Ekoterrorystyczna grupa „Ostatnie Pokolenie”, znana z blokowania polskich dróg oraz niszczenia zabytków, po raz pierwszy robi coś dobrego, czyli… zamyka działalność. W swoim oświadczeniu lewacy stwierdzili, że wypełnili swoją misję, ale mają jeszcze do odhaczenia sprawy sądowe. Większość aktywistów ma sprawy karne; grożą wysokie kary, a nawet więzienie.
Ruch „Ostatnie Pokolenie” ogłosił zakończenie swojej działalności. „Po dwóch latach najgłośniejszych w historii Polski protestów klimatycznych Ostatnie Pokolenie wypełniło swoją misję i ogłasza koniec działań. Teraz chowamy klej do kieszeni, a kamizelki do szafy. Ale to nie koniec. Kosztem sukcesu, który wspólnie odnieśliśmy, są toczące się sprawy sądowe. Za mówienie prawdy o katastrofie klimatycznej, za domaganie się sprawiedliwości społecznej, osoby mierzą się z grzywnami, które sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych. Niektórym grozi nawet utrata wolności” – napisano na oficjalnym profilu tej jaczejki.
Jak widzimy, nawet likwidację swojej działalności ruch przedstawia jako sukces, co samo w sobie najlepiej pokazuje skalę oderwania od rzeczywistości. Skrajnie lewicowi aktywiści przez wiele miesięcy skupiali się na blokowaniu ulic, przyklejaniu się do asfaltu, oblewaniu farbą zabytków i dezorganizowaniu życia zwykłych ludzi. Jeśli to ma być definicja skuteczności, to trudno się dziwić, że społeczna cierpliwość szybko się wyczerpała.
Problem nie polegał na samym temacie ochrony środowiska, lecz na metodach. Groteskowi, młodzi lewacy z „Ostatniego Pokolenia” zamiast przekonywać do swoich racji — irytowali zwykłych ludzi. Zamiast budować poparcie — tracili je z każdym kolejnym protestem wymierzonym nie w decydentów, lecz w przypadkowych kierowców stojących w korkach. Taki model działania od początku był skazany na porażkę, bo opierał się na presji i chaosie, a nie na dialogu.
Najbardziej znamienne jest to, że organizacja ogłasza swój rzekomy triumf. Nie doszło do żadnego przełomu politycznego, ich postulaty nie stały się fundamentem decyzji państwa, a kryzys klimatyczny — według ich własnej narracji — nie zniknął. Jedyne, co realnie osiągnięto, to zmęczenie opinii publicznej i utrata wiarygodności. Najwyraźniej o to chodziło i to jest tym „sukcesem”.
Historia „Ostatniego Pokolenia” pokazuje prostą zasadę: radykalizm nastawiony na zakłócanie życia innych ludzi może przyciągnąć uwagę, ale nie zbuduje trwałego poparcia. Blokowanie karetek, korkowanie miast, zakłócanie wydarzeń — to nie jest droga do budowania poparcia. To sposób na jego utratę. Nic dziwnego, że podobne ruchy w Europie mierzą się z konsekwencjami prawnymi i finansowymi swoich działań. Wręcz przeciwnie — prowadzi do marginalizacji i szybkiego końca. Trudno więc mówić o sukcesie. To raczej podręcznikowy przykład, jak nie prowadzić działań społecznych.
Niestety, wszystko wskazuje, że to nie koniec ekoterroryzmu. Przedstawiciele Ostatniego Pokolenia zaznaczają bowiem, że zakończenie obecnej formy działalności nie oznacza ich całkowitej rezygnacji z zaangażowania w kwestie klimatyczne. Ruch ma przejść reorganizację i przygotowywać się do nowych form działania. Czy będą równie głupie jak dotychczas? A może jeszcze głupsze? Czas pokaże.
Polecamy również: Londyn zatwierdził nielimitowane aborcje do 9. miesiąca ciąży
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





