Felietony

Stanisław Michalkiewicz: Co ukrywa Książę-Małżonek?

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Stanisław Michalkiewicz: Co ukrywa Książę-Małżonek?

Postępowanie naszych Umiłowanych Przywódców nie tylko zaczyna coraz głębiej wkraczać w rejony psychiatryczne, ale coraz częściej  wywołuje niezamierzony efekt komiczny. Na przykład 26 lutego Książę-Małżonek Sikorski Radosław wygłosił w Sejmie pogadankę, pretensjonalnie zatytułowaną: “expose”, a poświęconą “polityce zagranicznej” naszego bantsustanu.

Już samo to wydarzenia dostarcza niezamierzonego efektu komicznego z tej przyczyny, że wszyscy wiedzą, iż uprawianie jakiejkolwiek polityki, a zwłaszcza – polityki zagranicznej – nasi Umiłowani Przywódcy mają od naszych większych i mniejszych sojuszników surowo zakazane. Na przykład obywatel Tusk Donald żadnej “polityki zagranicznej” nie uprawsia, tylko wykonuje zadania zlecone mu jak nie przez Reichsfuhrerin Urszulę Wodęleje, to, prrzez niemieckiego kanclerza Fryderyka Merza, a w ostateczności – od jakiegoś funkcjonarusza BND, pracującego na kierunku polskim.

Tym bardziej zadnej polityki zagranicznej prowadzić nie może Książę-Małżonek – a w tej sytuacji trudno się dziwić, że posłowie PiS opuścili salę. wie I nie zawiedli się, bo Książę-Małżonek w pewwnym momencie zaczął przechwalać się medalami, jakie podczas zimowych Igrzysk Olimpijskich zdobyli zawodnicy występujący w barwach członkowskich bantustanów Unii Europejskiej. W tym miejscu nawet ministrowie z Kancelarii Prezydenta, którzy – podobnie jak i on sam – dotychczas usiłowali hamować narastające rozbawienie, nie wytrzymali i parsknęli zdrowym śmiechem.

Podobną sytuację opisuje Karol Olgierd Borchardt, jak to podczas upalnej pogody szef kuchni transatlantyka zadecydował się podać pasażerom chłodnik litewski. Panie siedzące przy kapitańskim stole ubrały sie do obiadu bardzo lekko. Na biodrach miały plażowe fantazje, a biusty przesłoniły jakimiś improwizacjami. I stało się, że kiedy jedna z nich sięgnęła po sól, czy coś takiego, biała pierś uwolniła się z materiału i plusnęła prosto w talerz z chłodnikiem.

Nieostrożna pani chwyciła serwetkę i opuściła jadalnię, a pasażerowie, którzy już-już mieli dać upust wesołości, na widok kapitana Mamerta Stankiewicza natychmiast przybrali solenne miny, a tylko sprawiali wrażenie, jakby się dusili. Tymczasem kapitan jadł spokojnie, starając się nie skończyć dania przed innymi biesiadnikami. Wreszcie obiad dobiegł końca, a pasażerowie mogli opuścić jadalnię i dać wyraz swej radości.

Padali sobie w objęcia, zaśmiewali się do łez tym skwapliwiej, im dłużej musieli swoje rozbawienie hamować. Podobnie zareagowali ministrowie z Kancelarii Prezydenta  na olimpijskie przechwałki Księcia-Małżonka.

Bo Książę-Małżonek zachowuje się tak, jakby naprawdę myślał, że jest ministsrem spraw zagranicznych uprawiającym jakąś politykę. Tymczasem ani wymyślanie Putinowi nie jest żadną polityką, ani pisanie na Twiterze nie jest żadną polityką, ani wreszcie nie jest żadną polityką wysługiwanie się ukraińskim oligarchom. Tymczasem Książę-Małżonek swoją służalczość posuwa do tego stopnia, że z miedzianym człołem powtarza propagandowe wynalazki ukraińskiego Sztabu Generalnego, że Ukraina “broni Europy”, a nawet świata prd rosyjskim imperializmem.

Z punktu widzenia ukraińskiego ten wynalazek jest oczywiście całkowicie racjonalny – bo służy  jako pozór uzasadnienia ukraińskiej postawy roszczeniowej wobec Europy – ale żeby ttaki duży chłopczyk, jak Książę-Małżonek wierzył w takie rzeczy i nie wstydził się głośno ich powtarzać – tego już chyba za wiele. Podobnie z gadaniem o “sprawiedliwym pokoju” na Ukrainie. Co to konkretnie ma znaczyć?

Ponieważ prezydent Zełeński nie chce – a chyba instynkt samozachowawczy podpowiada mu – że nie może zgodzić się na ustępstwa terytorialne bez ryzyka, że ukraińskie rezuny uriezają mu głowę, to zrozumiałe, a w tej sytuacji “sprawiedliwy pokój” może oznaczać tyloo jedno – że Ukraina liczy na jakąś terytorialną rekompensatę. Tak najwyraźniej myśli wiceminister nauki w vaginecie obywatela Tuska Donalda Adrzej Szeptycki, stojąc na nieubłaganym gruncie “historycznych fracji”. Chodzi o to, że państwo ukraińskie jest wynalazkiem niemieckim.

Niemcy w roku 1917 wykroili z części okupowanego przez siebie obszaru teren Ukraińskiej Republiki Ludowej, a Cesarstwo Austro-Węgierskie przekazało temu państwu część obszaru zagarniętego podczas rozbiorów Polski: Galicję Wschodnią, a także obszar dzisiejszego województwa podkarpackiego oraz małopolskiego – mniej więcej do Gorlic a także część województwa lubelskiego – aż do Podlasia. Ciekawe, co w takim razie ma na myśli Książę-Małżonek, kiedy powtarza slogany o “sprawiedliwym pokoju” dla Ukrainy?

Czy służalczość swoją wobec tego państwa gotów jest posunąć tak daleko, by w imieniu naszego bantustanu nie tylko podpisać zgodę na taką cesję terytorium, ale również – by przekonywać nas do tego tak samo arogancko, jak obecnie próbuje przekonywać do programu SAFE? Myślę, że Niemcom taka rekompensata dla Ukrainy kosztem Polski nic by nie przeszkadzała, a w tej sytuacji nie tylko obywatel Tusk Donald, ale i Książę-Małżonek mógłby za tym gardłować bez ryzyka, że narazi się swoim mocodawcom i zleceniodawcom.

Ciekawe, czy pan prezysent Karol Nawrocki mówiąc, że Książę-Małżonek w swoim expose był nie dość “asertywny” wobec Komisji Europejskiej. Jeszcze tego brakowało! Podejrzewam, że na samą myśl o takiej “asertywności” Książę-Małżonek prędzej splamiłby mundur bo obawia się, że razem z obywaftelem Tuskiem zostałby zdmuchnięty, jak gromnica.

Tymczasem prezydent Donald Trump, najwyraźniej uskrzydlony wygłoszonym onegdaj orędziem o stanie państwa, odgraża się, że zakończy wojnę na Ukrainie do czerwca, a najpóźniej – do 4 lipca. Pewnie tak nie będzie – ale optymistycznie załóżmy, że amerykański prezydent jakimści sposobem tego dokona. Ponieważ obecnie kością niezgody są terytoria, to czy najprościej nie mógłby przekonać prezydenta Zełeńskiego do skorzystania z terytorialnej rekompensaty?

I wilk byłby syty i owca cała – no a Polska ma przecież z Ukrainą umowę z 2 grudnia 2016 roku, więc czy choćby na tej podstawie  nie mogłaby nieodpłatnie odstąpić Ukrainie opisaną wyżej część terytorium? Przy okazji można by załatwić dokończenie procesu zjednoczenia Niemiec według granicy z 1937 roku – bo o takiej własnie wspomina art. 116 niemieckiej konstytucji, no a z reszty terytorium Żydowie mogliby realizować swoje roszczenia majątkowe, zgodnie z amerykańską ustawą nr 447.

Ciekawe, jak taką propozycję potraktowałby Książę-Małżonek – no bo nie mam wątpliwości, że obywatel Tusk Donald  tylko by temu przyklasnął. Szkoda, że o takiej możliwości nie wspomniał w swoim expose – byłoby jeszcze weselej.

Polecamy również: Katastrofa polityki unijnej: skuteczna jest tylko 1/4 deportacji nachodźców

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!