Felietony

Marzenia przekwitających dziewcząt

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Młodsze pokolenie postępaków, podobnie jak ich przeciwników, czyta coraz mniej, chyba, że SMS-y, toteż chociaż chciałoby przeżyć rewolucyjną przygodę, to nie bardzo wie, jak właściwie ta rewolucja wygląda, a zwłaszcza – do czego rewolucjoniści powinni dążyć. Inna rzecz, że podobne rozterki przeżywali uczestnicy sławnej rewolucji bolszewickiej w Rosji, co ilustruje anegdotka o wielkiej księżnej. Wielką księżnę obudziły strzały i hałasy na ulicy, więc przywołała pokojówkę i powiada jej: wyjrzyj gołąbeczko na dwór i dowiedz się, dlaczego tam tak hałasują. Pokojówka wraca po chwili i powiada: proszę księżnej pani, właśnie wybuchła rewolucja. – Rewolucja, powiadasz – zamyśliła się księżna, która z dzieciństwa pamiętała jeszcze bunt dekabrystów – a czegóż to chcą ci rewolucjoniści? – Oni – powiada pokojówka – chcą, żeby nie było bogatych. No i jak wiemy – nie było, bo bolszewicy starali się ograbić i pozabijać wszystkich – oczywiście z wyjątkiem tych, którzy uciekli – i tak było aż do pieriestrojki, kiedy to w Rosji znowu pojawili się tak zwani „oligarchowie”, czyli żydowscy arywiści, pełniący zresztą rolę tak zwanych „słupów” starego finansowego grandziarza Jerzego Sorosa. Aliści zimny ruski czekista Putin, którego ci „oligarchowie” wysunęli na stanowisko wezyra, co to miał zastąpić starego pijanicę Jelcyna, wszystkich ich wykiwał, co znakomicie ilustruje trafność spostrzeżenia pewnego niemieckiego księcia, który jeszcze w Średniowieczu zauważył, że Żydzi są jak gąbka; jak już dobrze nasiąkną, to my ich wyciskamy.

Wróćmy jednak – jak powiadają Francuzi – a nos moutons, czyli do naszych baranów, znaczy – postępaków, którzy chcieliby przeżyć rewolucyjną przygodę. Wspomina o tych marzeniach – bo to przecież nie jest wynalazek dni ostatnich – Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Bania w Paryżu”: „Choć nie jest im dokładnie znane, jak posługiwać się naganem („Gdzież do cholery jest ten spust?!”), to szczytem ich największych marzeń jest być czerwonym komisarzem, z którego zaciśniętych ust to przecudowne zdanie pada: „Rasstrieliwat` burżujów nada!” jestem pewien, że takie właśnie marzenie pielęgnuje w głębi swego gorejącego serca pani Maria Lempart – oczywiście między innymi marzeniami, bo nie od dziś wiadomo, że marzenia pojawiają się po to, by wypełnić jakieś niedostatki z tak zwanej rzeczywistości. Być może właśnie dlatego pani Lempart dopuściła sobie do głowy, że PiS dybie na „ciała” kobiet, specjalnie zaś – na ich „macice”, które chciałby albo zagwoździć, albo zaszpuntować, co w rezultacie na jedno wychodzi. Jestem pewien, że gdyby panią Lempart zbadał dokładnie jakiś psychoanalityk, to takie badania niesłychanie wzbogaciłyby medycynę – ale na razie pani Lempart nie ma czasu na takie eksperymenty, bo dowodzi „strajkiem kobiet”, które przez starych kiejkutów, wysługujących się cudzoziemskim centralom wywiadowczym, zostały rzucone na seksualny odcinek frontu walki o praworządność i demokrację w naszym nieszczęśliwym kraju. Najwyraźniej i pani Lempart musiała odebrać już jakieś instrukcje, czy może nawet rozkazy bojowe, bo twierdzi, że „musimy” zdecydować się na „rozwiązania siłowe”. Znaczy – na rewolucję.

Najgorsze są nieproszone rady, ale w ramach chrześcijańskich uczynków miłosiernych co do duszy („nieumiejętnych nauczać”) chciałbym podpowiedzieć pani Marii Lempart, by – zanim już wyjdzie ze swoją „macicą” na ulicę gwoli demonstracji siły – najpierw zajrzała do „Manifestu komunistycznego” spółki autorskiej Marks&Engels i przekonała się, co ci teoretycy rewolucji przygotowali kobietom. Chodzi mi oczywiście o „wspólnotę żon”, o której w „manifeście” mowa, a która musiała należeć do istotnych celów komunistycznej rewolucji, skoro obydwaj Autorzy ani na chwilę o niej nie zapomnieli. Wynika z tego, że w razie zwycięstwa rewolucji, do której pani Lempart nawołuje, musiałaby i ona udostępnić swoją „macicę” każdemu chętnemu rewolucjoniście, który w przeciwnym razie mógłby poczuć się „wykluczony”, a kto wie, czy nie „dyskryminowany”. Być może początkowo taka sytuacja może wyglądać atrakcyjnie, ale po pewnym czasie staje się nużąca, a wreszcie nieznośna, zwłaszcza w sytuacji, gdyby panią Lempart, dajmy na to, bolała głowa, a tu natarczywy rewolucjonista próbowałby per fas et nefas dostać się do sanktuarium jej „ciała”. W takiej sytuacji nawet PiS mógłby się jej wydać jakąś alternatywą. Nie bez kozery zatem starożytny filozof Platon przestrzegał wszystkich narwańców przed lekkomyślnymi próbami realizowania wszystkich swoich marzeń: „Nieszczęsny! Będziesz miał to, czegoś chciał!”

Dlatego lepiej takich ostrzegać w miarę wcześnie – o czym przekonałem się podczas pobytu we Francji na winobraniu w roku bodajże 1978. Pracowaliśmy w okręgu winiarskim Beaujolais, a w naszej ekipie był również Grek imieniem Jorko. Ten Jorko deklarował się, jako płomienny zwolennik socjalistycznej rewolucji, która wszystkich burżujów… – i tak dalej. Toteż któregoś razu zwróciłem mu uwagę, że jeśli by, dajmy na to, teraz wybuchła upragniona przezeń rewolucja, to już następnego dnia zabrakłoby bagietek. – Jak to – zdumiał się Jorko, któremu taka możliwość najwyraźniej nigdy wcześnie nie przyszła do głowy. – Ano tak to – odparłem. – Cóż ty sobie myślisz, że tylko ty robiłbyś rewolucję, a piekarze po staremu musieliby tyrać po piekarniach? Przecież rewolucja bez proletariatu, to żadna rewolucja, więc piekarze muszą być i to w dodatku – w awangardzie. A jak oni będą w awangardzie, no to powiedz sam – czy w takiej sytuacji mogą jeszcze wypiekać bagietki? Jasne, że nie mogą, więc w rezultacie bagietek nie będzie. Na takie dictum Jorko się zadumał i nietrudno było się domyślić, że w jego sercu zakiełkowała straszliwa wątpliwość, czy aby na pewno powinien pragnąć rewolucji. W przypadku pani Marii Lemparti mogłoby być jeszcze gorzej, bo skoro nawołuje ona do „rozwiązań siłowych”, to powinna zdawać sobie sprawę, że w takiej sytuacji doszłoby do zmiany konwencji polegającej między innymi na tym, że i wobec niej zostałaby zastosowana siła i to w najbardziej brutalnej formie, bez żadnej staroświeckiej rewerencji. Na przykład mogłaby zostać wykorzystana przez cały pluton Kozaków, a potem zastrzelona gwoli ułatwienia sądowi polowemu zamknięcia w tej sprawie dochodzenia – i tak dalej i tak dalej. A skoro już o Kozakach mowa, to warto wspomnieć, że Rosjanie mają na okoliczność marzeń pani Marii Lempart stosowne porzekadło: „s żyru biesitsia”, co mniej więcej oznacza, że ktoś z dobrobytu głupieje, to znaczy – traci poczucie rzeczywistości, a zwłaszcza – zapomina, skąd wyrastają mu nogi.

Autor jest stałym publicystą czasopisma Magna Polonia. Zachęcamy do zapoznania się ze spisem treści i zakupu! https://www.magnapolonia.org/sklep/

Kupując pomagacie odbudować rodzime media.

Stanisław Michalkiewicz

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!