Historia

„Krwawa Julka” – najsłynniejsza agentka gestapo

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Helena Mathea, zwana Matejanką, używająca pseudonimów „Jula” i „Lu”, pochodziła z patriotycznej rodziny z Katowic – Ligoty. Przed wojną należała do harcerstwa. Przy tym była kobietą niezwykłej urody. Wysoka, zgrabna, z długimi blond włosami, obdarzona promiennym uśmiechem – mężczyźni wprost szaleli na jej punkcie. Czy to ona stała za aresztowaniem Karola Kornasa, którego była łączniczką? Nie ma na to bezpośrednich dowodów, ale wiele wskazuje na to, że już wówczas była agentką gestapo. Przypomnijmy, że Karol Kornas, szef sztabu Okręgu Śląskiego ZWZ, został aresztowany przez gestapo 17 listopada 1940 roku.

Ludwik Walczak, zanim został aresztowany, osobiście nie znał Matejanki. Na przełomie wiosny i lata 1941 roku był on przesłuchiwany w więziennej izbie chorych przez gestapowca nazwiskiem Marol, któremu towarzyszyła – jak to określił – piękna blondynka. Zeznania składał po niemiecku, a gdy miał problem ze znalezieniem właściwego słowa po niemiecku, to wtrącała się owa blondynka, która tłumaczyła je z polskiego na niemiecki. Później dowiedział się, że ową blondynką była Matejanka, której to jednak nie znał z pracy konspiracyjnej, bowiem jego łączniczką była „Genia” (Wanda Kurkówna z Tarnowskich Gór, nauczycielka z Piotrowic).

Walczak miał się potem dowiedzieć od Józefa Pukowca, komendanta Śląskiej Chorągwi Harcerzy i zarazem szefa Biura Informacji i Propagandy Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ, aresztowanego 18 grudnia 1940 r., ściętego na gilotynie w Katowicach 14 sierpnia 1942 roku, że podobno w maju 1940 roku został zatrzymany przez gestapo, a następnie zwolniony ojciec Matejanki. Zdaniem Pukowca, to wtedy Matejanka miała podjąć współpracę z gestapo („w zamian za uwolnienie ojca”). Pukowiec miał nadto oświadczyć, że to Matejanka sypnęła Glaglę i Aniołów, bowiem Gestapo, przychodząc po tych ostatnich, świetnie orientowało się w rozkładzie budynku, wiedząc, gdzie znajduje się drukarnia.

Jak wynika z relacji Jerzego Janoty, do konspiracji wciągnął Matejankę właśnie Bronisław Anioł. Była dyspozycyjna, aktywna i wkrótce została łączniczką. To właśnie w domu Aniołów w Ligocie – Zadolu drukowana była gazetka „Świt”. Bronisław Anioł został aresztowany, a następnie skazany na karę śmieci przez ścięcie. Jerzy Janota ps. „Jan” z Ligoty był kurierem Delegatury Rządu RP na Okręg Śląski i jeździł z pocztą konspiracyjną do Warszawy. On to zawiózł do Warszawy, do Alojzego Targa, gryps od Bronisława Anioła, który zaczynał się od słów „Uważajcie na Helę Matejankę”. Dalej w grypsie tym Bronisław Anioł miał napisać, że Matejanka była na jego przesłuchaniu i gdy on wypierał się, ona właśnie uderzyła go w twarz.

Warto w tym kontekście przywołać wspomnienia siostry Jerzego Rudy ps. „Jolly”, która chodziła do siedziby gestapo, mieszczącej się na ul. Powstańców w Katowicach, prosząc o możliwość widzenia z bratem:

„Wchodząc do budynku widziałam ją [Matejankę] jak siedziała w fotelach w wykuszu, roześmianą w towarzystwie podrywających ją gestapowców. Gdy mnie zobaczyła, przestała się śmiać i skinęła głową, po czym szepnęła coś najbliższemu esesmanowi do ucha i oboje patrząc na mnie, wybuchnęli śmiechem”.

Było to gdzieś w okolicach marca 1941 roku. Jerzy Ruda aresztowany został 18 grudnia 1940 roku, a zmarł 17 kwietnia 1941 roku. Wygląda przy tym na to, że Jerzy Ruda już wcześniej miał obiekcje co do Matejanki. Łączniczka Karola Kornasa i zarazem dobra koleżanka „Julki”, zeznając w dniu 12 lipca 1972 roku przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich w Katowicach, powiedziała:

„W październiku 1939 r. spotkałam się z Kornasem, którego znałam z harcerstwa i z ławy szkolnej, kiedy uczęszczał do gimnazjum Matematyczno – Przyrodniczego w Katowicach przy ul. Jagiellońskiej. […]

W pierwszej połowie listopada 1940 r. rozmawiałam z Jerzym Rudą, zam. w Ochojcu przy ul. Ziołowej /16 – 18/ na temat, że jako łączniczka obejmę okręg Cieszyn, ponieważ Helena Mathea po pierwsze jest za ładna i nie nadaje się do tej pracy, a nadto że jest podejrzana o współpracę, ale to nie jest jeszcze sprawdzone. Jeśli się to potwierdzi, to ją trzeba sprzątnąć. Dla mnie było to zaskakujące, bo była ona moją koleżanką i nie rozumiałam się jeszcze na sądzie organizacyjnym. Podejrzenie padło z tego powodu, że samodzielnie była nawiązała kontakt z Mazurem i Rymerami w Dziedzicach.

W moim skojarzeniu niektórych faktów i rozmów z Matheanką przypuszczam, że nawiązanie łączności z Niemcami nastąpiło w okresie, kiedy jej ojciec był aresztowany przed 3 maja 1940 r. Ona właśnie robiła starania o jego zwolnienie. Jednego razu rozmawiała ze mną i powiedziała, że jej ojciec wyjdzie, że gestapowcy do niej się umizgiwali, narzekała na siebie, że jest świnią, jednym słowem mówiła o sobie najgorsze rzeczy, miała pretensje do całego otoczenia. Podkreślić należy, że ona bardzo ojca kochała.

Dnia 18 grudnia 1940 r. zostałam aresztowana z całą grupą Siły Zbrojne Polski.”

Z kolei przywołajmy oświadczenie Heleny Wiechuły, siostry Bolesława Wiechuły, szefa służby sanitarnej Okręgu Śląskiego ZWZ/AK:

„Oświadczam, że Helena Mateja, zwana u nas Halą, często przychodziła do naszego domu w czasie od grudnia 1939 r. do chwili aresztowania brata Władysława w dniu 18 XII 1940 r. Od czasu do czasu przychodziła również po aresztowaniu rodziny w czerwcu 1943 r. pytając się, czy mamy środki do życia pozostałych nieletnich dzieci aresztowanych sióstr. Napisała mi nawet prośbę do siostry Hitlera o zwolnienie rodziców z obozów koncentracyjnych. Byłam bardzo ostrożna w rozmowie z nią, ponieważ osobiście od obu braci dowiedziałam się po powrocie z robót przymusowych z początkiem 1942 r., że „Hala” jest na usługach Gestapo.

Brat Władysław więziony w Raciborzu w czasie oficjalnego widzenia oświadczył mi przy strażniku, żebym wystrzegała się fałszywej koleżanki Hali. Pytając się o moje koleżanki, powiedział dosłownie: „Koleżankę Halę wyrzuć z domu, bo ona jest fałszywa” i trącił mnie przy tym nogą.

Brat Bolesław, ukrywający się od 18 XII 1940 r. przed Gestapo, informował to wyraźnie. Powiedział mi w tym samym okresie, że czytał gryps Józefa Skrzeka, aresztowanego inspektora katowickiego ZWZ, który napisał,że „Jula pracuje dla Gestapo”. Bolek dodał: „Hala będzie pierwsza, której wpakuję kulę w łeb”.

Matejanka była bliską współpracownicą moich braci w pracy konspiracyjnej. Jedynie ojciec ostrzegał braci, że taka dziewczyna nadaje się na randki, a nie do pracy w podziemiu. Na to bracia odpowiedzieli, że ona oddaje nam duże usługi, bo umie zawsze wszystko załatwić, szczególnie z mężczyznami.”

Józef Loga do wybuchu wojny był drużynowym drużyny szkolnej im. Władysława Jagiełły w Szopienicach. W kampanii wrześniowej walczył w szeregach 37 pułku piechoty. Powróciwszy do Szopienic pod koniec października 1939 roku zaczął tworzyć w oparciu o członków swojej drużyny harcerskiej konspiracyjne „trójki”, włączając się w działalność Polskiej Organizacji Partyzanckiej. W połowie marca 1940 roku został aresztowany. Składając w dniu 21 stycznia 1974 roku zeznania przed Okręgową Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich, powiedział:

„Jednego razu Koczy z Ligoty po przesłuchaniach go na „Abteilung – politisch” mówił, że w czasie jego przesłuchiwania na tym oddziale była konfrontowana Matheyanka z nim. Zaznaczam, że ja Matheyanki nie znałem, tylko Koczy wymienił jej nazwisko. Tak samo młody chłopak, którego nazwiska nie pamiętam, tak samo mówił, że był konfrontowany z Matheyanką.”

Wszystkie te fakty wyszły jednak na jaw dopiero sporo później, a na razie nikt z pozostałych na wolności żołnierzy podziemnego wojska nie podejrzewał, że to właśnie ona stać może za aresztowaniami. Ci, którzy mieli coś do powiedzenia na jej temat, siedzieli w więzieniach albo w obozie koncentracyjnym. Ale oto 18 maja 1941 roku i ona została aresztowana. Czyżby coś w niemieckiej machinie terroru zawiodło na łączach? W taki oto sposób więc Niemcy omal nie zdekonspirowali swojej cennej agentki, która to po kilku dniach odzyskała wolność. Oddajmy w tym miejscu głos Pawłowi Krawczykowi, komendantowi placówki ZWZ w Mikołowie:

„Przed około 4 latami rozmawiałem (1969) z profesorem Alojzym Targiem na temat „Julki”. Targ oświadczył mi następująco: W trakcie pełnienia przez niego łącznika Rządu na województwo śląskie, dotarła do niego w Warszawie wiadomość, że Julka Matheyanka w czasie śledztwa w więzieniu w Berlinie – Moabicie przeszła na usługi gestapo. W celu wyjaśnienia tej sprawy przedsięwziął bardzo niebezpieczną wyprawę na Śląsk. Porucznik Skrzek przedstawił mu następującą wersję uwolnienia Julki z więzienia w Berlinie: Julka po powrocie z Berlina natychmiast zameldowała się u niego z prośbą o możliwość działania w organizacji, ponieważ jest w tej chwili znacznie lepiej zakonspirowana, gdyż ma dojście do gestapo. W czasie śledztwa w Berlinie – Moabicie zakochał się w niej jeden z gestapowców i za cenę zostania jego kochanką przyrzekł umożliwić jej zwolnienie z więzienia. Julka przystała na tę propozycję, jest w tej chwili kochanką gestapowca, ale hańbę, w której żyje, chce zmazać wierną służbą w organizacji. Porucznik Skrzek uwierzył w takie tłumaczenie i uważał je za w pełni wiarygodne.”

Zdaniem Edmunda Odorkiewicza, Skrzek nie od razu jednak jej uwierzył. W świetle jego ustaleń przypadkiem spotkała ona w pociągu prof. Alojzego Targa, który był wówczas zastępcą Delegata Rządu na Okręg Śląski, i opowiedziała mu, jak to gestapowiec Paul Breuche zakochał się w niej i doprowadził do jej uwolnienia (wtedy to dopiero Paul Breuche miał nakłonić Matejankę, by ta „dla pozorów” podpisała zobowiązanie do współpracy z gestapo). Józef Skrzek, według Odorkiewicza, zgłosił zastrzeżenia odnośnie „Julki”, w związku z czym odbyły się dwie narady w jej sprawie. Pierwsza miała miejsce jeszcze w maju, druga – w lipcu. Na nieszczęście większość zebranych uznała wyjaśnienia „Julki” za wiarygodne i została ona dopuszczona do pracy konspiracyjnej. A „Julka”, powtórzmy to raz jeszcze, była kobietą niezwykłej urody i nietrudno było wyobrazić sobie, że ktoś mógł się w niej zakochać. Większość członków dowództwa ZWZ, a byli to wszak przeważnie ludzie młodzi, podkochiwała się w niej. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Na pierwszy ogień poszedł Józef Skrzek, z którym to „Julka” umówiła się 5 września 1941 roku w katowickiej kawiarni „Europa”. Powróćmy do książki Józefa Kreta:

„W kawiarni zamówił herbatę i rozglądał się nieznacznie za łączniczką i organizatorami Komitetu. Był spokojny i opanowany. Minęła umówiona godzina, a oni nie nadchodzili. Zaczęły go ogarniać wątpliwości co do samej łączniczki, pośredniczącej w dzisiejszym spotkaniu. Przypomniały mu się sceptyczne o niej uwagi przyjaciela. Na podstawie paru dotychczasowych spotkań z Julą zaczął analizować jej postawę i zachowanie. Ojciec jej siedzi w więzieniu, ją jakoś łatwo zwolniono. Czy to nie pułapka?

Jula rozejrzała się po sali i dostrzegłszy „Gromka” podeszła do niego. Dziewczyna usiadła i bardzo uważnie lustrowała siedzących na sali. Zaczęła mówić o mającym się tworzyć komitecie, tłumaczyć spóźnienie organizatorów. W chwilę potem zjawił się kto inny: podeszli trzej gestapowcy i aresztowali „Gromka”.

Osadzono go w osławionym z okrucieństwa więzieniu w Mysłowicach. Przebywał tam w pojedynczej celi. Za pomocą tortur próbowano wydobyć od niego wiadomości o akcji i ludziach podziemia. Najbliżsi przyjaciele w napięciu oczekiwali, czy nie przedostanie się jakaś wiadomość o nim zza więziennych murów, czy się nie załamie.

Nadszedł wreszcie dostarczony przez harcerzy gryps z więzienia. Pisał „Gromek”: „Jestem po śledztwie. Śledztwo trwało miesiąc. Nie wydałem nikogo, nie wsypcie i wy mnie. Wmówiłem Gestapo, że jestem przedstawicielstwem harcerstwa w Polskiej Organizacji Charytatywnej, pomagającej rodzinom aresztowanych. Wszystko skończyło się dobrze. Grozi mi osiem lat Zuchthausu. Jula pracuje dla Gestapo.”.”

Tymczasem aresztowania trwały. 6 września 1941 roku aresztowany został na dworcu w Katowicach ks. Jan Macha, wikary parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej, który w swoim czasie miał bezpośredni dostęp do por. Józefa Korola, zajmując się organizowaniem w ramach Wydziału Cywilnego Sztabu Okręgu Śląskiego opieką społeczną, a nadto był jednym z organizatorów struktur konspiracyjnych na terenie Rudy Śląskiej i okolicznych miejscowości. Tego dnia z dwoma ministrantami udał się on do Katowic po katechizmy. Po odebraniu katechizmów wszyscy wrócili na dworzec, ksiądz bowiem chciał widzieć, jak ministranci bezpiecznie wsiadają do pociągu. Sam miał zostać w Katowicach, gdzie zamierzał wziąć udział w spotkaniu konspiracyjnym.

Jeden z ministrantów, Bernard Łukaszczyk, opowiadał potem, że gdy będąc już w pociągu, rozmawiał z księdzem, niespodziewanie podeszło do niego dwóch funkcjonariuszy gestapo w cywilnych ubraniach. Towarzyszyła im urodziwa blondynka, która chwilę wcześniej wskazała im księdza Machę – z opisu wynikało, iż była to Matejanka. Najwyraźniej Niemcy nie wiedzieli, jak wygląda ksiądz Macha i dlatego zabrali ze sobą Matejankę. Z kolei Józef Guertler tak opisał to wydarzenie:

„W dniu 6 września 1941 roku został aresztowany na dworcu kolejowym ks. Macha. Ja byłem wówczas w jego ubezpieczeniu. Po spotkaniu, które odbyło się w kawiarni przy ul. Mielęckiego, około godziny 18:20 ks. Macha wyszedł z kawiarni, udając się na dworzec kolejowy. W Hali II przy okienku kupując bilet powrotny do Rudy Śląskiej, odwrócił się od okienka i wówczas podeszło do niego dwóch osobników w jasnych płaszczach z kapeluszami popielatymi z opuszczonymi rondami. Po wylegitymowaniu zabrali go do samochodu czekającego przed dworcem. Dodaję, że w obstawie byłem razem z Wincentem Pyszem. Rozmowa w kawiarni trwała od 1 – 1,30. Z kim odbyło się spotkanie, nie wiem.”

Jak widzimy, opis ten różni się dość znacznie od tego, co przekazał w swej relacji Bernard Łukaszczyk, a także ks. Antoni Gasz, którzy zgodnie twierdzili, że ks. Macha udał się do Katowic po katechizmy i że na dworzec poszedł jedynie po to, by odprowadzić ministrantów, którzy mu wówczas towarzyszyli. Zdaniem Edmunda Odorkiewicza obie wersje da się ze sobą pogodzić. Stwierdza on, iż „jedna wersja nie przeczy drugiej, gdyż ks. Macha mógł nawet dla bezpieczeństwa upozorować swój wyjazd obowiązkami kapłańskimi”. Rodzi się jednak pytanie, gdzie w takim razie byli owi towarzyszący księdzu ministranci, kiedy ten był na spotkaniu konspiracyjnym. Podejrzewam, że owej zagadki nigdy już nie zdołamy rozwikłać…

W ślad za aresztowaniem ks. Machy nastąpiły zakrojone na szeroką skalę aresztowania na terenie dzisiejszej Rudy Śląskiej, Piekar Śląskich oraz powiatu tarnogórskiego. 15 września Matejanka wystawiła Pawła Ulczoka, łącznika Komendy Okręgu Śląskiego ZWZ. Scenariusz był ten sam, co w przypadku aresztowania Skrzeka – umówiła się z nim w katowickiej kawiarni „U Przybyły” (przy ul. Świętego Jana), gdzie czekało na niego gestapo. Ulczok załamał się w śledztwie i poszedł na współpracę. Ściśle potem współdziałał z „Julką” przy rozpracowywaniu struktur konspiracyjnych na Śląsku.

Józef Skrzek, który początkowo liczył, że uda mu się ujść śmierci, przemycił kolejny gryps, w którym napisał: „Wszystko stracone. Ulczok mnie wsypał. Żegnajcie.”

Skrzek został powieszony na drzewie w Bytkowie 3 grudnia 1941 roku. Dwa tygodnie wcześniej, 18 listopada 1941 roku, na tym samym drzewie powieszony został Paweł Wójcik. Do zgonionych przez hitlerowców, by przyglądali się egzekucji, mieszkańców Michałkowic i Bytkowa, zwrócił się Józef Skrzek tuż po odczytaniu wyroku, by nie rozpaczali, zapowiadając, że nadejdzie dla katów dzień sądu. Kiedy zakładano mu pętlę na szyję, zawołał: „Niech żyje Polska! Niech żyje Chrystus Król!”.

Sprawą Matejanki i Ulczoka zajął się wkrótce konspiracyjny Wojskowy Sąd Specjalny, który w obliczu jednoznacznych dowodów winy wydał na zdrajców wyrok śmierci. W grudniu 1941 roku szef Sztabu Okręgu Śląskiego ZWZ, kpt. Józef Słaboszewski ps. „Toruń”, przypadkiem natknął się na Matejankę na Placu Andrzeja w Katowicach. Niestety, pierwszy strzał chybił, a nim zdołał drugi raz wystrzelić, zaciął mu się pistolet. Składając po wojnie zeznania w sprawie przeciwko Ulczokowi, Kampertowi i Grolikowi, zeznał, iż po wydaniu wyroku śmierci na Ulczoka, podjął działania w celu namierzenia go. Dowiedział się, że ukrywa się w Rybniku i że bywa tam u niego Matejanka.

Matejankę, którą w tym czasie zaczęto nazywać „Krwawą Julką”, starał się wytropić mój dziadek – ppor. Konstanty Kempa ps. „Tadeusz”, który otrzymał rozkaz zlikwidowania konfidentki i który dwukrotnie bliski był dokonania tego. Pierwsza próba miała miejsce, kiedy ta wychodziła z  „Feminy” (przy ul. Mickiewicza w Katowicach), gdzie na nią czekano. Matejanka jednak zorientowała się i cofnęła do lokalu, skąd zadzwoniła po gestapo. Meldunek z tego zdarzenia sporządził ppor. Kempa, o czym przekazał go następnie Małgosi, siostrze Jerzego Janoty, która – jak stwierdził w rozmowie z Adelą Korczyńską Janota – „współpracowała z Kempą”. Kolejna próba zlikwidowania Matejanki miała miejsce koło Astorii, ale i ona się nie powiodła. Wkrótce potem ta zniknęła. Dziś wiemy, że wyjechała do Lipska. Dziadek mój zmuszony był zameldować: „Matejanka ulotniła się z Katowic”.

Niedługo jednak wróciła, po czym znów wyjechała – tym razem do Wiednia. W Archiwum Państwowym w Katowicach znajduje się dokument gestapo, w którym możemy przeczytać:

„Margiciok donosi do władz organizacji: otrzymałem urzędowe zawiadomienie, według którego Julka po złożeniu matury w Lipsku zatrudniona została w biurze w jednej z fabryk w okolicach Kędzierzyna. Przed kilku dniami była na 3-dniowym urlopie w domu. Stwierdziłem, że jej nazwisko brzmi Matheya. Zarządziłem wejście z nią w bliższe kontakty. Rozkaz z dnia 17  sierpnia 1942 r.: spotkaj się z szefem wywiadu w Buchenau i omów sprawę ścigania podejrzanej o szpiegostwo Julki Matheya.”

Jan Margiciok ps. „August” stał na czele sieci wywiadu ZWZ / AK, działającej przede wszystkim na Śląsku Cieszyńskim. Do jego najbliższego otoczenia wkradł się jednak agent gestapo – Edward Gałuszka. Zapewne to on był autorem doniesienia przywołanego w niniejszym dokumencie. Możemy domyślać się, że przechwycenie przez gestapo meldunku Margicioka oraz rozkazu z 17 sierpnia 1942 roku, który to Margiciok w ślad za tym otrzymał, sprawiło, iż Matejanka w trybie pilnym przeniesiona została do Wiednia.

O tym, że Matejanka jest w Wiedniu, wygadała się Mathejowa, matka Matejanki, w rozmowie z matką Jerzego Janoty. Miała przy tym powiedzieć, że jej córka ma w Wiedniu świetną posadę. Do Wiednia udała się Bibcia Szemroszczyk, która namierzyła tam Matejankę. Rozmawiała z nią w Wiedniu i dowiedziała się od niej, że ta uczy się hiszpańskiego i włoskiego i że zna już pięć języków, a także że ma dobrą posadę. Otrzymawszy stosowne informacje, do Wiednia udała się grupa likwidacyjna. W jej skład weszli Mikołaj Beljung ps. „Miki” i Sylwester Newiak ps. „Borówka”. Nim jednak dotarli na miejsce, Matejanka zdążyła wyprowadzić się z zajmowanego mieszkania i zatrzeć za sobą wszystkie ślady.

Matejanka wojnę przeżyła, w przeciwieństwie do mojego dziadka, którego gestapo dopadło w dniu 28 lutego 1944 roku. W roku 1945 pojawiła się w Katowicach. Rozpoznana na dworcu, zdołała po raz kolejny zbiec. Wylądowała w Wielkiej Brytanii, gdzie dożyła sędziwej starości. Polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, pomimo podejmowanych prób, nie udało się ściągnąć jej do kraju.

Wojciech Kempa

Stanisław Michalkiewicz! Stanisław Krajski! Ewa Kurek! Radosław Sikora i inni autorzy w Nowym numerze Magna Polonia! Sprawdź już teraz!! Kupując wpierasz wolne media!

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!