Gospodarka Polska Wiadomości

Niemiecki złom znów na polskich torach

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

PKP Intercity zamierza zakupić kolejne 96 używanych wagonów pasażerskich od niemieckiego przewoźnika Deutsche Bahn. Jeśli transakcja zostanie sfinalizowana, będzie to już drugi tak duży zakup wycofywanego z eksploatacji niemieckiego taboru. Wcześniej narodowy przewoźnik zdecydował się na nabycie 50 wagonów tego samego typu, co oznacza, że łącznie do Polski może trafić 146 wagonów wyprodukowanych w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku, które przed ponownym wprowadzeniem do ruchu mają zostać poddane niezbędnym pracom modernizacyjnym i dostosowującym do standardów PKP Intercity.

Niemiecki złom znów na polskich torach. Zakup kolejnych 96 używanych wagonów przez PKP Intercity trudno uznać za wiadomość, która kogokolwiek mogłaby zaskoczyć. To raczej konsekwentna realizacja polityki, w której Polska najwyraźniej ma pełnić rolę ostatniego przystanku dla taboru, który u naszych zachodnich sąsiadów uznano już za zbędny. Spółka uzyskała wszystkie zgody korporacyjne do złożenia oferty zakupu, a jeśli transakcja dojdzie do skutku, razem z wcześniej nabytymi 50 wagonami będzie ich już 146.

Mówimy o pojazdach, których początki sięgają połowy lat osiemdziesiątych, a więc konstrukcjach mających około 42 lat. PKP Intercity argumentuje, że jest to szybki sposób na zwiększenie liczby dostępnych miejsc i że wagony są w dobrym stanie technicznym oraz przeszły modernizacje. Poza tym, podobno Niemiec płakał jak sprzedawał, bo mają być jeszcze całkiem sprawne.

Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że w tej historii najbardziej imponująca jest kreatywność w tłumaczeniu decyzji, która jeszcze kilka lat temu wywołałaby polityczną burzę. Skoro Niemcy uznali, że pora wymienić wysłużony tabor na nowocześniejszy, to najwyraźniej w Warszawie uznano, że byłoby niegrzecznie odmówić przejęcia tego, co przestało być im potrzebne. W końcu przyjaźń polsko-niemiecka musi mieć jakiś materialny wymiar, a nic nie symbolizuje jej lepiej niż transport wagonów, które pamiętają czasy kaset magnetofonowych, telefonów z tarczą i NRD.

Rząd Donalda Tuska od miesięcy przekonuje opinię publiczną, że Polska dynamicznie się rozwija, inwestuje i modernizuje państwo. Tymczasem w praktyce coraz częściej można odnieść wrażenie, że definicja nowoczesności polega na sprawnym sprowadzaniu używanego sprzętu zza Odry. Oczywiście usłyszymy, że wagony zostaną odnowione, przemalowane, doposażone i dostosowane do polskich realiów. To prawda, lecz nie zmienia faktu, że punktem wyjścia pozostaje tabor, który Niemcy postanowili wycofać z własnej eksploatacji.

Zamiast budować wizerunek państwa inwestującego przede wszystkim w nowe rozwiązania i własny przemysł, wysyłany jest sygnał, że Polska zadowoli się tym, czego bogatsi partnerzy już nie potrzebują.

Najbardziej ironiczne jest to, że przez lata politycy obecnej koalicji chętnie opowiadali o europejskich standardach i doganianiu Zachodu. Dziś można odnieść wrażenie, że doganiamy Zachód w dość osobliwy sposób – odbierając jego wycofywany tabor. Trudno oprzeć się pokusie stwierdzenia, że skoro Niemcy wymieniają flotę na nowocześniejszą, to Polska najwyraźniej ma zaszczyt zapewnić jej godną emeryturę. Być może kolejnym etapem będzie kampania promocyjna pod hasłem: „Drugie życie niemieckiego wagonu – teraz w barwach PKP Intercity”.

Oczywiście zwolennicy tej decyzji powiedzą, że liczy się efekt, czyli większa liczba miejsc dla pasażerów i szybsze uzupełnienie braków taborowych. Jest w tym pewna logika, zwłaszcza wobec opóźnień w dostawach nowych pojazdów. Problem polega jednak na tym, że rozwiązanie awaryjne zaczyna przypominać stały model działania. Gdy jednorazowy zakup staje się serią kolejnych zakupów, trudno już mówić wyłącznie o doraźnym ratowaniu sytuacji.

Polska zasługuje na ambitniejszą politykę transportową niż regularne kupowanie używanego taboru wycofywanego przez bogatszych sąsiadów. Jeżeli państwo wydaje miliardy na rozwój kolei, to obywatele mają prawo oczekiwać, że symbolem tej modernizacji będą nowe wagony produkowane dla polskich przewoźników, a nie kolejne transporty szpachlowanego złomu z Niemiec. W przeciwnym razie trudno dziwić się złośliwym komentarzom, że zamiast kolejowej rewolucji otrzymujemy europejski recykling na torach.

NASZ KOMENTARZ: Zaiste słuszną linię na nasza, „polska” władza. Po co Niemiec ma płacić za przetapianie swojego złomu, skoro można go opchnąć za miliony klice Tuska, która dodatkowo opłaci jego remont i sprowadzi części zamienne z Niemiec? Dla Berlina to złoty interes, a to jest przecież najważniejsze.

Polecamy również: Kolejny cios rządu w drobnych przedsiębiorców

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!