Komisja ds. kultury, polityki informacyjnej i promocji Lwowskiej Rady Obwodowej poparła projekt ogłoszenia 2027 roku Rokiem Romana Szuchewycza, Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz Ołeha Ołżycza. Inicjatywa została uzasadniona przypadającymi w 2027 roku rocznicami – 120. rocznicą urodzin Romana Szuchewycza i Ołeha Ołżycza oraz 85. rocznicą utworzenia UPA. Projekt ma jeszcze zostać rozpatrzony przez radę obwodową. Źródłem tej informacji jest sama Lwowska Rada Obwodowa, która opublikowała komunikat opisujący decyzję komisji.
Kierowane przez banderowca Andrija Sadowego miasto Lwów chce ustanowić 2027 rok rokiem Szuchewycza i UPA. Dla Polski decyzja ta ma wymiar znacznie wykraczający poza lokalną politykę pamięci. Roman Szuchewycz pozostaje bowiem jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci XX wieku. Był głównym dowódcą UPA oraz jednym z czołowych działaczy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
W polskiej historiografii oraz w stanowiskach Instytutu Pamięci Narodowej jest uznawany za jednego z głównych odpowiedzialnych za zbrodnie popełnione na ludności polskiej podczas rzezi wołyńskiej i czystek etnicznych w Małopolsce Wschodniej. Równocześnie, neonazistowskie władze ukraińskie postrzegają go przede wszystkim jako symbol walki o niepodległość przeciwko Związkowi Sowieckiemu.
Na zachodniej Ukrainie od wielu lat obserwuje się oficjalne działania upamiętniające działaczy OUN i UPA. Powstają pomniki, organizowane są marsze rocznicowe, nadawane są nazwy ulic, a lokalne samorządy podejmują uchwały honorujące ich działalność. Najnowsza inicjatywa władz obwodu lwowskiego wpisuje się właśnie w ten nurt polityki historycznej.
Z polskiego punktu widzenia oficjalne gloryfikowanie osób odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności cywilnej jest nie do zaakceptowania. Państwa europejskie co do zasady nie budują współczesnej tożsamości poprzez honorowanie przywódców organizacji kolaborujących z Hitlerem, na których dodatkowo ciążą zarzuty organizowania zbrodni przeciwko ludności cywilnej. I nie ma tu znaczenia fakt, czy dana postać walczyła potem z innym okupantem, czy totalitarnym reżimem.
Szczególnie obrzydliwa pozostaje osoba Romana Szuchewycza. To on jako dowódca UPA nakazał dokonanie na Kresach czystki etnicznej. Wcześniej służył w batalionie „Nachtigall”, utworzonym przy współudziale niemieckiej Abwehry, oraz w strukturach podporządkowanych niemieckim formacjom policyjnym. Historycy od wielu lat dyskutują nad zakresem jego odpowiedzialności za konkretne wydarzenia, jednak sam fakt jego współpracy z III Rzeszą w czasie, gdy odnosiła sukcesy, nie budzi większych sporów w literaturze historycznej. Dopiero gdy Niemcom powinęła się noga, Szuchewycz przefarbował się na „demokratę”.
Trudno oczekiwać, aby Polska akceptowała państwowe lub samorządowe honorowanie ludzi odpowiedzialnych za masowe zbrodnie na polskiej ludności. Prawdziwe pojednanie wymaga uznania cierpienia obu narodów, prowadzenia badań historycznych oraz zgody na ekshumacje ofiar. Budowanie pamięci narodowej wokół postaci zbrodniarzy i hitlerowskich kolaborantów prowadzi jedynie do pogłębiania nieufności i otwartego konfliktu. Niestety, wiele wskazuje, że na tym konflikcie Ukraińcom zależy. O co im chodzi? Prawdopodobnie chcą zrzucić na Polaków winę za swoją rychłą klęskę w wojnie z Rosją.
Polecamy również: Domostawa zaprasza na obchody pamięci ofiar Wołynia
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





