Brytyjska Izba Lordów przegłosowała przepisy dekryminalizujące aborcje nawet w 9. miesiącu ciąży. Wywołało to szeroką debatę nie tylko na Wyspach, ale i w całej Europie. Zmiany te wpisują się w długotrwały proces erozji ochrony życia nienarodzonego, który przyspieszył w ostatnich latach. Co ważne, decyzję podjęto mimo braku zgody społecznej na tak radykalne działania.
Londyn zatwierdził nielimitowane aborcje do 9. miesiąca ciąży. Zgodnie z przyjętymi rozwiązaniami, zniesiona ma zostać odpowiedzialność karna wobec kobiet przerywających ciążę – niezależnie od jej etapu. W praktyce oznacza to sytuację, w której państwo rezygnuje z egzekwowania jakichkolwiek konsekwencji wobec działań prowadzących do zakończenia życia dziecka nienarodzonego, nawet w przypadku gdy jest już zdolne do życia poza ciałem matki. Choć formalnie nie zmienia się zakres dopuszczalności samego zabiegu, krytycy wskazują, że efekt społeczny może być znacznie dalej idący.
Nowelizacja prawa nie pojawiła się nagle. Już wcześniej brytyjskie prawo należało do najbardziej liberalnych w Europie – dopuszczało aborcję do 24. tygodnia ciąży, a w określonych przypadkach także później. Wprowadzone w czasie pandemii rozwiązania, takie jak możliwość uzyskania środków poronnych bez bezpośredniej konsultacji lekarskiej, dodatkowo rozluźniły kontrolę nad całym systemem.
Obecna dekryminalizacja jest jednak znaczną zmianą jakościową, jeśli chodzi o aborcję. Oznacza bowiem przejście od modelu ograniczonej dopuszczalności do modelu całkowitej bezkarności. Nawet jeśli przepisy formalnie pozostają niezmienione, brak sankcji prawnych może prowadzić do ich całkowitego rozmycia i szeregu patologii w praktyce życia codziennego. W efekcie powstaje sytuacja, w której państwo przestaje pełnić funkcję ochronną wobec najbardziej bezbronnych.
Zwolennicy zmian argumentują, że chodzi o ochronę kobiet przed postępowaniami karnymi i dostosowanie prawa do realiów społecznych. Jednak przeciwnicy wskazują, że jest to klasyczny przykład przesuwania granic – najpierw poprzez wyjątki, następnie liberalizację, aż po całkowite zniesienie odpowiedzialności. Ten mechanizm był już obserwowany w innych krajach Zachodu. Co ważne, ta „liberalizacja” wprowadzana jest wyłącznie przeciwko życiu, podczas gdy w innych dziedzinach funkcjonowania społeczeństwa, Wielka Brytania wprowadza cyfrowy i policyjny zamordyzm.
Warto zauważyć, że spór o aborcję nie jest odosobnionym zjawiskiem, czy tematem dotyczącym wyłącznie jednego kraju, ale częścią szerszego trendu kulturowego. W wielu państwach równolegle toczy się debata nad rozszerzaniem dostępu do eutanazji – często z początkowo wąskich wskazań medycznych na coraz szersze grupy społeczne. Podobne procesy dotyczą redefinicji norm obyczajowych i prawnych w innych obszarach życia społecznego. Chodzi m.in. o dekryminalizację pedofilii i zoofilii.
Dlatego dla prawicowych komentatorów obecne zmiany nie stanowią punktu końcowego, lecz kolejny etap głębokiej transformacji cywilizacyjnej, kolejnego etapu rewolucji komunistycznej. W ich ocenie, jeśli raz zostanie zakwestionowana fundamentalna zasada ochrony życia, kolejne granice mogą być przesuwane coraz łatwiej, obejmując następne obszary, dotychczas uznawane za nienaruszalne.
Wygląda na to, że walka cywilizacji życia i śmierci powoli wchodzi w decydującą fazę.
Polecamy również: Żurek ściga karnie współpracowników prezydenta Nawrockiego
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





