Kultura

KOREKTA KARTY NAUCZYCIELA – KROK PIERWSZY

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Czy macie w sobie tyle samozaparcia, aby przeczytać Ustawę Karta Nauczyciela oraz Ustawę Prawo Oświatowe? Przeczytać, w najnowszej, czyli obowiązującej wersji, gdyż to się wciąż zmienia. Tematyka oświatowa, niepostrzeżenie dla ogółu publiczności, również należy do tych objętych w naszej Republice Przyjaciół ową „biegunką legislacyjną”. Choćby teraz, na przełomie czerwca i lipca (2019) – wprawdzie zaczęły się wakacje, ale jakieś „komisje wspólne” obradują nad popłuczynami jeszcze kwietniowego strajku nauczycieli. Czy to aby nie jest tak, że na przełomie września i października (2019), więc przed kolejnymi wyborami w Polsce (teraz krajowymi-parlamentarnymi) możemy się spodziewać kolejnego strajku nauczycieli – półgębkiem już zapowiadanego – a po nim kolejnych „nowelizacji prawa”? I tak bez końca; jak przystało na życie w warunkach feminizmu-socjalizmu, który przecież od nieomal połowy XX wieku włada nieustannie polską oświatą, w ostatnich czasach występując w trzech wersjach: „jeszcze modlącej” (dalekie już refleksy „powrotu religii do szkół” sprzed prawie trzydziestu lat), „już pozamodlącej” (skoro w ogóle możliwe jest samo tylko rozważanie „wejścia do szkół instruktorów LGBT”) i tej „modlącej wciąż nieszczerze” (jako pokaźnych wciąż złogów po PRL-u, pomimo upływu już całego pokolenia!).

Przeczytać ustawy, ale koniecznie „ze zrozumieniem”. I tu tkwi problem! Bo tzw. normalny człowiek, nawet ten o statusie „człowieka wykształconego”, napotyka na poważne trudności w przebrnięciu przez zadziwiająco rozbudowany tekst na przykład Karty Nauczyciela, a tym bardziej Prawa Oświatowego, zwłaszcza że drugi z wymienionych tekstów jest dłuższy.

Jakieś niekończące się przywileje oraz „dodatki” dla przedszkolanek i zarazem nigdzie wzmianki o tym, że przedszkolanka, ale ta prawdziwa, powinna być wszechstronną nienaganną artystką (sic!) i w ogóle forpocztą Cywilizacji Łacińskiej.

Co do Karty Nauczyciela, to możemy tylko zatęsknić za ową prostotą pierwotnej wersji owego dokumentu, ogłoszonej i wprowadzonej w życie w pierwszych tygodniach stanu wojennego. A tak! „Ustawa z dnia 26 stycznia 1982 r. (…) obowiązuje od dnia 1 lutego 1982 r.”. Od tamtego czasu uchylono 24 artykuły i ponadto 25 ustępów (KN liczy obecnie 102 artykuły o bardzo zróżnicowanej objętości), ale mnóstwo treści dopisano, w tym trzy całe rozdziały. Rozbudowany zaś Rozdział 10 „Odpowiedzialność dyscyplinarna” zajmuje obecnie jedną czwartą tekstu całej Karty! Czy z tego wynika, że pod rządami generała Jaruzelskiego i Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON) mniej dbano o dyscyplinę pośród polskiego nauczycielstwa?

Wspomniane trzy rozdziały dopisane – 3a „Awans zawodowy nauczycieli”, 7a „Finansowanie dokształcania i doskonalenia zawodowego nauczycieli”, oraz 11a „Przepisy szczególne” (sic!) – stanowią łącznie kolejną aż blisko jedną piątą całego tekstu. Zresztą, naszym zdaniem to, co ustawodawca (PRL-owski i post-PRL-owski) pozamieszczał w osobnej Karcie Nauczyciela, powinno być zwyczajnie częścią jednolitej ustawy oświatowej, i oczywiście krótsze oraz nareszcie wyraźne i jasne.

My rozumiemy, jak to jest dziś z ustawami. Jest oto sobie jakiś tekst, niechby i najlepszy i najjaśniej sformułowany (gdzie takiego szukać?). Ale… „żyjemy w epoce zmian”. To nie są, niestety, czasy obowiązywania rzymskiego Prawa Dwunastu Tablic, jakie wykute w kamieniu stało sobie na Forum, przez pokolenia, a każdy mógł się z nim zapoznać lub poprosić o pomoc piśmiennego współobywatela. I tak to trwało…

Teraz „warunki się zmieniają”, to i ustawodawca, często już bardzo spóźniony, zmienia dotychczasowe prawo, skreślając z jego tekstu pewne treści i dopisując inne. Dzieje się to podobnie, jak przy tzw. głębokiej korekcie wydawniczej nowo napisanej książki. Bo w wersji głębokiej pani redaktorka dosłownie pstrzy oryginalny cudzy tekst na czerwono rozmaitymi dopiskami i skreśleniami, zapewne dlatego, że spodobał się jej on tak bardzo, iż tym sposobem chce ona zostać tejże książki co najmniej współautorką.

W wersji płytkiej proponowane zmiany są nieliczne, powściągliwe, wyważone, a nawet korzystne dla autorskiego tekstu pierwotnego.

Co do ustaw sejmowych, to ciągłe i przez długie lata prowadzone nawarstwianie w nich kolejnych „nowelizacji”, jedna na drugiej, skutkuje wreszcie tym, że dany tekst przestaje być spójny (o ile był taki wcześniej), przestaje być zrozumiały i staje się dla czytelnika wprost „nie do przejścia”. Naszym zdaniem tak jest dzisiaj z między innymi Kartą Nauczyciela oraz Ustawą Prawo Oświatowe.

Jedno i drugie trzeba zatem, w znacznej części, wyrzucić i na to miejsce napisać nowe prawo oświatowe, sięgając – a jakże – do najlepszych wzorów z przeszłości, także tej dawniejszej, sprzed kilku już pokoleń (sic!), lecz przede wszystkiem zapisując w tym prawie to, co właśnie teraz – AD 2019 – samemu chce się wyrazić. Tu śpieszymy zwrócić uwagę PT Czytelników na przygotowywaną obecnie przez lubelskie Wydawnictwo Norbertinum książkę autorstwa niżej podpisanego pt. „Ustrój szkolny 7+5 dla Polski. Wybór artykułów z portalu ‚Magna Polonia’ tom 3”.

Napisać jednak sobie można, na półkę lub do szuflady, takie pomysły i takie prawo, jakie się chce. Aby je wdrożyć, trzeba mieć wszakże władzę i czas na jej sprawowanie. Aczkolwiek w obecnie obowiązującym ustroju nawet ci, którzy w następstwie wyborów uzyskują tzw. większość sejmową, nie mają, tak naprawdę, ani jednego, ani drugiego. Nie mają, czy też nie zawsze miewają – o to można się spierać. A już z egzekucją prawa jest u nas wciąż źle.

* * * * *

Co zatem, po powyższym wstępie, my chcemy uczynić z ową Kartą Nauczyciela, w pierwszym kroku? Chcemy uwolnić polskie nauczycielstwo „od biurokracji”. Ooo… to jest aliści zadanie ponad siły! Toteż nie będziemy – w pierwszym kroku – uwalniać od razu od całej przemocy biurokratycznej, ale tylko częściowo, celując – jak sądzimy – w najczulszy obecnie punkt, czyli w owe hiper-biurokratyczne procedury uzyskiwania tzw. AWANSU ZAWODOWEGO.

Zauważmy albowiem, że czwórcy Stażysta-Kontraktowy-Mianowany-Dyplomowany (Karta Nauczyciela, Art. 9a, ust. 1, i in.), wprowadzonej wraz z owym fatalnym ustrojem 6+3+3, wcale się obecnie wraz z tymże ustrojem (zamienianym z powrotem na 8+4) nie znosi, jak i nie znosi się wprowadzonej te dwadzieścia lat temu fatalnej egzaminacyjnej „testomanii” (acz o „testomanii” piszemy nie tu, bo nie o niej mowa w Karcie Nauczyciela).
My teraz, w pierwszym kroku, wspomnianej wyżej czwórcy też nie będziemy znosić. Niech sobie zostanie. Wielu ludzi jest do takiej tytulatury przywiązanych. Może ją kiedyś samo życie zniesie? Czy mało to jest u nas tzw. martwych przepisów prawa? Jeden więcej, jeden mniej, byleby nie był szkodliwy.

Jednakże ze wspomnianą tytulaturą są, jak wiadomo, sprzęgnięte stopnie „średniego wynagrodzenia nauczycieli (wyrażanego w procentach) kwoty bazowej określanej dla nauczycieli corocznie w ustawie budżetowej” (KN, Art. 30, ust. 3). Ooo… to już coś poważnego. Lecz, niech na razie pozostanie, zamiast „zaszeregowania do I (czyli najniższej) kategorii wynagrodzenia”, wynagrodzenie „nauczyciela stażysty” i dalej odpowiednio wywołane wyżej nazewnictwo… Co to szkodzi?

Wyliczyliśmy na podstawie Karty Nauczyciela (Art. 9c, 9d), jaki jest najkrótszy czas przeznaczany wedle tego prawa na uzyskiwanie przez nauczycieli kolejnych awansów… nie, nawet nie myślimy tu już o tych „zawodowych”, bo to przecież czysty „pic na wodę”, lecz, po prostu, i ordynarnie, o płacowych… Tak! Awansów płacowych! Bo przecież także i „chlebem żyje człowiek”, wraz ze (współ)utrzymywaną przez siebie rodziną.

Otóż, kto ma szczęście, to „zaraz po studiach”, a w każdym bądź razie po zatrudnieniu się jako nauczyciel jest się owym „stażystą”, w praktyce przez JEDEN ROK (w KN jest mowa o 9. miesiącach, lecz tyle właśnie trwa rok szkolny netto, czyli bez wakacji i ferii).

Już jednorocznego „stażystę” ogarnia ów młyn jałowej „papierologii” i „pseudo-sprawozdawczości” wynikającej z tych jakże sztucznych potrzeb uzyskiwania „kolejnego stopnia awansu zawodowego” (i płacowego, i płacowego!). Jeśli wszystko pójdzie dobrze, więc jeśli powiedzie się – a przecież może się nie powieść – „odbycie stażu”, będące w pojęciu Karty Nauczyciela czymś odrębnym względem codziennego wykonywania pracy zawodowej-zarobkowej, „zakończone pozytywną oceną dorobku zawodowego”, i „uzyskaniem akceptacji komisji kwalifikacyjnej po przeprowadzonej rozmowie” (KN, Art. 9b, ust. 1, pkt. 1), to wtedy jest się już „nauczycielem kontraktowym”, pobierającym – uwaga! – 111% tego wynagrodzenia, co „stażysta”.

O, jakże hojna jest nasza Republika Przyjaciół dla swych wiernych sług! To co? To na studiach już nie uczą wykonywania zawodu nauczycielskiego? Że potrzebne jest wypełnianie jakichś jałowych formalności opatrzone nazwą „stażu”, a właściwie trzech „staży”, na trzy kolejne stopnie „zaawansowania”? Zwykły to przecież przypadek każdego młodego człowieka – podejmowanie swojej pierwszej, już nie doraźnej praktyki, lecz (oby) stałej pracy zawodowej. Przez to każdy musi przejść. Po co to jeszcze sztucznie utrudniać, komplikować, niepotrzebnie dręczyć człowieka?

Weźmy więc zwykły przypadek, ale mniejszościowy dziś, bo ANDROCENTRYCZNY. Teraz to wszystko coraz bardziej się psuje, niestety, ale jeszcze w naszych czasach mężczyzna-student, chociaż już chciał się żenić (bo miał z kim!), czekał z tym jednak do ukończenia studiów i do podjęcia stałej pracy zawodowej. Nie czekał zatem długo, gdyż studia kończył zwykle w wieku 24. lat. I jaki ma być jego los według Karty Nauczyciela? Podjęcie pracy, do czego się był przez lata przygotowywał – tu: nauczycielskiej – za marne 100% wynagrodzenia „stażysty”, lecz zarazem uroki małżeństwa i ojcostwa – na przestrzeni owego roku jego „stażu” młoda małżonka jest w postępującej wszak ciąży – lecz ponadto zwala się nań owa stażowa „papierologia”, przeorywana przez niego w nowych wszakże warunkach, w warunkach pierwszej pracy, w ciągłej trosce i w sprzęgniętej z nią uniżoności, akuratności i wręcz służalczości, „aby się nie narazić” tym wszystkim babkom wokoło, więc aby kolejny rok szkolny rozpocząć już jako nauczyciel 111-procentowy, zwany „kontraktowym”.

Bo jak nie, to… No właśnie. Wtedy już na świat przyjdzie dziecko tegoż nauczyciela, a z nim zrozumiałe potrzeby materialne jego młodej rodziny. Już trzecie pokolenie nauczycieli-mężczyzn w Polsce nie jest w stanie utrzymać swoich rodzin li tylko z „etatowej” pracy nauczycielskiej. Młoda żona też podejmuje pracę zawodową, ale ona, dajmy na to, w jakiejś… tzw. korporacji. Kimkolwiek ona tam jest i cokolwiek ona tam robi, przynosi do domu więcej zarobku, aniżeli pan-małżonek – nauczyciel 100-procentowy „stażysta”, a niechby już i 111-procentowy „kontraktowy”. I to się w naszych czasach nazywa „wspieraniem rozwoju młodej rodziny nauczycielskiej”.

Jesteś więc, bracie nauczycielu, systemowo kimś drugim (o ile nie trzecim…), zarówno w twoim miejscu pracy, jak i w twym własnym domu rodzinnym. Ani tu, ani tam, nie jesteś głową; dzieci to widzą, i uczniowie, i twoje własne. Czas z tym skończyć! Porzucasz więc szkołę. Twoje dotychczasowe miejsce pracy zajmuje kobieta. Socjalistyczna feminizacja zawodu nauczycielskiego w Polsce współczesnej postępuje.

Uzyskanie, oby po tylko jednorocznych staraniach, „stopnia awansu zawodowego nauczyciela kontraktowego” nie rozwiązuje problemu. Przed „kontraktowym” – owym „tanim nauczycielem”, jak to pewna pani dyrektor powiedziała w twarz pewnemu nie młodemu już panu, jaki (bezskutecznie) starał się o posadę w prowadzonej przez nią szkole – stoi dalsza sztuczna „awansowo-stażowa” mitręga biurokratyczna mająca zakończyć się – uwaga! – nawet „egzaminem przed komisją egzaminacyjną” (KN, Art. 9b, ust. 1 pkt. 2). Nie wdając się w szczegóły zauważmy tu jeszcze, iż „awansować” na „mianowanego” będzie mógł on, czyli „kontraktowy”, jak zapisano w Karcie Nauczyciela, nie wcześniej, aż dopiero za kolejne PIĘĆ LAT (57 miesięcy), zatem będąc w wieku co najmniej lat już 30! Do tego czasu, czyli właściwie do końca swej młodości, zasuwaj bracie nauczycielu, za owo 111 procent „kwoty bazowej”, i znoś grzecznie wszystkie te socjalistyczno-feministyczno-postmodernistyczne upokorzenia, łącznie z wp…niem się wspieranych przez dyrektorkę szkoły „instruktorek LGBT” na twoją lekcję, do twojej klasy, którą to klasę, jak i wszystkie inne, ty starasz się jak umiesz uczyć moralności i dobrych obyczajów!

I wszystko to wciąż za pół-darmo. Czy to nie także dla Ciebie i twoich małych wciąż dzieci wymyślono sławnego już „pięćset-plusa”?

Nauczyciel „mianowany” zarabia „ustawowo” 144% „kwoty bazowej”; pomimo że ma już pewien dorobek zawodowy, on też musi być dręczony przez ową niepotrzebną „awansowo-stażową” mitręgę biurokratyczną, obowiązkowo nie krócej, jak przez kolejne lat CZTERY. Wtedy to, będąc w wieku lat już przynajmniej 34., więc po co najmniej dziesięciu latach od zakończenia przezeń studiów, mając już swoje własne najstarsze dzieci w szkole podstawowej, może on zostać nauczycielem „dyplomowanym”, co pozwala na pobieranie wynagrodzenia w wysokości 184% „kwoty bazowej”.

Tak więc szczegółowymi opisami tego, jak wyglądają owe „staże awansu zawodowego nauczyciela” my już tu PT Czytelników nie zanudzajmy. Postulujemy tu tylko, aby wyżej opisana ścieżka awansu płacowego – powtarzamy: płacowego! – była odtąd realizowana, owszem, ale już bez żadnej biurokracji uzasadnianej „odbyciem stażu” w ramach zdobywania „kolejnego stopnia awansu zawodowego”. To jest ten nasz postulat-minimum co do Karty Nauczyciela, ten pierwszy krok w kierunku rozmontowania jej takiej, jaka ona jest obecnie. Wiąże się on z usunięciem pokaźnej części Rozdziału 3a „Awans zawodowy nauczycieli”. Pozostaje tylko awans płacowy!

Oczywiście, można i trzeba więcej. Ktoś zwracał uwagę – i my dokładniej też powinniśmy to uczynić – na przedwojenną tabelę rang, wedle której profesor szkoły średniej miał rangę i uposażenie pułkownika w wojsku. To dobry trop, pod warunkiem, że zarobki oficerów będą odpowiednio wysokie. Ktoś inny podawał niedościgły przykład Szwajcarii, gdzie nauczyciele ponoć rzeczywiście godnie zarabiają; i tam może być nauczycielem mężczyzna mający kilkoro własnych dzieci i żonę niepracującą poza domem (Szwajcaria!), a pomimo to z powodzeniem utrzymujący swoją rodzinę z li tylko nauczycielskiej pensji.

I te progi awansowo-płacowe: 1 rok – 5 lat – 4 lata; łącznie, według obecnej polskiej Karty Nauczyciela aż 10 lat dochodzenia do pułapu 184% „kwoty bazowej”. Jednym słowem: zawodowa młodość obowiązkowo na dorobku, z „obowiązkowym” małżeńskim obrachunkiem „na ile dzieci nas stać?”, lecz zarazem przy wykonywaniu zawodu właśnie twórczego. Bo nauczycielstwo jest twórczością, i to najszlachetniejszą, gdyż materiałem dla owego twórcy jest nie martwa materia, którą się dopiero „ożywia”, lecz już żywy człowiek, w dodatku młody lub bardzo młody. Czy to nie piękne? Owszem, nie jest to nazbyt piękne w warunkach, gdy permanentny i zaplanowany „w systemie” niedostatek wprost przycina skrzydła rozwinięte do lotu.

Przecież ten wiek, do 34. roku życia (lecz wcześniej i później także), jakiż on jest twórczy! To wtedy właśnie mamy największe chęci, siły, największą wytrzymałość, odporność, zdrowie, najobfitsze twórcze pomysły! Jednakże niedostatek materialny, dookolna tępota szkolno-biurokratyczna i perspektywa, że lepiej będzie dopiero za aż pięć lat („mianowany”), ale niewiele lepiej, skutecznie studzą te nasze chęci, inicjatywy, twórczości i pomysłowości. Nieprawdaż? Wcale byśmy się nie zdziwili tłumacząc taki stan rzeczy w Polsce ową spiskową teorią dziejów. Ale… dlaczego tylko teorią? Przecież to czysta praktyka! Praktyka dnia codziennego, w tym przypadku nauczycielskiego.

Tak więc, co do awansu płacowego pierwszego, po roku „stażysty”, to ten powinien być największy, sięgający nie do marnych 111%, ale do 144%, lub nawet ponad 150% „kwoty bazowej”. Przyjrzyjcie się, jak to się robi „w korporacjach”, czyli tam, gdzie ma być wykonywana praca poważna dlatego, że poważnie wynagradzana. Lecz gdzie wykonywana jest, tak naprawdę, praca poważniejsza – z uwagi na swój (prawdziwy) charakter i swoją (prawdziwą) misję – aniżeli nie w szkole właśnie (i to tej najszerzej pojmowanej)? Dalsze progi awansu płacowego też powinny być niemałe. Ten czwarty – „nauczyciela dyplomowanego” – niechby i ponad dwieście procent „kwoty bazowej”. Samą tę kwotę także trzeba nareszcie powiększyć, rzecz jasna.

Zresztą, w Karcie Nauczyciela czytamy, że wynagrodzenie nauczycieli składa się z: „1) wynagrodzenia zasadniczego, 2) dodatków: za wysługę lat, motywacyjnego (sic!), funkcyjnego oraz za warunki pracy, 3) wynagrodzenia za godziny ponadwymiarowe i godziny doraźnych zastępstw, 4) nagród i innych świadczeń wynikających ze stosunku pracy…” (KN, Art. 30, ust. 1). Żeby jeszcze ta wyliczanka przekładała się na porządny konkretny nominał, do ręki, do kieszeni!

Atoli, jak zauważą niektórzy, w każdej instytucji działania pracownika powinny być przez zwierzchność obserwowane i oceniane, a to dla dobra owej instytucji i dla osiągania celów, jakie ona sobie stawia. My zaś powyżej nawołujemy przecież, aby oparty właśnie na idei bezustannej oceny i sprawozdawczości rozdział 3a „Awans zawodowy nauczycieli” prawie w całości wykreślić. Czy to znaczy, że nauczycielom będzie wolno robić, co tylko zechcą, albo i nic nie robić?

Bynajmniej. Pisaliśmy już wyżej o tym, że liczne ustawy są nieczytelnymi często zbitkami treści nawarstwionych przez lata lub nawet dublowanych i że nasze dzisiejsze prawa oświatowe też noszą te piętna. Otóż w Karcie Nauczyciela Rozdział 2 „Obowiązki nauczycieli” liczy ledwie cztery artykuły, z których dopisany artykuł 6a stanowi ponad połowę tego rozdziału, a zaczyna się on od słów: „Praca nauczyciela (…) podlega ocenie. (…) Ocena pracy nauczyciela może być dokonana w każdym czasie…”, i tak dalej. Jeśli zatem nałożyć na siebie zdublowane wymogi rozdziału 2. i omawianego wyżej we fragmentach rozdziału 3a., jawi nam się… istny koszmar nauczycielski i szkolny. I od tego właśnie koszmaru, na razie tylko częściowo, na razie tylko w pierwszym kroku, pragniemy uwolnić polskie nauczycielstwo.

PS

Internetowy wydruk Karty Nauczyciela, z jakiego korzystaliśmy pisząc powyższe, nie jest – że się tak wyrazimy – z ostatnich miesięcy. Zdaje się, że i przez owe „ostatnie miesiące” znowu coś do Karty dopisywano, coś w niej zmieniano. To zakrawa na już całkowity brak powagi.

Marcin Drewicz, lipiec 2019

Grzegorz Braun! Stanisław Michalkiewicz! Jerzy Robert Nowak i inni autorzy w Nowym numerze Magna Polonia sprawdź już teraz!! Kupując wpierasz wolne media!

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!