Świat Wiadomości

Milioner chciał żyć wiecznie. Wkrótce umrze

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Wszyscy pamiętamy historię Michaela Jacksona, który chciał dożyć setki dzięki korzystaniu z komór tlenowych i hiperbarycznych. W ostatnich latach pojawiło się wielu jego naśladowców, którym wydaje się, że za pieniądze oszukają naturę i kupią sobie długowieczność.  Są w błędzie, o czym najlepiej świadczy historia bogacza z USA.

Bryan Johnson, milioner z Doliny Krzemowej przekonywał, że starzenie nie jest nieuniknionym procesem biologicznym, lecz problemem inżynieryjnym, który dzięki odpowiedniej ilości danych, technologii i pieniędzy można stopniowo rozwiązać. Każdego roku przeznacza około dwóch milionów dolarów na projekt Blueprint – niezwykle kosztowny eksperyment, którego celem jest maksymalne spowolnienie procesów starzenia, a w dalszej perspektywie wydłużenie ludzkiego życia.

W świecie, w którym coraz częściej słyszymy o sztucznej inteligencji, medycynie precyzyjnej i edycji genów, jego wizja dla wielu brzmiała jak zapowiedź przyszłości. Rzeczywistość postanowiła jednak przypomnieć, że organizm człowieka nie zawsze respektuje najbardziej ambitne plany.Johnson poinformował niedawno, że zdiagnozowano u niego autoimmunologiczne zapalenie błony śluzowej żołądka (Autoimmune Gastritis, AIG) – przewlekłą i obecnie nieuleczalną chorobę, w której układ odpornościowy stopniowo niszczy własny żołądek.

Trudno o bardziej symboliczny zbieg okoliczności. Człowiek, który od lat próbuje oszukać biologię, usłyszał diagnozę przypominającą, że biologia nadal potrafi rozdawać karty. To, co odróżnia Bryana Johnsona od większości ludzi dbających o zdrowie, to nie tylko skala wydatków, ale również poziom kontroli nad własnym organizmem. Jego dzień podporządkowany jest rygorystycznemu harmonogramowi. Sen analizowany jest przez specjalistyczne urządzenia, dieta została wyliczona niemal co do pojedynczej kalorii, a wyniki badań laboratoryjnych są monitorowane częściej niż kondycja finansowa wielu spółek giełdowych.

Do tego dochodzą dziesiątki suplementów, zaawansowane badania obrazowe, regularne konsultacje z lekarzami różnych specjalności oraz nieustanna analiza biomarkerów mających świadczyć o tempie starzenia organizmu.

Można więc śmiało powiedzieć, że jeśli ktokolwiek na świecie miał być przygotowany na wykrycie każdej nieprawidłowości odpowiednio wcześnie, to właśnie on. Paradoks polega jednak na tym, że nawet najbardziej zaawansowany monitoring nie daje gwarancji, iż organizm będzie funkcjonował zgodnie z oczekiwaniami właściciela. Biologia najwyraźniej nie zapoznała się z biznesplanem dotyczącym pokonania starzenia i postanowiła napisać własny scenariusz.

Autoimmunologiczne zapalenie błony śluzowej żołądka nie jest chorobą, o której często mówi się w mediach, jednak jej skutki mogą być bardzo poważne. W przebiegu AIG układ odpornościowy błędnie rozpoznaje własne komórki jako zagrożenie i stopniowo je niszczy. Prowadzi to do zaniku błony śluzowej żołądka, zaburzeń wydzielania kwasu solnego oraz tzw. czynnika wewnętrznego, bez którego organizm nie jest w stanie prawidłowo wchłaniać witaminy B12.

W efekcie mogą pojawić się niedokrwistość, przewlekłe zmęczenie, niedobory żelaza, zaburzenia neurologiczne, a po wielu latach również zwiększone ryzyko rozwoju niektórych nowotworów żołądka. Najbardziej problematyczny pozostaje jednak fakt, że współczesna medycyna nadal nie dysponuje terapią pozwalającą całkowicie zatrzymać proces autoimmunologiczny. Lekarze mogą kontrolować przebieg choroby, wyrównywać niedobory i ograniczać jej następstwa, ale nie są w stanie sprawić, by układ odpornościowy po prostu przestał atakować własny organizm.

To dość niewygodna wiadomość dla człowieka, który od lat przekonuje, że dzięki odpowiedniej technologii niemal każdy problem zdrowotny można sprowadzić do równania oczekującego na rozwiązanie.

Johnson przyznał, że pierwsze sygnały ostrzegawcze pojawiały się już od dawna. Przez lata zmagał się z niewyjaśnionym niedoborem żelaza, a wcześniej rozpoznano u niego również autoimmunologiczną chorobę tarczycy. Mimo ogromnej liczby wykonywanych badań lekarze długo nie potrafili wskazać źródła problemu. Dopiero wykonanie gastroskopii, biopsji błony śluzowej żołądka oraz specjalistycznych badań immunologicznych pozwoliło postawić właściwe rozpoznanie.

Trudno nie dostrzec tu pewnego paradoksu. Gdyby nie jego wręcz obsesyjne podejście do monitorowania własnego zdrowia, diagnoza mogłaby zostać postawiona znacznie później. Można więc powiedzieć, że biohacking nie uchronił go przed chorobą, ale najprawdopodobniej pozwolił ją wykryć szybciej niż u większości pacjentów. To istotna różnica, o której łatwo zapomnieć w internetowych dyskusjach pełnych skrajnych opinii.

Od kilku lat Johnson konsekwentnie buduje wizerunek człowieka przyszłości. Media na całym świecie opisywały jego eksperymenty z transfuzjami osocza od młodszych dawców, niezwykle restrykcyjną dietę, stosowanie ogromnej liczby suplementów oraz codzienne funkcjonowanie podporządkowane jednemu celowi – spowolnieniu biologicznego zegara. Wokół projektu Blueprint powstała niemal filozofia życia, według której odpowiednia ilość danych i technologii ma pozwolić przejąć kontrolę nad procesami zachodzącymi w ludzkim organizmie.

Historia ostatniej diagnozy przypomina jednak, że istnieje zasadnicza różnica między monitorowaniem zdrowia a pełnym kontrolowaniem biologii. Człowiek nie jest komputerem, w którym wystarczy wymienić uszkodzony podzespół i ponownie uruchomić system. Układ odpornościowy nie reaguje na wysokość konta bankowego, liczbę wykonanych badań ani medialne deklaracje o pokonaniu starzenia. W tym sensie choroba Johnsona staje się nie tyle porażką biohackingu, ile przypomnieniem o jego naturalnych ograniczeniach.

Historia Bryana Johnsona nie dowodzi, że biohacking jest bezwartościowy ani że nowoczesna medycyna nie przynosi korzyści. Wręcz przeciwnie – dzięki wyjątkowo szczegółowej diagnostyce udało się wykryć schorzenie, które u wielu osób rozwija się przez lata praktycznie bezobjawowo. Regularne badania, świadome dbanie o zdrowie i korzystanie z osiągnięć współczesnej medycyny pozostają wartościowymi narzędziami profilaktyki.

Jednocześnie trudno nie dostrzec pewnej ironii całej sytuacji. Można przeznaczać miliony dolarów na walkę z upływem czasu, zatrudniać najlepszych specjalistów, analizować tysiące parametrów własnego organizmu i wierzyć, że przyszłość należy do technologii. A potem przychodzi niewielki błąd układu odpornościowego i z rozbrajającą obojętnością przypomina, że Bóg nadal nie podpisał umowy o współpracy z Doliną Krzemową. I właśnie dlatego, mimo wszystkich spektakularnych osiągnięć współczesnej nauki, nieśmiertelność wciaż pozostaje mżonką i utopią bogatych dziwaków.

Polecamy również: Domostawa zaprasza na obchody pamięci ofiar Wołynia

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!