Na autostradzie A4 zatrzymano kierowcę ciężarówki, obywatela Ukrainy, który podczas jednej kontroli „uzbierał” aż 17 mandatów. Skala naruszeń była tak duża, że trudno mówić o przypadku czy chwilowym roztargnieniu – to raczej pokaz tego, jak wygląda codzienność na polskich drogach. Choć sprawa wywołała poruszenie, warto powiedzieć wprost: to nie jest wyjątek. To tylko wierzchołek góry lodowej.
Rośnie bezczelność ukraińskich przewoźników. Opisana przez media historia z autostrady A4 to nie „incydent”, tylko kolejny dowód na to, że część zagranicznych przewoźników funkcjonuje według własnych zasad, kompletnie ignorując polskie i unijne przepisy. Na A4 zatrzymano kierowcę z Ukrainy, który podczas jednej kontroli złapał aż 17 mandatów. Siedemnaście. Taki wynik nie bierze się z przypadku ani z jednorazowego błędu. To efekt długotrwałego lekceważenia prawa, które stało się normą wśród Ukraińców jeżdżących po Polsce.
Nasze drogi od lat są areną intensywnego ruchu transportowego ze wschodu. Problem polega na tym, że wraz z nim przyjechały również standardy, które z bezpieczeństwem mają niewiele wspólnego. W praktyce oznacza to pojazdy w złym stanie technicznym, przeciążone zestawy i kierowców pracujących ponad wszelkie dopuszczalne normy. Przepisy obowiązujące w Unii Europejskiej są dla wielu z nich przeszkodą, a nie zasadą, której należy przestrzegać.
Efekt jest łatwy do przewidzenia. Na drogach pojawiają się ciężarówki, które nie powinny w ogóle wyjechać z bazy. Każda taka maszyna to potencjalne zagrożenie dla innych uczestników ruchu. To nie jest kwestia formalności czy „papierologii”, tylko realnego ryzyka wypadków. Gdy dochodzi do sytuacji, w których z ciężarówki odpadają elementy albo pojazd nie spełnia podstawowych norm bezpieczeństwa, mówimy o tykającej bombie na kołach.
Problem pogłębia fakt, że system kontroli w Polsce jest dziurawy. Inspekcja działa, ale nie jest w stanie objąć całego ruchu. To oznacza, że wielu przewoźników kalkuluje ryzyko i dochodzi do prostego wniosku: bardziej opłaca się łamać przepisy, bo szansa na kontrolę jest ograniczona. W takim środowisku uczciwi przedsiębiorcy przegrywają z tymi, którzy oszczędzają na bezpieczeństwie i czasie pracy kierowców.
Nie da się też uciec od szerszego kontekstu. Konkurencja cenowa w transporcie doprowadziła do wyścigu na dno. Część firm, szczególnie spoza Unii, wchodzi na rynek z podejściem, które można streścić krótko — zrobić jak najtaniej, nieważne jakim kosztem. A tym kosztem bardzo często jest bezpieczeństwo na drogach oraz przestrzeganie przepisów, które w teorii obowiązują wszystkich tak samo.
Rekordowe 17 mandatów powinno być alarmem dla państwa, ale też dla opinii publicznej. Bo jeśli jeden kierowca w trakcie jednej kontroli łamie przepisy na taką skalę, to znaczy, że wcześniej robił to wielokrotnie i bez żadnych konsekwencji i jest to podniesione do rangi zasady u przewoźników ze wschodu.
Najgorsze jest to, że reakcja pojawia się dopiero wtedy, gdy skala naruszeń staje się kompromitująca. Wtedy mamy nagłówki, oburzenie i chwilową mobilizację służb. Potem wszystko wraca do normy, czyli do sytuacji, w której na drogach dalej jeżdżą ukraińskie (i nie tylko) pojazdy niespełniające podstawowych standardów.
Jeśli nic się nie zmieni i Ukraińcy nie przestaną być traktowani przez władze warszawskie jak święte krowy, kolejne takie przypadki będą tylko kwestią czasu. Niestety, prędzej czy później skończy się to nie na rekordowej liczbie mandatów, ale na tragedii, której nie da się już sprowadzić do statystyki czy medialnej ciekawostki. Zginą ludzie, najpewniej niewinni Polacy.
Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱
Dziękujemy za pomoc prawną Kancelarii Prawnej Litwin: https://kancelaria-litwin.pl
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





