Laicka Francja niszczy wiarę katolików
W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się, że część antykatolickich planów liberałów i masonów we Francji się nie spełni, inne zaś niestety, ale przeszły. Z jednej strony chciano bowiem wprowadzić ustawę, która miałaby godzić w tajemnicę świętej spowiedzi. Z drugiej zaś strony lada dzień „poprawione” zostaną witraże w katedrze Notre Dame.
Katolicy w laickiej Francji nie mają lekkiego życia. Wprawdzie wzrasta liczba wiernych przywiązanych do tradycyjnej liturgii, ale jednocześnie państwo co chwila przypomina o tym, że w wielu aspektach Kościół we Francji, podlega właśnie jemu i w zasadzie ma bardzo mało do powiedzenia. Tak było i tym razem. Parlament usiłował bowiem podjąć uchwałę, która mogłaby doprowadzić do tego, że katolickie duchowieństwo byłoby zmuszane, aby łamać tajemnicę spowiedzi.
Powodem takiego pomysłu legislacyjnego były nadużycia na tle seksualnym, z którymi oczywiście należy walczyć, ale nie w idiotyczny sposób. Jak bowiem inaczej nazwać bluźniercze i świętokradcze wykwity pseudointelektualne zlaicyzowanych polityków? Zaproponowane rozwiązanie w niczym by nie pomogło. Dzieje się tak dlatego, że kapłani nie mogą wyjawiać grzechów swoich penitentów i to pod groźbą ekskomuniki. Jest to jedno z najcięższych przewinień wymienionych w prawie kanonicznym.
To co usiłowano przeforsować przypomina raczej narzędzie opresji, które ostatecznie dawałoby lewar prawny do łamania sumień duchownych. Co więcej tajemnica spowiedzi chroni ofiary, które wiedzą, że to z czym przyszły, pozostanie właśnie tajemnicą.
Absurd tego typu oczekiwań można zobrazować przykładem św. Jana Nepomucena, który jako spowiednik królowej Zofii, małżonki króla Wacława IV, poniósł męczeńską śmierć właśnie za to, że nie wyjawił tajemnicy spowiedzi swej penitentki. Król, choć sam wiódł rozpustne życie, podejrzewał królową o zdradę. Siłą usiłował przymusić św. Jana do złamania tajemnicy konfesjonału.
Po ciężkich torturach, które zakończyły się wyrwaniem języka za pomocą stalowych kleszczy, św. Janowi przywiązano kamienie do szyi i po zrzuceniu go z mostu, utopiono w Wełtawie. Język świętego przechował się do naszych czasów w artystycznie ozdobionym relikwiarzu, który znajduje się w praskiej katedrze. Tyle, jeśli idzie o przykłady.
W poniedziałek tuż przed północą (1 czerwca) francuscy parlamentarzyści jednogłośnie przyjęli projekt ustawy, która ma na celu poprawienie ochrony dzieci zarówno w szkołach, jak i innych placówkach edukacyjnych. Z ustawy, dosłownie na ostatniej prostej, wykreślono zapis naruszający tajemnicę spowiedzi. Nie doszło więc do zalegalizowania absurdalnych przepisów. Laicka Francja poniosła porażkę.
Na tym jednak nie koniec szalonych planów liberalnej władzy państwowej. Za pewne każdy z nas pamięta chwile grozy związane z pożarem jaki wybuchł w nocy 15 kwietnia 2019 r., w słynnej katedrze Notre Dame de Paris. Jak wiemy katedrę udało się odbudować dzięki ogromnej ofiarności ludzi z całego świata. Tutaj jednak dobre wiadomości się kończą.
Z inicjatywy prezydenta republiki – Emmanuela Macrona – ma dojść do wymiany sześciu zabytkowych witraży, które pochodzą jeszcze z 1864 r. i szczęśliwie, bez żadnego uszczerbku, przetrwały wspomniany pożar. Nie ma więc żadnego poważnego uzasadnienia, aby wydać 4 miliony euro na ich usunięcie. Jedynym powodem jest kaprys prezydenta, który zażyczył sobie, aby w bazylice pozostał ślad po XXI w. Jakby faktycznie było o czym pamiętać. Ofiarą jego bezmyślnej zachcianki padły witraże zaprojektowane przez dwóch znamienitych rzemieślników: Eugène Viollet-le-Duc i Jean-Baptiste Lassus.
Nie obeszło się bez protestów, choć te ostatecznie nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Pomogły natomiast uratować witraże przed zniszczeniem lub całkowitym zapomnieniem. W protesty włączyły się stowarzyszenia, które mają na celu ochronę zabytków, min. Sites et monuments i SOS Paris. Bardzo prężnie działał prezes Sites et Monuments, Julien Lacaze.
Uruchomiono także petycję protestacyjną, pod którą podpisało się ponad 340 tys. osób. Niewiele to jednak dało. Francja uparła się, żeby podeptać swoje dziedzictwo, bo prezydent tak chciał. Finalnie zabytkowe witraże będą prezentowane w Cité de l’architecture et du patrimoine, przy Place du Trocadéro w Paryżu, jak i w Château de Pierrefonds w departamencie Oise. Tyle z tego dobrego.
Czym zostaną zastąpione? Pracami laureatki konkursu, wybranej spośród ponad 80 osób, artystki działającej rzecz jasna w obszarze sztuki współczesnej – Claire Tabouret. Witraże wykona francuska firma specjalizująca się w produkcji witraży, Simon-Marq. Co przedstawiają te „dzieła” sztuki? Grupę ludzi, którzy trzymają się za ręce. Ludzi różnych kultur i wyznań. Wydaje się, że widać tu pewne odniesienie do wydarzeń w stylu Asyżu, czyli zbiegowiska wszelkiej maści heretyków.
Symbolika jest jasna. Równość, braterstwo i wolność – ideały republiki. Mało ma to jednak wspólnego z miejscem, w jakim będą umieszczone. Czy płomienie nad głowami ludzi, którzy stoją w grupie ma nawiązywać do zesłania Ducha Świętego? Jeśli tak, to trzeba zastrzec, że wśród apostołów nie było, aż tak wielkiej różnicy etnicznej jak na witrażach pani Tabouret. Sama wymiana długo nie potrwa. Rozpocznie się jeszcze w czerwcu tego roku, a jej ukończenie planuje się na październik.
A wy co na nich widzicie?


Polecamy również: Wilno mówi „dość”. Katolicy kontra marsz LGBT
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




