Świat Wiadomości Żydzi

Chrześcijanie z Taybeh błagają o pomoc. Atakują ich żydonaziści

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

W miejscowości Taybeh na Zachodnim Brzegu, jednej z ostatnich w pełni chrześcijańskich miejscowości w regionie, narasta napięcie związane z powtarzającymi się atakami izraelskich osadników. Miejscowy katolicki ksiądz Bashar Fawadleh alarmuje, że mieszkańcy doświadczają regularnych wtargnięć na prywatne posesje, niszczenia mienia, podpaleń oraz zastraszania, a w ostatnich tygodniach sytuacja miała się wyraźnie pogorszyć. Duchowny zaapelował o międzynarodową pomoc i zwrócił się o interwencję do papieża Leona XIV.

Taybeh to jedno z ostatnich całkowicie chrześcijańskich miejscowości w regionie. Wioska od miesięcy doświadcza powtarzających się ataków żydonazistowskich osadników. Teraz miejscowy katolicki proboszcz, ksiądz Bashar Fawadleh, mówi wprost: mieszkańcy czują się zapomniani i pozostawieni sami sobie.

To nie jest historia o pojedynczym incydencie, który można zbyć jako wybryk kilku awanturników. Z relacji duchownego wynika obraz systematycznego zastraszania mieszkańców, niszczenia ich własności, podpaleń pól, niszczenia gospodarstw i kolejnych wtargnięć na prywatne tereny. W ostatnim przypadku, 5 sierpnia, osadnicy mieli wielokrotnie wchodzić na posesję chrześcijańskiej rodziny, która przygotowała właśnie dom do zamieszkania. Przecięli ogrodzenie, zajęli teren i sprowadzili na niego stado owiec. Gdy ksiądz udzielał wywiadu, ci sami ludzie mieli ponownie pojawić się na działce i rozbijać tam namioty.

Trudno znaleźć bardziej dosadny przykład tego, czym w praktyce może stać się przemoc osadnicza: najpierw pojawia się wtargnięcie, potem przejęcie przestrzeni, następnie presja, a ostatecznie człowiek mieszkający tam od pokoleń zaczyna zastanawiać się, czy w ogóle może pozostać we własnym domu. Ksiądz Fawadleh nie opisuje przy tym jednorazowego zdarzenia. Mówi o niemal codziennych wtargnięciach, niszczeniu ziemi uprawnej, blokowaniu dróg, podpalaniu nieużytków i stałym nacisku na mieszkańców.

Wcześniejsze wydarzenia są jeszcze bardziej niepokojące. W czerwcu ogień pojawił się w pobliżu Taybeh, a według miejscowego proboszcza i palestyńskiej obrony cywilnej żydonaziści mieli blokować strażakom możliwość dotarcia do miejsca pożaru, otaczając ludzi próbujących dostarczyć wodę i oddając strzały. Reuters odnotował również, że izraelskie wojsko początkowo wstrzymało dostęp strażaków z powodu procedur koordynacji bezpieczeństwa.

Jeszcze wcześniej, w 2025 roku, doszło do ataków na samą miejscowość. Podpalano samochody, nanoszono groźne graffiti, niszczono pola, a ogień pojawił się w pobliżu cmentarza oraz liczącego około półtora tysiąca lat kościoła św. Jerzego. Chrześcijańscy patriarchowie i zwierzchnicy Kościołów w Jerozolimie alarmowali wówczas o „klimacie bezkarności” i domagali się od izraelskich władz ochrony mieszkańców.

W tej sprawie nie chodzi wyłącznie o to, że grupa radykalnych osadników dopuszcza się przemocy. Równie ważne jest pytanie, dlaczego mieszkańcy Taybeh przez tak długi czas muszą żyć w przekonaniu, że sprawcy mogą działać niemal bezkarnie. Jeżeli człowiek może wejść na cudzą ziemię, przeciąć ogrodzenie, sprowadzić tam zwierzęta, podpalić pole albo zastraszać rodzinę, a ofiara zamiast ochrony otrzymuje kolejną wizytę agresorów, to problem przestaje być wyłącznie problemem chuligaństwa. Staje się problemem państwa, które nie potrafi albo nie chce ochronić własności i bezpieczeństwa cywilów znajdującej się pod jego kontrolą.

Co szczególnie wymowne, 9 sierpnia izraelska armia zdecydowała o zamknięciu Taybeh dla izraelskich obywateli, tłumacząc decyzję koniecznością powstrzymania kolejnych ataków. Reuters podał, że wojsko określiło miejscowość jako zamkniętą strefę wojskową właśnie w związku z przemocą ze strony Izraelczyków. To posunięcie pokazuje skalę problemu: sytuacja stała się na tyle poważna, że same izraelskie władze uznały konieczność ograniczenia dostępu osadników do miejscowości.

Nie można przy tym pozwolić, aby krytyka tych działań została przedstawiona jako atak na Żydów czy judaizm. Problemem są konkretni sprawcy przemocy, radykalna ideologia usprawiedliwiająca odbieranie ziemi innym ludziom oraz bezkarność osób, które dopuszczają się przestępstw. Tak samo jak nie wolno usprawiedliwiać przemocy Hamasu czy innych organizacji terrorystycznych poprzez przypisywanie jej wszystkim Palestyńczykom, tak nie wolno utożsamiać wszystkich Żydów z przestępstwami popełnianymi przez radykalnych izraelskich osadników.

Tym bardziej trzeba jednak mówić o tym głośno. Bo Taybeh nie jest anonimową wioską pozbawioną znaczenia dla chrześcijaństwa. To biblijne Efraim, miejsce związane z pobytem Jezusa przed Jego męką. Dla miejscowych chrześcijan jest żywym świadectwem tego, że chrześcijaństwo na tej ziemi nie pojawiło się wczoraj i nie jest przybyszem. Jest częścią historii regionu sięgającej pierwszych wieków chrześcijaństwa.

Dlatego słowa księdza Fawadleha powinny zabrzmieć szczególnie mocno w Europie. „Nie zapominajcie o Taybeh” – apeluje duchowny. Prosi katolickie diecezje na całym świecie o zabranie głosu i zwraca się bezpośrednio do papieża Leona XIV o interwencję. Mieszkańcy nie domagają się przywilejów. Chcą, jak mówi proboszcz, żyć w pokoju, sprawiedliwości i godności. Nie jest to żądanie wygórowane. Jest to absolutne minimum, którego należy wymagać od każdego państwa i każdej władzy.

Miejscowy ksiądz mówi o strachu, samotności i rodzinach, które zaczynają rozważać opuszczenie swoich domów. Jeżeli presja będzie trwała, radykalni osadnicy mogą osiągnąć coś, czego nie powinien osiągnąć żaden akt przemocy: doprowadzić do kolejnego exodusu chrześcijan z ziemi, na której ich wspólnoty istnieją od czasów apostolskich.

Świat nie powinien czekać, aż w Taybeh zostaną tylko puste domy, opuszczone pola i wspomnienie po jednej z najstarszych wspólnot chrześcijańskich Bliskiego Wschodu, a Żydzi znów ogłoszą swój wielki triumf  na drodze do budowy czystego rasowo „Wielkiego Izraela”. Potrzebna jest realna ochrona mieszkańców, ściganie sprawców i jasny sygnał, że przemoc osadników nie może być narzędziem wypychania autochtonów z ich ziemi.

Jeśli cywilizowane prawo ma znaczyć cokolwiek, nie może rózróżniać praw ludzi wyłącznie od tego, kto nosi na głowie myckę (rzekomy „lud wybrany” – według Żydów), a kto krzyżyk na szyi (goj-podczłowiek).

Polecamy również: Niemieckie baseny: fala napaści seksualnych imigrantów

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!