Polska Wiadomości

Gawkowski obala Konstytucję rozporządzeniem

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Im częściej rząd Tuska ma problemy z gospodarką i zapaścią służby zdrowia, tym bardziej brnie w tematy ideologiczne, które interesują jego betonowy elektorat. Tym razem uznał, że skoro nie potrafi zmienić Konstytucji, to ją po prostu ominie – rozporządzeniem, techniczną zmianą formularzy i urzędniczym trikiem. Ministerstwo Cyfryzacji kierowane przez Krzysztofa Gawkowskiego przygotowało właśnie nowe wzory aktów małżeństwa umożliwiające wpisywanie do polskich rejestrów związków sodomickich zawartych za granicą. I wszystko to mimo faktu, że polska Konstytucja mówi wprost, czym jest małżeństwo.

Gawkowski obala Konstytucję rozporządzeniem. Art. 18 Konstytucji RP nie pozostawia wielkiego pola do interpretacyjnych wygibasów: małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Niestety, dla obecnej władzy, która będąc w opozycji skandowała „Konstytucja, konstytucja!”, konstytucyjne przepisy są czymś w rodzaju sugestii, którą można dowolnie reinterpretować, jeśli tylko wymaga tego aktualna mądrość etapu płynąca z Brukseli oraz środowisk skrajnej lewicy.

Cała sytuacja przypomina groteskowy spektakl polityczny. Oto państwo, które jeszcze niedawno krzyczało o „praworządności”, dziś próbuje dokonywać ustrojowej rewolucji przy pomocy urzędowego formularza. Nie ustawy, nie prób zmiany Konstytucji, nawet bez poważnej debaty parlamentarnej. Wystarczy rozporządzenie i odpowiednio zmodyfikowana rubryka w systemie administracyjnym. Widocznie według nowej doktryny prawnej, jeśli zmieni się PDF w ministerstwie, to zmienia się również znaczenie Konstytucji.

To precedens skrajnie niebezpieczny, bo jeśli władza wykonawcza może redefiniować konstytucyjne pojęcia poprzez akty wykonawcze, to po co w ogóle parlament? Po co ustawy? Po co konstytucyjne zabezpieczenia? Można przecież wszystko „załatwić technicznie”, najlepiej nocą i bez rozgłosu.

Szczególnie kompromitująca jest rola Krzysztofa Gawkowskiego, który firmuje cały ten proces swoim nazwiskiem. Minister cyfryzacji z Lewicy zachowuje się tak, jakby był co najmniej konstytuantą III RP, a nie urzędnikiem związanym obowiązującym porządkiem prawnym. Tymczasem w normalnym państwie prawa polityk próbujący obchodzić konstytucyjne normy powinien zostać rozliczony politycznie i prawnie, a nie być przedstawiany jako nowoczesny reformator.

Rząd próbuje sprzedać społeczeństwu narrację, że chodzi jedynie o „techniczną transkrypcję dokumentów”. To klasyczna manipulacja językowa. W rzeczywistości chodzi o stopniowe, pełzające wprowadzanie nowej definicji małżeństwa metodą faktów dokonanych. Za tym z kolei ma pójść prawo do adopcji dzieci przez dewiantów. Najpierw formularze, potem rejestry, następnie orzecznictwo, a na końcu społeczeństwo ma usłyszeć, że „to już przecież funkcjonuje”, więc potrzeba już tylko usankcjonowania aktualnego stanu rzeczy formalnie.

To właśnie w taki sposób demoluje się państwo prawa — nie frontalnym atakiem, lecz serią pozornie drobnych kroków administracyjnych, które mają oswoić obywateli z faktem, że Konstytucja przestała być najwyższym prawem Rzeczypospolitej, a stała się przeszkodą do obchodzenia przez unijnych jurgieltników.

Najbardziej ironiczne jest jednak to, że środowiska liberalne przez lata przekonywały Polaków, iż pisowcy „łamią konstytucję”, a oni – lewica i PO bronią jej literalnego brzmienia. Dziś ci sami ludzie klaszczą z zachwytu, gdy rząd próbuje zmieniać znaczenie podstawowych instytucji ustrojowych bez zgody obywateli i bez wymaganej procedury ustawowej. Jak widać, „praworządność” obowiązuje wyłącznie wtedy, gdy służy właściwej ideologii.

Spór wokół nowych wzorów aktów małżeństwa nie jest więc technicznym detalem administracyjnym. To test na to, czy Polska nadal jest państwem opartym na Konstytucji, czy już wyłącznie krajem zarządzanym przez polityczne dekrety rewolucjonistów i ideologicznie motywowanych urzędników, przekonanych, że mogą dowolnie przepisywać rzeczywistość według dewiacyjnej wizji świata.

NASZ KOMENTARZ: Miejmy nadzieję, że za rok, po wyborach, sytuacja wróci do normy tj. trefne formularze zostaną wycofane, a dywersanci prawni pokroju Gawkowskiego trafia za kraty.

Polecamy również: UJ promuje prostytucję. Czy lewactwo panujące na uniwersytetach ma jakieś granice?

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!