Felietony

Naukowe resentymenty o praworządności prof. Michała Królikowskiego w wariancie dyskusyjnym

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Dla porządku poznawczego: nie sposób jest racjonalnie kwestionować właściwego „rozumienia dobra wspólnego” przez konkretnego polityka, związanego nie bez kozery z obozem Zjednoczonej Prawicy, przy jednoczesnym nie kwestionowaniu „patriotycznych motywacji” jakimi się kieruje tak w życiu prywatnym, jak i politycznym. Jak zwykle trafiło na prezesa Kaczyńskiego według opinii prof. Michała Królikowskiego, w kolejnej odsłonie medialnej jaka miała miejsce w „Laboratorium więzi”. Dla przeciętnego zjadacza chleba – nie sposób jest logicznie wnioskować o pozytywnych cechach osobowościowych kogokolwiek, np. że jest patriotą, podnosząc w tym samym momencie gołosłowne braki w zachowaniu propaństwowym oraz ogólnospołecznym; bowiem dostrzeżona (mimo niechęci naukowej?) motywacja patriotyczna u lidera PiS musi zawierać w sobie cały zestaw realizacji dobra wspólnego, inaczej nie mogłaby być uznawana za patriotyczną. Sic!

Ponieważ o sprawy najważniejsze dla suwerenności Rzeczypospolitej oraz powszechnego dobra obywateli idzie, dlatego głos przedstawiciela suwerena – niezwiązanego z jakąkolwiek linią polityczną – powinien za każdym razem wybrzmieć co najmniej w dwójnasób. Pochylmy się zatem nad treścią wskazanej wypowiedzi doradcy (prawnika) prezydenta Dudy ds. reformy sądownictwa, który oznajmił na wstępie: „Teraz nastąpiło ewidentne naruszenie fundamentów demokratycznego państwa prawa. W kwestii Trybunału Konstytucyjnego zabierałem głos, gdy zmiany w nim wprowadzała rządząca Platforma Obywatelska, już po zwycięstwie wyborczym Andrzeja Dudy. Stanowczo wyrażałem wtedy pogląd, że ustępująca władza nie powinna dokonywać zmian o charakterze ustrojowym, a taki charakter miało osłabianie pozycji prezydenta, pochodzącego z odmiennej opcji politycznej. Chodziło wtedy o zmniejszenie liczebności składów sędziowskich, które miały rozpatrywać wnioski prezydenta o kontrolę konstytucyjności ustaw. Poprzednio był to pełen skład, a w nowelizacji uchwalonej już po wyborze Andrzeja Dudy było to pięciu sędziów (zresztą akurat pięciu wybrała do Trybunału PO). Platforma te uwagi całkowicie zlekceważyła. To był przejaw partyjnego braku wstrzemięźliwości w sprawach państwowych, który uważam za sprawę fundamentalną dla demokratycznego państwa prawa”.

Jedna uwaga do tej części wypowiedzi jest taka, że tego przypadku nie należy rozpatrywać w kategorii jedynie braku wstrzemięźliwości w sprawach państwowych ze strony poprzedniej koalicji PO-PSL, tylko jako działanie o charakterze kierunkowym, wyczerpującym wręcz znamiona czynu zabronionego – wymierzonego wprost w bezpieczeństwo funkcjonowania urzędu prezydenta RP, na co w owym czasie zwróciła swoją uwagę prof. Krystyna Pawłowicz, zarzucając m. in. byłemu prezesowi TK Rzeplińskiemu osobiste (i polityczne) zaangażowanie się w podejrzany proces tych zmian. Prof. Królikowski (jako naukowiec) w przekazie publicznym nie może pomijać opinii innego naukowca zajmującego się stricte problematyką konstytucyjną, którego poglądy na ten zakres zmian w ustawie o TK zdążyły już obiec całą Polskę i zagranicę. Po tym jeszcze jak opinia publiczna dała wystarczającą słuszność tymże spostrzeżeniom – poniekąd uzasadniającym nieodwołalną reformę wymiaru sprawiedliwości, niezależnie od podejmowanych prób przez totalną opozycję (PO, Nowoczesna, PSL) o zachowaniu status quo w tym sektorze państwa.

Nie sposób jest też zgodzić się z nie merytoryczną opinią prof. Królikowskiego, gdzie neguje rolę ministra sprawiedliwości w procesie zmian w ustawie o SN: „Wszelkie granice przekroczył przepis przekazujący ministrowi sprawiedliwości uprawnienia w zakresie ingerencji kadrowej w Sądzie Najwyższym, co pozwoliłoby mu na kreację składu orzekającego. W tym przypadku mieliśmy do czynienia już nie tylko z brakiem wstrzemięźliwości w przestrzeganiu trójpodziału władzy, lecz z jednoznacznym i oczywistym naruszeniem konstrukcji państwa”. Przyznam się, że nie rozumiem takiego podejścia naukowego w sytuacji, kiedy sędziowie SN wielokrotnie dali przykład lekceważenia obywateli w nagminnym odrzucaniu skarg kasacyjnych w konkretnych sprawach (co najmniej 2/3 skarg obywateli rokrocznie trafiało do kosza), częstokroć zawierających gorszące nadużycia uprawnień służbowych będące udziałem konkretnych sędziów orzekających tak w pierwszej, jak i drugiej instancji (okoliczność bezsporna – Stowarzyszenie Niepokonani i inne organizacje obywatelskie zajmujące sie patologiami w polskim sądownictwie), czy też przykład nagranej tzw. „ustawki” między sędziami SN i NSA w sprawie pewnej skargi kasacyjnej, której treść nie mogła być obojętna tak dla jednego, jak i drugiego – że pominę szczegóły tej nieprzypadkowej rozmowy. Należy zatem zadać podstawowe pytanie: kto w takim razie powinien wskazywać sędziów do SN, jak nie minister sprawiedliwości/prokurator generalny, który politycznie odpowiada przed suwerenem za jakość kierowanego przez siebie resortu. To ms/pg jest adresatem niezliczonej liczby skarg i wniosków kierowanych w konkretnych sprawach przez obywateli skrzywdzonych przez polski wymiar sprawiedliwości.

Inne poczynione uwagi przez prof. Królikowskiego na linii dokonań poprzedniej koalicji i obecnej traktuję w tej samej kategorii do jakiej sam zmierza – mianowicie do większej wstrzemięźliwości w komentowaniu pojęć ogólnych z zakresu stanowionego prawa przez polskiego ustawodawcę, a przede wszystkim uwzględniania w dyskursie publicznym opinii innych ważnych naukowców m. in. z dziedziny prawa konstytucyjnego.

Należy pamiętać, że wymownym miernikiem praworządności w państwie pozostaje wciąż jakość ochrony praw podmiotowych obywateli, która w przewarzającej mierze zależy od czynnika ludzkiego; instytucyjna strona jakości tej służby stanowi tylko element uzupełniający – nie decydujący. Tak jak w przypadku dokonanej (aczkolwiek subiektywnej) oceny czy ktoś jest patriotą – czy nim nie jest – żeby należycie rozumieć dobro wspólne. Samo wskazanie sędziego nie kończy przecież procesu powołania go na stanowisko w SN (sędzia powołany w skład SN nie podlega żadnej innej formie nacisku zewnętrznego) – te kandydatury muszą być jeszcze zatwierdzone przez prezydenta RP, jak to było w przypadku sędziów wybranych przez Sejm do TK – prezydent nie przyjął ślubowania od kandydatów kontrowersyjnie wyłonionych przez ustępującą koalicję PO-PSL.

Więc co do zasady – relacja demokratycznego porządku została zachowana między ustawodawcą, władzą wykonawczą i sądownictwem także w ustawach poselskich o SN i KRS. Sejm wybiera sędziów do TK, który stoi na straży konstytucyjności ustaw, ms/pg wskazuje sędziów do SN, który czuwa nad jakością wykonywania prawa przez sądy powszechne – a wszystkim sędziom (w imieniu Narodu) nominacje sędziowskie wręcza prezydent RP oraz – w dalszej perspektywie zawodowej – powołuje na konkretne stanowisko w administracji centralnej (odpowiednio za wskazaniem Sejmu oraz ms/pg), gdzie decydowane są kwestie istotne dla bezpieczeństwa i powagi porządku prawnego w Rzeczypospolitej.

Natomiast rotacja kadrowa w sądach powszechnych pozostawać powinna pod bezpośrednią kontrolą ms/pg jako rozwiązanie najbardziej praktyczne i wskazane. Za taką a nie inną racją stanu przemawia godność tego urzędu oraz odpowiedzialność za jakość funkcjonowania całego wymiaru sprawiedliwości. Odpowiedzialność ta musi mieć po prostu konkretnego adresata od strony wykonawczej.

Antoni Ciszewski

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Komentarze