Polska Wiadomości

„Ekspresowe rozwody” czyli degradacja małżeństwa przez ludzi Tuska

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Kilka dni temu zapadła decyzja Senatu RP o przyjęciu ustawy wprowadzającej tzw. „ekspresowe rozwody”, bez udziału sądu. Wbrew pozorom nie jest to jedynie techniczną korektą procedur. To świadomy krok w kierunku osłabienia jednej z kluczowych instytucji społecznych – małżeństwa. Pod pozorem „upraszczania formalności” koalicja rządząca próbuje wprowadzić rozwiązanie, które w praktyce sprowadza rozwód do administracyjnej czynności, możliwej do przeprowadzenia niemal jak zmiana adresu zameldowania.

„Ekspresowe rozwody” czyli degradacja małżeństwa przez ludzi Tuska. Nowe przepisy przewidują możliwość rozwiązania małżeństwa poza sądem – przed urzędnikiem stanu cywilnego, w uproszczonej procedurze dostępnej dla par bez małoletnich dzieci. W teorii brzmi to niewinnie. W praktyce oznacza radykalne obniżenie rangi małżeństwa jako instytucji prawnej i społecznej. Skoro związek można zakończyć bez udziału sądu, bez pogłębionej analizy i bez realnych mechanizmów ochronnych, to przestaje on być trwałym zobowiązaniem – staje się relacją tymczasową, zależną wyłącznie od bieżącej woli stron.

Nie sposób nie zauważyć, że jest to element szerszej polityki prowadzonej przez obecną większość parlamentarną. Koalicja rządząca konsekwentnie rozmontowuje instytucje, które przez setki lat stanowiły fundament ładu społecznego. Małżeństwo jako podstawa rodziny przestaje być chronione, a zaczyna być traktowane jak dowolna umowa cywilna, którą można rozwiązać szybko, wygodnie i bez większych konsekwencji.

To nie jest neutralna zmiana. Prawo nie tylko reguluje rzeczywistość – ono ją współtworzy. Wprowadzenie „rozwodów na życzenie” w procedurze administracyjnej wysyła jasny sygnał: trwałość relacji nie jest już wartością, którą państwo uznaje za godną ochrony. Zamiast wzmacniać stabilność rodzin, ustawodawca ją relatywizuje i podważa.

Argument o „odciążeniu sądów” brzmi w tym kontekście jak wygodny pretekst. Państwo, które nie radzi sobie z organizacją wymiaru sprawiedliwości, zamiast go usprawniać – po prostu wycofuje się z odpowiedzialności. Sprawy o fundamentalnym znaczeniu społecznym przenosi do procedury administracyjnej, gdzie kontrola jest minimalna, a refleksja nad skutkami – praktycznie żadna. Jednocześnie -i warto to podkreślić- ta sama ekipa rządząca chce zasypać sądy sprawami o mowę nienawiści i w tym przypadku nie ma już znaczenia żadne odciążanie sądów.

Jeszcze bardziej niepokojący jest brak realnych zabezpieczeń dla stron postępowania. W procesie sądowym istnieje przestrzeń na mediację, ocenę sytuacji, a także ochronę strony słabszej. W trybie administracyjnym te elementy zostają drastycznie ograniczone. Ryzyko presji, pochopnych decyzji czy nierówności między małżonkami rośnie – i ustawodawca zdaje się to świadomie ignorować.

Twórcy ustawy próbują przekonywać, że regulacja dotyczy wyłącznie par bez małoletnich dzieci, a więc nie wpływa na dobro najmłodszych. To argument powierzchowny. Zmiana kulturowa, którą inicjuje takie prawo, nie zatrzyma się na tej jednej kategorii przypadków. Jeśli rozwód staje się szybki i banalny, zmienia się całe społeczne postrzeganie małżeństwa – także wśród osób wychowujących dzieci.

W efekcie mamy do czynienia z procesem, który trudno nazwać inaczej niż systemowym osłabianiem fundamentów życia społecznego. Koalicja rządząca nie tylko nie wzmacnia rodziny – ona aktywnie przyczynia się do jej erozji. I robi to w sposób, który może mieć długofalowe konsekwencje: od wzrostu liczby rozpadów związków po pogłębianie kryzysu demograficznego i społecznego.

W obecnej sytuacji wiele wskazuje na to, że ustawa może nie wejść w życie w proponowanym kształcie. Prezydent Karol Nawrocki wielokrotnie podkreślał znaczenie ochrony małżeństwa jako fundamentu ładu społecznego oraz sprzeciw wobec rozwiązań, które mogłyby tę instytucję osłabiać. Biorąc pod uwagę dotychczasową linię jego decyzji oraz wagę omawianych zmian, scenariusz weta wydaje się nie tylko prawdopodobny, ale wręcz niemal przesądzony.

NASZ KOMENTARZ: Kiedy państwo przestaje traktować małżeństwo i rodzinę jako instytucje wymagające ochrony, przestaje też mieć narzędzia do budowania stabilnego społeczeństwa, a zatem podcina fundamenty własnej siły. To kierunek, który powinien budzić poważny sprzeciw u każdego świadomego Polaka, nie tylko patrioty, narodowca i monarchisty, ale każdego, kto nie jest anarchistą.

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!