W parku Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie stanęła instalacja „Fence” autorstwa Moniki Sosnowskiej. Dzieło przedstawia zniekształcony fragment metalowego ogrodzenia, który wygląda tak, jakby został wyrwany z ziemi wraz z masywnymi betonowymi blokami. Muzeum przekonuje, że stalowa siatka i beton zyskują dzięki temu „zaskakująco poetycki wymiar”. W rzeczywistości jest to promocja antykultury, kpina rządu Tuska z Polaków oraz pamięci o mistrzu Kochanowskim.
377 tys. zł za powyginany płot? W Polsce Tuska to wybitne dzieło sztuki awangardowej. Niestety, dla większości odbiorców trudno dostrzec w tej instalacji poetykę, czy cokolwiek innego niż kolejny przekręt. Zamiast artyzmu widzą bowiem po prostu powyginany fragment płotu i betonowe elementy przypominające odpady pozostałe po remoncie.
Całkowity koszt projektu wyniósł około 460 tys. zł, z czego 377 tys. zł stanowiło dofinansowanie ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, za pośrednictwem programu „Rzeźba w przestrzeni publicznej”. Wniosek o dofinansowanie złożyło Muzeum Jana Kochanowskiego w Czarnolesie.
Sama rzeźba nie jest nowym dziełem. „Fence” powstała w 2010 roku i była wcześniej prezentowana m.in. w Nowym Jorku, Bruton w Wielkiej Brytanii oraz w Middelheim Museum w Antwerpii. Teraz trafiła do plenerowej kolekcji sztuki w Czarnolesie. Dlaczego kosztowało to aż tyle pieniędzy? Nie wiadomo, ale pewne jest, że ktoś je „przytulił”.
Można oczywiście powiedzieć, że sztuka współczesna ma prawo szokować, prowokować i skłaniać do refleksji. Można również bronić artystycznej wartości pracy Sosnowskiej. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy rachunek za tego rodzaju eksperymenty wystawia się wszystkim podatnikom. 377 tys. zł publicznego dofinansowania to kwota, której nie można zbyć wzruszeniem ramion. Zwłaszcza że Polska mierzy się z ogromnymi potrzebami finansowymi i bardzo wysokim deficytem. Ustawa budżetowa na 2026 rok przewiduje dochody na poziomie 647,2 mld zł, wydatki sięgające 918,9 mld zł oraz deficyt do 271,7 mld zł.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, kierowane przez skrajnie lewicową aktywistkę Martę Cienkowską, powinno być przede wszystkim strażnikiem polskiego dziedzictwa, wspierać jego ochronę i popularyzację oraz tworzyć warunki dla rozwoju wartościowej kultury. Tymczasem coraz częściej państwowe pieniądze kierowane są na projekty, których związek z tym zadaniem jest co najmniej dyskusyjny.
„Fence” jest tego wymownym przykładem. Można bowiem postawić bardzo proste pytanie: czy naprawdę nie było w polskiej kulturze ważniejszych potrzeb niż wydanie 460 tys. zł na ustawienie w parku powyginanego fragmentu ogrodzenia? Za takie pieniądze można ratować zabytki, wspierać biblioteki, konserwować dzieła sztuki, organizować wartościowe przedsięwzięcia edukacyjne czy popularyzować twórczość polskich klasyków. Tymczasem podatnik otrzymuje instalację, której artystyczną wartość musi najpierw zaakceptować na podstawie skomplikowanego opisu o „aurze tajemnicy” i „poetyckim wymiarze” betonu.
To właśnie jest kwintesencja problemu z systemem finansowania pseudosztuki. Gdyby ktoś chciał wydać własne pieniądze na powyginany płot i uważał go za arcydzieło — jego sprawa. Państwo ma jednak obowiązek znacznie ostrożniej gospodarować pieniędzmi odebranymi obywatelom w podatkach. Kultura nie powinna być usprawiedliwieniem dla każdego wydatku, a sztuka nie staje się wartościowa tylko dlatego, że została wybrana przez lewacką komisję i opatrzona odpowiednio brzmiącym, chwytnym opisem i zagraniczną nazwą.
W tym sensie problem „Fence” jest szerszy niż jedna rzeźba. To pytanie o to, jaką kulturę państwo Tuska chce finansować. Kulturę, która zachwyca, kształci i buduje wspólnotę, czy może antykulturę, w której zwykły kawałek ogrodzenia wystarczy przekształcić w „poetycki obiekt”, a następnie uzasadnić wydanie na niego setek tysięcy złotych z pieniędzy podatników. Ku uciesze „autora” rzecz jasna.
NASZ KOMENTARZ: Finansowanie tego obrzydlistwa to już nawet nie jest plucie w twarz obywatelom, lecz bezczelna, sadystyczna defekacja na nasze twarze. Zwłaszcza, że w tym samym czasie setki tysięcy polskich zabytków niszczeje w ciszy, gdyż zostały pozbawione środków na konserwację. Na to bowiem pieniędzy NIE MA.
Polecamy również: Izrael manipulował AI. Ujawniono kulisy operacji
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




