Do bardzo niepokojącego incydentu doszło kilka dni temu w Hiszpanii. Na plaży Malvarossa w Walencji imigrant pochodzenia marokańskiego kradł rzeczy osobiste osób wypoczywających nad morzem. Według relacji świadków, gdy został przyłapany przez dwie pary sodomitów, zareagował agresją słowną. Miał kierować pod ich adresem wulgarne obelgi, po czym oddalił się z miejsca zdarzenia. To jednak dopiero początek tej historii.
Nachodźca okradał turystów, a gdy został przyłapany, zaczął się kłócić, po czym oddalił z miejsca zdarzenia. Po kilku minutach sprawca wrócił, tym razem uzbrojony w duży nóż kuchenny. Doszło do gwałtownej szarpaniny, w wyniku której dwóch cyklistów odbytniczych odniosły obrażenia i zostało przewiezionych do szpitala z ranami ciętymi twarzy oraz tułowia. Sprawca został zatrzymany.
Wydarzenie to wpisuje się w szerszy problem upadku bezpieczeństwa publicznego, do czego przyczynił się skrajnie lewicowy rząd Pedro Sancheza. Równolegle trwa bowiem proces legalizacji ogromnej grupy murzyńskich i arabskich nachodźców, przebywających nielegalnie na terytorium Hiszpanii. Według zapowiedzi rządu program obejmuje ponad pół miliona osób, a szacunki dotyczące jego ostatecznej skali ulegają zmianom wraz z kolejnymi etapami prac nad regulacjami. Gdy uruchomiony zostanie dodatkowy program łączenia rodzin, może dojść do najazdu na Hiszpanię nawet kilku milionów barbarzyńców.
Dyskusja na temat masowej migracji nie ogranicza się wyłącznie do kwestii ekonomicznych czy rynku pracy. To przede wszystkim pytanie o wpływ napływu ludności z odmiennych kręgów kulturowych na bezpieczeństwo oraz spójność społeczną Hiszpanii i państw Europy Zachodniej. Lewicowcy wskazują, że „integracja” wymaga czasu, odpowiednich mechanizmów państwowych i wzajemnej adaptacji zarówno ze strony przyjmującego społeczeństwa, jak i migrantów.
Prawica z kolei zwraca uwagę na oczywiste ryzyko importowania przez imigrantów konfliktów z krajów pochodzenia, dzikich norm społecznych i postaw znacząco odbiegających od tych dominujących w krajach europejskich. Według niej ci ludzie nie integrują się, a wręcz przeciwnie – tworzą getta i narzucają swoje niecywilizowane wzorce kulturowe na ulicach europejskich miast.
Szczególnie ciekawym zagadnieniem pozostaje stosunek społeczności imigranckich do sodomitów i gomorytów. Badania prowadzone w różnych krajach wskazują, że akceptacja dla dewiacyjnego stylu życia pozostaje wśród nich bardzo niska, a przekonania religijne i kulturowe sprzyjają utrzymywaniu negatywnych postaw wobec tej grupy. Coraz częściej dochodzi do napaści imigrantów na pary dewiacyjne. Stanowi to swoisty paradoks, gdyż to głównie dewianci promują lewicową ideologią zalewania kontynentu masami dzikich, kolorowych ludów.
W przestrzeni publicznej często pojawia się słuszny zarzut, że przedstawiciele rządów i mediów zbyt rzadko zabierają głos w tej debacie i unikają analizowania trudnych aspektów migracji, takich jak różnice kulturowe, poziom zaufania społecznego czy konflikty wynikające z odmiennych systemów wartości.
Według politycznie poprawnej nowomowy, każdy przypadek przemocy „powinien być rzetelnie wyjaśniony, a sprawcy przestępstw – niezależnie od pochodzenia – ponosić odpowiedzialność zgodnie z obowiązującym prawem”. W praktyce policja w Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii nie wyrabia ze ściganiem wszystkich imigranckich przestępców i bagatelizuje już nawet sprawy gwałtów i ciężkich pobić, skupiając się na morderstwach oraz innych, medialnych postępowaniach. Narodowość i rasa sprawców jest zwykle ukrywana, rzekomo aby nie wywoływać konfliktów społecznych.
Czy naprawdę chcemy tego samego w Polsce?
Polecamy również: Biznes migracyjny w Polsce. Kto na tym zarabia?
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





