Europa Wiadomości

Dewiant LGBT groził masakrą uczennic. Media milczą

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

W Wielkiej Brytanii zapadł wyrok w sprawie 21-letniego tzw. „aktywisty transpłciowego”, który wysyłał groźby pod adresem trzech szkół dla dziewcząt. Sąd skazał go na karę więzienia za wiadomości zawierające groźby zamordowania uczennic. Sama sprawa powinna wywołać szeroką debatę na temat radykalizacji, przemocy oraz bezpieczeństwa dzieci. Zamiast tego część mediów i środowisk aktywistycznych zdaje się robić wszystko, aby temat jak najszybciej zniknął z przestrzeni publicznej, dla dobra genderyzmu rzecz jasna.

Dewiant LGBT Darren Rigby wysyłał e-maile do trzech brytyjskich szkół dla dziewcząt, grożąc „zastrzeleniem i zarżnięciem wszystkich dziewcząt” w ramach zemsty za rzekome „uciskanie” przez te instytucje „kobiet trans”. Poszło o to, że szkoły odmówiły przyjmowania do klas chorych psychicznie mężczyzn podających się za kobiety. Właśnie zakończył się jego proces, w którym został skazany na 2 lata i 4 miesiące bezwzględnego więzienia. Tym razem brytyjski system sprawiedliwości zadziałał prawidłowo. Niestety tego samego nie można powiedzieć o tamtejszych mediach, które wyciszyły tę sprawę.

Nie jest tajemnicą, że w ostatnich latach wokół kwestii genderyzmu-neołysenkizmu powstał swoisty system ochrony ideologicznej. W praktyce oznacza to, że niektóre fakty są nagłaśniane, a inne marginalizowane lub przemilczane. Gdy sprawca przestępstwa reprezentuje środowisko uznawane za politycznie niewłaściwe, jego poglądy, wypowiedzi i motywacje są szczegółowo analizowane przez media. Gdy jednak sprawa dotyczy osoby związanej z ruchem transpłciowym, nagle pojawia się ostrożność, unikanie niewygodnych pytań i próby przedstawiania zdarzenia jako incydentu pozbawionego szerszego kontekstu.

Tymczasem kontekst ma znaczenie, ale nie dlatego, że odpowiedzialność za czyny jednej osoby ponosi cała grupa ludzi, ale dlatego, że każda ideologia i każdy ruch społeczny powinny podlegać takiej samej ocenie. Jeżeli media i organizacje aktywistyczne domagają się szczególnego traktowania dla własnego środowiska, w rzeczywistości podważają zasadę równości, na którą tak często się powołują. Po raz kolejny zatem ujawnia się typowa dla ruchów lewicowych, hipokryzja.

Jeszcze bardziej niepokojące są przypadki prób uciszania krytyków. W wielu krajach Zachodu osoby zadające pytania dotyczące postulatów ruchu zboczeńców i pomyleńców płciowych bywają oskarżane o nienawiść, dyskryminację lub „szerzenie uprzedzeń”. Taka strategia ma prosty cel: zniechęcić ludzi do publicznego wyrażania wątpliwości wobec absurdalnej ideologii neołysenkizmu. W rezultacie coraz mniej osób odważa się mówić otwarcie o problemach, które jeszcze kilka lat temu były przedmiotem normalnej debaty.

Sprawa gróźb wobec uczennic z Wielkiej Brytanii pokazuje, dokąd prowadzi taka atmosfera. Zamiast rzeczowej rozmowy o faktach pojawia się instynkt obrony wizerunku określonego środowiska, z powodów politycznych. Najważniejsze staje się nie to, co się wydarzyło, ale to, jak wydarzenie wpłynie na narrację propagandową jedynie słusznej lewicy. W ten sposób ofiary schodzą na dalszy plan, a priorytetem staje się kontrolowanie przekazu.

Poważne społeczeństwo w normalnym kraju nie może funkcjonować w oparciu o katalog tematów zakazanych. Jeżeli dana ideologia jest słuszna, powinna wytrzymywać krytykę, a jeżeli dany ruch społeczny działa uczciwie, nie powinien obawiać się trudnych pytań. Próby wyciszania niewygodnych faktów są oznaką słabości argumentów, a nie ich siły. Są też oznaką budowania systemu totalitarnego, z typową dla niego cenzurą.

Najważniejszym wnioskiem z tej sprawy powinno być odrzucenie podwójnych standardów. Lewicową przemoc, groźby i zastraszanie należy stanowczo potępić i zwalczać. Ponadto każda ideologia, organizacja czy środowisko powinny podlegać identycznym zasadom oceny, bez robienia systemowych wyjątków dla absurdalnych pomysłów skrajnej lewicy. W przeciwnym razie wolność słowa staje się pustym sloganem, a debata publiczna zamienia się w narzędzie ochrony wybranych grup (Żydów, dewiantów seksualnych, imigrantów) przed całkowicie słuszną krytyką.

Społeczeństwo ma prawo znać fakty. Ma również prawo dyskutować o ich znaczeniu bez obawy przed stygmatyzacją. Każda próba ukrywania niewygodnych informacji w imię politycznej poprawności szkodzi nie tylko prawdzie, ale także zaufaniu do mediów i instytucji publicznych. Skoro lewica tak kocha demokrację i wolność słowa, niech wreszcie zacznie je szanować, a nie traktować wybiórczo.

Zdjęcie poglądowe: dewiant genderowy Darren Rigby.

Polecamy również: Ukraiński dron wybuchł w porcie NATO

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!