Felietony

Stanisław Michalkiewicz: Triumf „prawdy” i „sprawiedliwości”

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Stanisław Michalkiewicz: Triumf „prawdy” i „sprawiedliwości”

   Młyny sprawiedliwości ludowej wprawdzie mielą powoli, ale jednak mielą – w związku z tym prędzej, czy później – chociaż bywa, że lepiej później, niż prędzej, bo co nagle, to po diable i jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy – sprawiedliwość ludowa wreszcie zatriumfuje. A zatem w naszym bantustanie sprawiedliwość „jęczy w jarzmie” narzuconym przez prezydenta Nawrockiego, którego „na szczęście” właśnie nieubłaganym palcem demaskuje pan red. Bertold Kittel.

Tenże napisał, że „jeszcze nie wiemy wielu rzeczy z przeszłości Karola Nawrockiego” – ale tylko patrzeć, jak się dowiemy – jeszcze pan prezes Święczkowski panoszy się w Trybunale Konstytucyjnym, którego tak naprawdę przecież „nie ma” – podobnie jak Wojskowych Służb Informacyjnych, czy izraelskiej broni jądrowej i jak tylko może tak sekuje sędziów, których albo n ie dopuszcza do „orzekania”, albo  nawet złośliwie dopuszcza – jednak w składzie grożącym strefieniem, toteż nic dziwnego, że prawdziwie niezawiśli sędziowie wolą trzymać się od takiego towarzystwa z daleka.

Mimo, że uwiedzeni putinowską dezinformacją obywatele gromadzą się wokół budynku Trybunału przy Alei patrona Gestapo, Jana Chrystiana Szucha, aby własnymi ciałami zagrodzić drogę ojczystym policjantom, kiedy ci, na polecenie pana ministra Kierwińskiego, na szpicach butów będą wprowadzali do Trybunału Konstytucyjnego ludową praworządność.

A przecież wśród tych wszystkich paroksyzmów, które nie tylko gnębią nasz nieszczęśliwy kraj, ale głęboko zasmucają naszą Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje, obywatela Tuska Donalda i obywatela Żurka Waldemara, przecież pojawiło się światełko w tunelu, zwiastujące triumfalne nadejście słońca sprawiedliwości z mocą wielką i majestatem.

   Mam oczywiście na myśli decyzję pana prokuratora Wojciecha Sitka z Prokuratury Okręgowej w Warszawie o umorzeniu śledztwa przeciwko naszemu Kukuńkowi, czyli byłemu prezydentowi naszego i tak przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju, Lechowi Wałęsie, którego złowrogi Zbigniew Ziobro perfidnie oskarżył o fałszywe zeznania, jakoby dokumenty przekazane do Instytutu Pamięci Narodowej przez panią Marię Kiszczakową, były  – no właśnie!

Przypomnijmy tedy, że w 2016 roku wdowa po generale Czesławie Kiszczaku najpierw chciała sprzedać Instytutowi Pamięci Narodowej świstki na temat Lecha Wałęsy przechowywane przez jej męża w domowym schowku – ale w końcu przekazała wszystko za darmo. Specjalista-archiwista ocenił świstki jako autentyczne, a na domiar złego – Instytut Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna w Krakowie – że to wszystko „same oryginały”.

Ludzie doświadczeni od razu nabrali wątpliwości, czy to aby na pewno „oryginały”, bo przecież mnóstwo obywateli słyszało przechwałki Kukuńka, który twierdził, że „same oryginały”, to on sobie „kupił” – oczywiście nie licząc tych oryginalów, które zwyczajnie zostały wydarte z teczek, jakie pan Andrzej Milczanowski, jako minister spraw wewnętrznych, Kukuńkowi „wypożyczył”. Ale taki był wtedy rozkaz, więc nic dziwnego, że wszystko sprzysięgło się przeciwko Kukuńkowi, chociaż on bez przerwy powtarzał za Józefem Szwejkiem: ja, ludzie kochani, jestem niewinny!

   Na szczęście – jak zauważa poeta – „były w partii siły, co kres tej orgii położyły”. Jeszcze siłą inercji Kukuniek przegrał proces o ochronę dóbr osobistych z doktorem Sławomirem Cenckiewiczem, ale był to już łabędzi śpiew złowrogiego ziobryzmu. Nie będzie Ziobro pluł nam w twarz i Kukuńka plugawił. Stare kiejkuty, które przy takich okazjach z miedzianymi czołami przyznawały, iż przez cały okres komuny „fałszowały” dokumenty, a nawet całe teczki, wykonały telefony, gdzie trzeba i od razu „na mieście inne były już treście” – to znaczy może jeszcze nie tyle „na mieście” – co w kręgach prokuratorskich.

Skoro stare kiejkuty przyznają, że fałszowały, to czyż prokuraturze wypada zaprzeczać? Jasne, że nie wypada, zwłaszcza, jeśli taki jeden z drugim prokurator zaangażowany jest w świętą sprawę praworządności ludowej, która przecież opiera się na wzajemnym zaufaniu  rozmaitych agend demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej. Skoro tak, to całe demokratyczne państwo prawne musi przemawiać jednym głosem, a wrogów ludu traktować bezlitośnie ręką sprawiedliwości „w jedną miażdżącą pięść zaciśniętą”.

Toteż nic dziwnego, że i pan prokurator Wojciech Sitek zachował się w tej sytuacji na poziomie, podejmując decyzję w następstwie której Kukuniek stał się ponad śnieg bielszy, jakby czyjaś Niewidzialna Ręka pokropiła go hyzopem. Jeśli to nie jest triumf ludowej sprawiedliwości, to  nie wiem doprawdy, na co jeszcze czekamy. Jeśli teraz ktoś jeszcze raz podniesie skargę, to – jak pisze Adam Mickiewicz – „dla mnie jego skarga będzie jak psa szczekanie, który tak się wdroży do cierpliwie i długo noszonej obroży, że w końcu gotów kąsać rękę, co ją targa”.

Obywatel Żurek Waldemar, na wieść, że pan prokurator Sitek umorzył postępowanie przeciwko Kukuńkowi, nie posiadał się z radości, jakby to jego własna sprawa została umorzona i jakby go ktoś na sto koni wsadził. Powiedział, że oto nastało „zwycięstwo prawdy”, a poprzednie postępowanie uznał za „absurdalne”. I słuszna jego racja, bo kto to widział, żeby prowadzić jakieś postępowania przeciwko zatwierdzonym „herojam”, którym należy się tylko „sława”, niczym samostijnej Ukrainie?

Prokurator Andrzej Markowski, który wcześniej próbował przedstawić „zarzuty” Wielce Czcigodnemu Giertychowi Romanowi przecież się opamiętał i śledztwo przeciwko niemu „umorzył”, chociaż co do innych ananasów, którzy Najwyższym Postanowieniem nie zostali od stryczka odcięci – tylko je „zawiesił”.

   W tej sytuacji przypominanie o „Informacji o stanie zasobów archiwalnych MSW”, jaką posłom i senatorom doręczył ówczesny minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz 4 czerwca 1992 roku, może tylko dostarczyć ponad śnieg bielszemu Kukuńkowi pryncypialnej amunicji do atakowania dojeżdżaczy. W tej „Informacji” bowiem czytamy, że przed rozpoczęciem niszczenia dokumentacji MSW dotyczącej m.in. konfidentów, wszystkie dokumenty zostały zmikrofilmowane co najmniej w trzech kompletach, „z których dwa są za granicą, a jeden – w kraju”.

Skoro dwa „za granicą” to jeden – na pewno u Putina, a drugi – albo w Waszyngtonie, albo – w Tel Avivie. W takiej sytuacji obecnie Kukuniek każdego powątpiewającego w jego niewinność będzie mógł zdyskredytować, jako kolportera kremlowskich dezinformacji, a kiedy  na skutek politycznych zawirowań w Niemczech, Polska zostanie przekształcona w Generalną Gubernię – to również dezinformacji żymiańskiej.

Polecamy również: PILNE! Ukraiński zamach terrorystyczny w Jarosławiu

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!