Sejm warszawski, głosami koalicji Tuska i Kaczyńskiego przyjął ustawę, która – według zapowiedzi – ma uporządkować kwestie związane z posiadaniem zwierząt domowych. Nowe przepisy wprowadzają obowiązek czipowania oraz rejestracji psów i kotów w centralnej bazie danych. Brzmi technicznie i niewinnie, ale dla milionów właścicieli zwierząt oznacza to kolejny obowiązek administracyjny, a w razie jego niedopełnienia – ryzyko kary sięgającej nawet 5 tysięcy złotych.
Klika POPiS wzięła się za znakowanie psów. Na pierwszy rzut oka można uznać, że regulacja ma sens: identyfikacja zwierząt może pomagać w walce z bezdomnością czy nielegalnym handlem. Problem w tym, że sposób realizacji tego celu, jak zwykle budzi poważne wątpliwości.
Państwo nie tylko nakłada obowiązek, ale jednocześnie chce stworzyć nową, kosztowną strukturę biurokratyczno-informatyczną, której utrzymanie ma pochłonąć ponad 100 milionów złotych. To szczególnie kontrowersyjne w sytuacji ogromnego kryzysu finansów publicznych oraz faktu, że na rynku od lat funkcjonują prywatne systemy rejestracji zwierząt, działające sprawnie i bez angażowania publicznych środków na taką skalę.
To kolejny przykład podejścia, które cechuje wymieniające się u sterów władzy ekipy PO i PiS: zamiast upraszczać przepisy i ograniczać ingerencję państwa, wprowadza się nowe obowiązki, opłaty i mechanizmy kontroli. Obywatel – nawet ten, który dba o swoje zwierzę – traktowany jest jak potencjalny naruszyciel przepisów, którego trzeba objąć systemem rejestrów, baz danych i sankcji finansowych.
Warto zauważyć, że ciężar tych zmian spadnie przede wszystkim na zwykłych ludzi. Właściciele zwierząt to często rodziny, osoby starsze czy mieszkańcy mniejszych miejscowości, dla których każda dodatkowa procedura oznacza realny problem organizacyjny i finansowy. Wprowadzenie obowiązkowego czipowania i rejestracji nie jest jedynie formalnością – to także koszt wizyty u weterynarza, czas poświęcony na dopełnienie formalności oraz niepewność związana z nowymi regulacjami.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że podobne tendencje biurokratyczne związane ze zwierzętami domowymi nie są w Polsce niczym nowym. W okresie międzywojennym władze sanacyjne wprowadziły regulacje, które dziś mogą wydawać się kuriozalne: właściciele psów byli zobowiązani do ich rejestrowania w starostwach powiatowych, a zwierzęta otrzymywały specjalne metalowe medale potwierdzające wpis do ewidencji. Choć kontekst historyczny był inny, mechanizm pozostaje znajomy: państwo sięga po narzędzia ewidencji i kontroli, rozszerzając swoją obecność nawet w tak absurdalnych obszarach życia.
Krytycy wskazują, że zamiast budować nowe, centralne systemy, rząd mógłby skupić się na egzekwowaniu już istniejących przepisów oraz współpracy z podmiotami prywatnymi. Takie podejście byłoby tańsze, bardziej elastyczne i mniej uciążliwe dla obywateli. Tymczasem wybrano model, który zwiększa rolę państwa, generuje dodatkowe koszty i – co najważniejsze – przerzuca odpowiedzialność finansową i organizacyjną na społeczeństwo.
Nie jest to odosobniony przypadek. W ostatnich miesiącach można zaobserwować wyraźny trend: kolejne regulacje, nowe obowiązki, rozszerzanie kompetencji administracji. Zamiast odczuwalnej poprawy jakości życia, obywatele dostają coraz bardziej rozbudowany system przepisów, w którym łatwo się pogubić, a jeszcze łatwiej narazić na karę. To klasyczny faszyzm włoski, którego główne założenie ideowe brzmiało: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu”. Niestety, lewica, która tak często używa hasła „walki z faszyzmem”, popiera tego typu kierunek ewolucji kraju.
Oczywiście, państwo ma prawo regulować pewne obszary życia społecznego, jednak skuteczna polityka powinna opierać się na proporcjonalności i zdrowym rozsądku. W przeciwnym razie nawet dobre intencje mogą przerodzić się w kolejne absurdalne obciążenia dla obywateli. Nowa ustawa o rejestracji zwierząt jest więc czymś więcej niż tylko techniczną zmianą przepisów. To symbol rosnącej skłonności państwa do regulowania kolejnych sfer życia i sięgania po coraz bardziej rozbudowane narzędzia kontroli. Rachunek za tę politykę jak zwykle zapłacą obywatele.
Polecamy również: Para sodomitów kupiła sobie dziecko. Teraz je wyśmiewają, gdy płacze za matką
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





