, gdy Ukraina podejmuje temat polsko-ukraińskich konfliktów w sposób, który budzi kontrowersje. Film „Dowbusz”, opowiadający o XVIII-wiecznym przywódcy karpackich opryszków, przedstawia konflikt z polską szlachtą. Produkcja miała budżet sięgający 120 mln hrywien, z czego 65 mln pochodziło z ukraińskiego budżetu państwa. Pokazuje to, że państwo traktuje kino jako istotne narzędzie budowania narodowej narracji przeciwko Polsce, nie Rosji.
Na tym tle szczególnie uderzający jest rozdźwięk między ukraińskimi apelami o pomoc a decyzjami dotyczącymi wydatków publicznych. Kijów nieustannie zabiega o pieniądze, uzbrojenie, amunicję i sprzęt niezbędny do funkcjonowania państwa oraz obrony przed rosyjskimi atakami. Jednocześnie przeznacza znaczne środki na produkcję filmową, która nie ma bezpośredniego znaczenia dla zdolności obronnych.
Polacy pomagali pseudouchodźcom, wspierali ukraińskie wojsko i finansowali zakupy sprzętu, który ratował życie oraz chronił ukraińską infrastrukturę. Sama taka pomoc jest zrozumiała. Trudno jednak nie zadać pytania, dlaczego państwo, które potrzebuje tak szerokiego wsparcia, nie ogranicza wydatków, które mogą poczekać i czemu, skoro już kręci jakieś filmy, nie są one antyrosyjskie, lecz antypolskie.
Konkluzja jest oczywista: jeżeli Ukraina dysponuje środkami na kolejne wielomilionowe produkcje historyczne, ma również obowiązek wyjaśnić, dlaczego jednocześnie tak intensywnie zabiega o pomoc z zagranicy. Z kolei polscy politycy powinni zastanowić się, czy wspierając Ukrainę, dostatecznie pilnują, aby polskie zaangażowanie nie było wykorzystywane w przedsięwzięciach mających na celu ataki na nas. Pomoc przeciwko Rosji nie powinna oznaczać obowiązku akceptowania każdej decyzji Kijowa, który najwyraźniej zapomniał z kim walczy i kto go wspiera. A może chodzi tu właśnie o to, że doskonale to wie?
Polecamy również: Straż Graniczna oficjalnie wycofuje się z planów w gminie Suszec!





