Kultura

CIĄGNĄ NAS DO PIEKŁA ZNACZNIE GŁĘBSZEGO NIŻ MYŚLICIE, CZYLI JESZCZE RAZ O „KLĄTWIE”

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Głośnego w mijającym 2017 roku spektaklu teatralnego „Klątwa” nie oglądałem.

Dramat „Klątwa” autorstwa Stanisława Wyspiańskiego przeczytałem!!! (Wydawnictwo Literackie, Kraków 1972, w tomie wraz z „Klątwą” opublikowano wtedy „Warszawiankę”, „Wesele” i „Wyzwolenie”, w drugim tomie „Akropolis”, „Noc Listopadową”, „Powrót Odysa” oraz „Sędziów”).

I co Ty na to, Drogi Czytelniku? Masz tylko jedno wyjście; powiedz: „Trzeba zatem pójść na spektakl, porównać go z literackim pierwowzorem, i tym sposobem uzyskać uprawnienie do oceniania”.

Atoli od wiosny mijającego roku massmedia nas w chodzeniu na ten spektakl częściowo wyręczyły, pokazując takie sceny, a przez to i treści, o jakich głoszenie nie podejrzewa Stanisława Wyspiańskiego także ten, kto jego dramatu „Klątwa” nie zna. Współczesna zatem „Klątwa” teatralna jest kolejną nieuprawnioną przeróbką czyjegoś dzieła, jakimi już po stokroć dzisiejsze teatry zamęczały biednych widzów. I na tym można właściwie skończyć rozważania o „polskiej ‚Klątwie’ roku 2017” (polsko-chorwackiej, z uwagi na narodowość reżysera; Chorwaci też naród katolicki, ochrzczony znacznie wcześniej od Polaków).

W wydawanej w czasach gomółkowskich Wielkiej Encyklopedii Powszechnej pod hasłem „Wyspiański Stanisław” autorstwa Kazimierza Wyki czytamy: „Jedyne jego dramaty współczesne to ‚Klątwa’ (1899) i ‚Sędziowie’ (1907), utwory osnute wokół autentycznych realiów wziętych z kroniki sądowej (sic!), zbudowane zaś według wzorów tragedii greckiej (sic!), przesycone atmosferą biblijnego patosu moralnego (sic!)”.

No i co? Robi się ciekawie. Gdzie Rzym, gdzie Krym? I co ma piernik do wiatraka? O takiej „Klątwie” w internecie niczego nie znajdziecie. Szukaliśmy dość długo, lecz w relacjach oraz filmowych nagraniach z wywołanych ową „teatralną ‚Klątwą’” demonstracji, wystąpień, oświadczeń i kontrdemonstracji, jako żywo, padały różne nazwiska, ale nazwisko Wyspiański nigdy.

Skoro jednak „internet rządzi”, spójrzmy na stronę internetową warszawskiego Teatru Powszechnego. Podano tam wyraźnie, że owa „Klątwa” jest wystawiana „na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego” i że właśnie jako taka miała premierę w dniu 18 lutego 2017 roku. Na plakacie widnieje aliści biały gołąbek, najwidoczniej w nawiązaniu do finałowych wątków tekstu oryginału. Może już teraz kończyć to rozważanie? Nie? No to jedziemy dalej.

Gdy trwały długie przecież próby „Klątwy”, nikt chyba wtedy jeszcze nie interweniował; a już wtedy trzeba było. Później zaś rozebrzmiały słuszne oskarżenia wywiedzione z pobudek religijnych, moralnych, prawnych oraz estetycznych o „bluźnierstwo”, „ubliżanie Bogu”, „ubliżanie Chrystusowi”, „pseudo-sztukę”, „antysztukę”, „obleśność”, „obrazę Świętej Wiary Katolickiej”, a także o „zbrodniczość spektaklu”. Ale były to – koniecznie zapamiętajcie – oskarżenia przeciwko tej konkretnej inscenizacji „na motywach”, wystawianej w Warszawie, a potem przenoszonej do Chorzowa i do Wrocławia; a nie przeciwko Wyspiańskiemu, którego pamięci nikt w ogóle nie przywoływał.

Swoją drogą ciekawe jest, jak „Klątwa” była przyjmowana w Polsce, i nie tylko, w owym ponad stuleciu od jej napisania, począwszy od czasów, w których jeszcze żył autor. Nie wiemy tego, nie sprawdzaliśmy, acz jest to bardzo ciekawe zagadnienie. Bardziej niż owa umiarkowanie ciekawa komedia omyłek AD 2017.

Otóż cały problem artystycznej twórczości ostatnich dziesięcioleci, a problem ten wciąż narasta, wynika z owego krótkiego powiedzonka: „na motywach”. Tak więc „na motywach” cudzego (sic!) pomysłu i utworu wymyślono jakieś iście diabelskie, absurdalne widowisko (show), całkowicie odwracając sens i przesłanie pierwowzoru z roku 1899, i w ogóle zadeptujące pamięć o nieżyjącej już od dawna osobie autora, wszakże giganta polskiej kultury i nauczyciela Narodu, obdarzonego już dawno temu zaszczytnym mianem Wieszcza. Trzeba tu wyraźnie o tym napisać, łopatologicznie, kawę na ławę, po dwudziestoleciu katastrofy kulturowej wywołanej czynnym nadal w Polsce ustrojem szkolnym 6+3+3.

Wyspiański w swojej „Klątwie”, ponad sto lat temu, broni doktryny katolickiej, moralności katolickiej, dyscypliny katolickiej, i to w owym powszechnym ludowym wydaniu sprowadzającym się do hasła: „Nie ma winy bez kary”; oraz tego: „Bóg nie lubi, gdy człowiek sięga po to, co samemu Bogu jest przynależne”. Dzisiejsi zaś pseudoartyści odwrotnie – otwarcie plugawili katolicyzm doklejając do spektaklu jakieś sceny i zachowania wzięte wprost z domu rozpusty (albo i, bez wychodzenia na ulicę ani płacenia za wstęp, z internetu, o tak, najpewniej z internetu).

Tak więc to pierwotne nadużycie, nachalnie zasłaniane „swobodą twórczą”, polega na bezkarnym dokonywaniu przeróbki CUDZEGO UTWORU, na dowolnym posłużeniu się CUDZYM UTWOREM, lub zaledwie jego fragmentami, do przekazania treści częstokroć celowo odmiennych lub nawet wprost przeciwnych tym, jakie był przedstawiał autor pierwowzoru!!!

Tak zrobił kiedyś Andrzej Wajda z tekstem „Ziemi Obiecanej” Władysława Reymonta. Nie wierzycie? To zróbcie to, o czym wzmiankowaliśmy na wstępie: primo – przeczytajcie książkę, secundo – obejrzyjcie film (w obu wersjach, kinowej i serialowej), tertio – porównajcie sami.

Co do „Klątwy”, to tamto pierwotne nadużycie ani nie było przez nikogo oprotestowane, ani nie jest w dzisiejszej Polsce karane – to, że pod tytułem dzieła Wieszcza rozpowszechnia się treści przeciwne przesłaniu Wieszcza. Skupiono się albowiem, w tamtej sytuacji bardzo słusznie, na nadużyciu dopiero wtórnym, czyli na owym poniewieraniu Świętej Wiary Katolickiej. Co by było gdyby? Gdyby zawczasu owych jakże niesamodzielnych i po wielekroć właśnie wtórnych „artystów” złapano za rękę, najpóźniej na etapie prób, pod zarzutem „katowania” CUDZEGO DZIEŁA, i to jeszcze dzieła wielkiego autora, mogłoby nie dojść ani do premiery „’Klątwy’ inaczej”, ani do owych malowniczych przeciwko „Klątwie” manifestacji, ani także – dodajmy – do wystąpienia Hierarchii Kościelnej, która – jak to czytamy w internecie – wzywała „wszystkich wiernych i duszpasterzy (…) do podjęcia dzieł ekspiacji, postu i modlitwy”.

Mogłoby też nie dojść do wydania przez jedno ze stowarzyszeń prawniczych dotyczącej spektaklu „Klątwa” opinii prawnej. Już chcieliśmy przeczytać tęże opinię, w internecie oczywiście, aż tu na samym wstępie powstrzymało nas, prawdziwie obuchem w łeb, rozbrajająco szczere wyznanie: „Autor opinii opiera się na materiałach prasowych, w tym streszczeniach spektaklu oraz fragmentach spektaklu zamieszczonych w internecie. Materiał ten jest wystarczający do sporządzenia opinii w sprawie”.

Otóż nie! Nie! Po stokroć nie! Materiał ten się może nadawać, i to warunkowo, co najwyżej do publicystyki. Piszący niniejsze też na przedstawieniu „Klątwy” nie był, ale się o nim wymądrza (lecz nie tylko o nim).

Lecz żeby napisać – uwaga! – opinię prawną, czy recenzję naukową, lub choćby „tylko” teatralną, to musi Pan koniecznie, Panie Doktorze, podjąć to swoje własne, właściwe dla każdej profesji, acz nierzadko konieczne ryzyko zawodowe, a zatem musi się Pan ubrudzić, tak, ubrudzić, co oznacza że pójść do teatru, zapłacić za bilet, i cierpliwie obejrzeć całe przedstawienie, od deski do deski, robiąc przy tym notatki lub nawet je nagrywając, o ile prawo na to pozwala (bo nie pozwala!). A gdy to nie wystarcza, to pójść jeszcze raz, aby uchwycić także i to, co jest „między wierszami”. A skoro to jest „na motywach”, to sięgnąć sobie w domu do oryginału Wyspiańskiego, takoż przeczytać od deski do deski, i jeszcze raz, tym razem spokojnie, bo nikt nie pogania.

Nie można bowiem ogłaszać osobistej opinii o czymś, czego się osobiście nie było poznało.

Jak się rzekło, owego przysłowiowego byka można było, kto chętny, chwytać za rogi już prewencyjnie, na początku bieżącego roku. Na stronie Teatru Powszechnego w opisie przygotowywanego spektaklu czytamy m.in.: „Na ile katolicka moralność przenika podejmowane przez nas decyzje? Jak wpływa na światopogląd osób, które deklarują niezależność od Kościoła (…)?”.

I oto owa pierwsza, lecz bodaj najważniejsza fałszywka, z powodu której „’Klątwa’ roku 2017” w ogóle nie powinna była wejść „na afisz”. Karygodna sprzeczność! W utworze bowiem Wyspiańskiego, co wiecie Wy, którzyście czytali, a słusznie się domyślacie Wy, którzyście jeszcze nie czytali, nie ma żadnej postaci, która by „deklarowała niezależność od Kościoła”. Nie jest nią nawet ów Pustelnik, polemizujący z Księdzem strażnik „starej wiary”, działający wszakże, i to skutecznie w tym celu, aby Pan Bóg zdjął klątwę z pewnej wsi podtarnowskiej. Już tylko to dowodzi, jak potężnie ci dzisiejsi tak zwani artyści sponiewierali osobę i pamięć pochowanego na krakowskiej Skałce Stanisława Wyspiańskiego.

Ale o Wyspiańskiego, o ile wiadomo piszącemu niniejsze, nikt z owych „przeciwników ‚Klątwy’” się nie upominał. To skandal! Oto obecnie, w czasach walk antyaborcyjnych, nie upominano się o dobre imię Wieszcza pomimo tego, że jego „Klątwa” jest utworem wymierzonym przeciwko cudzołóstwu (o, tak!), a także broniącym czystości stanu kapłańskiego, doprawdy. Lecz dzisiejsze nasze duchowieństwo z tak wygodnej, a już zza grobu przez Wyspiańskiego udzielanej pomocy duszpasterskiej jakoś tak nie skorzystało. Dlaczego?

Natomiast owi pseudoartyści uzyskali nad swymi adwersarzami w prosty sposób przewagę, gdyż zwyczajnie przeczytali byli utwór Wyspiańskiego, którego antycudzołożne i prokapłańskie przesłanie ich rozwścieczyło, i z tego powodu utwór ten, jego tytuł, sponiewierali.

Ani ś.p. Stanisław Wyspiański, ani my, w ogóle nie poznajemy jego „Klątwy”, gdy na stronie internetowej Teatru Powszechnego dalej czytamy m.in.: „Spektakl ‚Klątwa’ wykorzystuje motywy z dramatu Wyspiańskiego do stworzenia wielowątkowego krajobrazu współczesnej religijności i areligijności. (…) Spektakl (…) zawiera sceny odnoszące się do zachowań seksualnych i przemocy, a także tematyki religijnej, które pomimo ich satyrycznego charakteru (sic!) mogą być uznane za kontrowersyjne”.

I to jest owo głębsze piekło – obszar pomieszania języka, a więc znaczeń, znaków i treści, w którym jest niszczona człowiecza zdolność do rozróżniania Dobra od Zła, Prawdy od Fałszu, Piękna od Brzydoty. Wypowiadamy jakiś wyraz, czy jakieś bardzo proste jednoznaczne zdanie, pokazujemy jakiś powszechny znak, a ONI nadają mu zupełnie inne znaczenie. I z tych powykrzywianych znaczeń budują własne teksty, narracje, spektakle, przygotowując po swojemu ową udeptaną ziemię, na którą nas z zadowoleniem zwabiają do kontrolowanej przez NICH konfrontacji.

I dobrze nam tak! Mamy za swoje! Skoro nie przychodzi nam do głowy podejść do półki i sięgnąć po tekst (w tym akurat przypadku) Wyspiańskiego, po czym poświęcić tę godzinkę na lekturę (w tym akurat przypadku) „Klątwy”.

A swoją drogą – dziś, jak i w każdych czasach, przydałby się taki literacki prawowierny stróż poprawności kapłańskiej. Potężny to temat. I by ten dzisiejszy stróż zadbał na początek o trzy rzeczy: 1. aby duchowieństwo głosiło wszystkie bez wyjątku zasady liczącej tysiące lat Świętej Wiary Katolickiej; 2. aby żadnej z tych zasad nie przeinaczało; 3. aby o żadnej z tych zasad nie zamilczało. Na razie tylko tyle. Albowiem, jak zauważył Apostoł, „wiara rodzi się ze słuchania”.

Pseudoartystom, tak dzisiaj licznym, powiemy zaś tyle: Skoro uparcie nie macie oryginalnych pomysłów twórczych, zwłaszcza zaś tych fabularnych, co do samego przesłania i wymowy utworu, to znaczy że nie jesteście żadnymi artystami i powinniście się zająć czymś innym, oby tylko uczciwym i pożytecznym. Brak oryginalnych współczesnych utworów wraz z mnożącymi się od lat owymi nieznośnymi przeróbkami, a nawet plagiatami dzieł autorów dawniejszych składa się na ponury obraz upadku. Nie szarp więc, jeden z drugim, dorobku poprzedników, ale wymyśl coś własnego, „a jak nie potrafisz, to nie pchaj się na afisz” – jak powiada stare artystyczne przysłowie.

Natomiast wszelkiego rodzaju plagiatorów, w sztuce, w literaturze, w nauce, i wszelkich innych trzeba natychmiast wsadzać do pudła!!! I niech jeszcze płacą zadośćuczynienie pokrzywdzonym autorom. A gdy ci już dawno pomarli, i przysługujące spadkobiercom prawa autorskie wygasły, to niech płacą na utrzymanie polskich muzeów, bibliotek i archiwów.

U Wyspiańskiego przejawem tytułowej Bożej klątwy była dotkliwa susza. Czyż my dzisiaj, w „realu” i w „wirtualu” nie oglądamy wokół najrozmaitszych innych klątw? Przyczyny tamtej klątwy ludzie dawniejsi w mig odgadli, i podjęli stosowne czynności ofiarno-przebłagalne, a Wyspiański to opisał. My zaś dzisiaj patrzymy, modlimy się nawet, na publicznych zgromadzeniach, ale czy dostrzegamy.

Marcin Drewicz

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Komentarze