Soczyste, pachnące polskie pomidory i papryka mogą w najbliższych latach stać się towarem luksusowym. Producenci warzyw spod osłon alarmują, że nowe przepisy antysmogowe i ograniczenia dotyczące ogrzewania paliwami stałymi mogą doprowadzić do gwałtownego wzrostu kosztów produkcji, a w efekcie do zalania rynku importem z zagranicy.
Dzięki UE nadchodzi koniec polskich pomidorów szklarniowych. Nasz kraj od lat jest jednym z największych producentów takich warzyw w Europie. Według danych branżowych i GUS, w 2024 roku produkcja pomidorów spod osłon przekroczyła 815 tys. ton, a papryki ponad 234 tys. ton. Uprawy te wymagają jednak ogromnych ilości energii, szczególnie zimą i wczesną wiosną. Wielu producentów nadal korzysta z kotłów opalanych węglem lub innymi paliwami stałymi, ponieważ są one tańsze od gazu czy energii elektrycznej. Jak zwykle jednak, przeszkadza to decydentom z Unii Europejskiej.
W kolejnych województwach zaczynają obowiązywać coraz ostrzejsze uchwały antysmogowe. Przepisy przewidują stopniowe wycofywanie starych kotłów na paliwa stałe i ograniczenia dotyczące ogrzewania budynków oraz instalacji niespełniających norm emisji. W praktyce oznacza to konieczność kosztownej modernizacji także dla części gospodarstw ogrodniczych.
Rolnicy ostrzegają, że dla wielu rodzinnych gospodarstw może to oznaczać bankructwo. Przejście na gaz, biomasę czy pompy ciepła wymaga wielomilionowych inwestycji, na które wielu producentów po prostu nie stać. Szczególnie dotkliwe może to być dla małych i średnich gospodarstw produkujących pomidory, ogórki i paprykę w tunelach oraz szklarniach.
Już wcześniej producenci alarmowali, że ceny opału i energii drastycznie wpływają na opłacalność upraw. W czasie kryzysu energetycznego rolnicy podkreślali, że ogrzewanie szklarni węglem było jedynym sposobem utrzymania konkurencyjnych cen warzyw. Dziś obawiają się, że nowe regulacje jeszcze bardziej zwiększą koszty produkcji.
Eksperci branżowi wskazują, że ograniczenie krajowej produkcji może doprowadzić do wzrostu importu warzyw z Europy Zachodniej, Hiszpanii czy Holandii. To oznaczałoby nie tylko wyższe ceny dla konsumentów, ale także spadek bezpieczeństwa żywnościowego Polski i uzależnienie rynku od zagranicznych dostawców.
Zwolennicy nowych przepisów argumentują jednak, że walka ze smogiem i emisją CO₂ jest konieczna, a nowoczesne technologie ogrzewania mają być bardziej ekologiczne. Problem w tym, że transformacja energetyczna w rolnictwie wymaga ogromnych nakładów finansowych i czasu. Bez szerokiego systemu wsparcia dla producentów może skończyć się likwidacją części krajowych upraw.
W efekcie konsumenci mogą stanąć przed wyborem: droższe polskie warzywa albo tańszy import z zagranicy, głównie z krajów Mercosur i Ukrainy. A smak prawdziwego, dojrzewającego w polskiej szklarni pomidora może stać się coraz rzadszym wspomnieniem.
Polecamy również: Studia czy masowa migracja? Polska traci kontrolę
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





