Felietony Polska Wiadomości

Stanisław Michalkiewicz: Rozbieramy z uwagą klangor

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Stanisław Michalkiewicz: Rozbieramy z uwagą klangor

Że wśród naszych Umiłowanych Przywódców odsetek bałwanów przekracza i to zdecydowanie, średnią krajową – to wszyscy wiedzą, a jeśli nawet jakimś cudem jeszcze nie wiedzą, to przynajmniej – podejrzewają. Zresztą na niektórych Umiłowanych Przywódców wystarczy popatrzeć, by zaraz nabrać najgorszych podejrzeń. Żadnych nazwisk oczywiście wymieniał nie będę, bo nadal wisi nade mną kondemnatka – ale każdy może podstawić sobie jakieś ulubione nazwisko – a ja nie będę protestował.

Czym innym jednak są podejrzenia, a nawet – tak zwana wiedza potoczna, którą nienawistne sądy w swoim żargonie  nazywają „notoryjnością powszechną” – a czym innym – twarde dowody i to dostarczone przez samych delikwentów. No i właśnie dowodów na bęcwalstwo dostarczył nam osobiście obywatel Tusk Donald, a myślę, że nie jest w tym odosobniony, bo przecież otoczony jest zgrają doradców doskonałych, do których w swoim czasie zaliczał się Mateusz Morawiecki. Ale incipiam.

   Kilka dni temu pan prezydent Karol Nawrocki wręczył nominacje na asesorów sądowych ponad 200 osobom. Asesorem sądowym może zostać aplikant, który zdał sędziowski egzamin. Więc pan prezydent wręczył nominacje na asesorów sądowych ponad 200 takim osobom. Najpierw klangor z tego powodu podniósł obywatel Żurek Waldemar – że zbrodnia to niesłychana. Początkowo myślałem, że Żurku Waldemaru nie podobają się ci asesorowie, ponieważ mogli zostać rekomendowani przez „nieprawidłowo obsadzoną” Krajową Radę Sądownictwa.

Ale przecież, odkąd w Krajowej Radzie Sądownictwa zasiada swoim zadem Wielce Czcigodna Anna Maria Żydowska, to znaczy – pardon; oczywiście Anna Maria Żukowska  i Wielce Czcigodna Kamila Gasiuk-Pichowicz, co to najpierw była w Nowoczesnej, a potem została skierowana do Volksdeutsche Partei, to nieomylny to znak, że KRS została obsadzona prawidłowymi zadami. Wkrótce jednak wszystko się wyjaśniło – że pan prezydent Karol Nawrocki nie poczekał z wręczeniem nominacji asesorskich na kontrasygnatę obywatela Tuska Donalda.

W związku z tym, w atmosferze klangoru podniesionego przez stado autorytetów moralnych, obywatel Tusk Donald rzutem na taśmę uratował socjalistyczną praworządność, składając podpis na jakiejś kartce oprawionej w czerwone okładki. Powiedział przy tym, że pan prezydent Karol Nawrocki „nie dopełnił obowiązku”, czyli nie zwrócił się do niego po kontrasygnatę.

   Sęk jednak w tym, ze konstytucja z 1997 roku takiej kontrasygnaty wcale nie wymaga. Art. 144 wprawdzie formułuje zasadę, że „akty urzędowe” prezydenta wymagają dla swej ważności kontrasygnaty premiera, który w ten sposób przyjmuje odpowiedzialność przed Sejmem za to, co podpisał – ale ust. 3 tego artykułu konstytucji enumeratywnie wylicza wyjątki – kiedy taka kontrasygnata nie jest wymagana. W punkcie 17 ustępu 3 art. 144 konstytucji czytamy zatem, że kontrasygnata prezesa Rady Ministrów nie jest wymagana przy „powoływaniu sędziów”.

Wystarczyłoby zatem, gdyby obywatel Tusk Donald, albo któryś ze zgrai jego doradców doskonałych, albo w ostateczności – obywatel Żurek Waldemar – zwyczajnie zajrzał do konstytucji i sprawdził, jak się sprawy mają. Aliści nawet gdyby zajrzał, to – kto wie – mógłby nabrać wątpliwości. Chodzi o to, że wspomniany punkt mówi o „powoływaniu sędziów” natomiast o asesorach – cyt. W związku z tym ci jurysprudensi mogliby sobie wykombinować, że jeśli chodzi o  powoływanie sędziów, to może kontrasygnata rzeczywiście wymagana nie jest – ale za to przy mianowaniu asesorów – już jest obowiązkowa.

Na co mogliby się powołać? Ano – na to, że punkt 17 ustępu 3 art. 144 konstytucji ma charakter wyjątku, a wyjątków nie powinno się interpretować rozszerzająco. Jeśli zatem punkt 17 mówi o powoływaniu sędziów, a o asesorach nie wspomina, to znaczy, ze w przypadku mianowania asesorów trzeba najsampierw uzyskać kontrasygnatę. W przeciwnym razie nominacje będą nieważne, a w konsekwencji – nieważne będą też wszystkie orzeczenia wydane przez tych mianowańców.

   Na pierwszy rzut oka trzyma się to kupy – ale na drugim rzut oka widać, że mamy tu do czynienia z tak zwanym kretynizmem prawniczym. Ten kretynizm prawniczy to prawdziwa plaga, prawdziwa epidemia, która z zagadkowych przyczyn poraziła tubylczy wymiar sprawiedliwości. Pewne światło na przyczyny tej epidemii rzuca okoliczność, że w 1968 roku wydziały prawa tubylczych uniwersytetów zalała inwazja tak zwanych „marcowych docentów” – to znaczy – hebesów cieszących się poparciem bezpieki.

W latach 70-tych umocnili oni swoją pozycję, no a pełen rozkwit ich potęgi przypadł na lata 80-te, po wprowadzeniu stanu wojennego. Na zasadzie „uczył Marcin Marcina”, „marcowi docenci” wykształcili masę kretynów prawniczych, którzy potem obsadzili stanowiska w wymiarze sprawiedliwości – i tak już zostało.

Zwłaszcza gdy w roku 1990, kiedy to PZPR, jako pas transmisyjny bezpieki do sądownictwa została zastąpiona przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich  „Iustitia”, do którego dołączyło stowarzyszenie „Themis” – nawet w swojej nazwie nawiązujące do operacji „Temida”, którą prowadziła ABW w celu werbunku agentury w środowisku sędziowskim.

   No dobrze – ale jak jest naprawdę z tym mianowaniem asesorów  – czy w tym przypadku kontrasygnata jest konieczna dla ważności decyzji prezydenta, czy przeciwnie – nie jest wymagana?  Z pomocą przychodzą nam zasady wykładni prawa, których za moich czasów studenci uczyli się już na pierwszym roku. Jedną z tych zasad jest  „argumentum a maiori ad minus” – wskazująca, że komu wolno czynić więcej, temu wolno czynić mniej.

Jeśli zatem prezydentowi wolno bez kontrasygnaty premiera mianować sędziów – nawet Sądu Najwyższego – to tym bardziej wolno mu bez kontrasygnaty mianować asesorów – bo stanowisko asesora w hierarchii stoi niżej od stanowiska sędziego.  Inną zasadą wykładni jest argumentum a minori ad maius, która stanowi, że komu nie wolno czynić mniej, temu – tym bardziej – nie wolno czynić więcej, Trzecią wreszcie (bo Rzymianie uważali, że omne trinum perfectum, to znaczy – doskonałe jest wszystko, co potrójne) – zasadą wykładni jest argumentum a contrario – to znaczy – wnioskowanie z przeciwieństw.

Na przykład art 7 konstytucji stanowi, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. W przypadku obywateli formuła działania praworządnego jest inna: dozwolone jest wszystko, co nie jest zakazane a w przypadku organów władzy – dozwolone jest tylko to, co dozwolone. Ale na to, co dozwolone, naprowadzają nas zasady wykładni, które wyżej przedstawiłem. Klangor podniesiony przez premiera Tuska i jego otoczenie pokazuje, że to hebesy – co utwierdza nas w przekonaniu, że naszym nieszczęśliwym krajem kieruje banda bęcwałów.

Polecamy również: Chrześcijanie pod ostrzałem. Seria ataków w Izraelu

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!