Miał 91 lat, kiedy postanowił walczyć z niemieckimi mediami za użycie kłamliwego określenia „polski obóz zagłady” w odniesieniu do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Dziś Stanisław Zalewski ma 101 lat i nadal nie doczekał się finału swojej sprawy. Dziesięć lat życia później wciąż musi walczyć nie tylko z niemieckimi mediami, ale także z absurdalną przewlekłością postępowania w rzekomo polskich sądach.
101-letni Polak nadal walczy z Niemcami. Trudno o bardziej wymowny przykład tego, jak wygląda starcie o pamięć historyczną. Zalewski nie jest historykiem siedzącym w wygodnym gabinecie. To były więzień niemieckich obozów Auschwitz, Mauthausen i Gusen, a obecnie prezes Związku Byłych Więźniów Politycznych Hitlerowskich Więzień i Obozów Koncentracyjnych. W 2017 roku pozwał wydawcę bawarskiego portalu Mittelbayerische Zeitung. Powód? Niemieckie media określiły Treblinkę mianem „polskiego obozu zagłady”. Domagał się przeprosin oraz 50 tys. zł na rzecz związku byłych więźniów.
Przypomnijmy więc rzecz absolutnie podstawową: Treblinka nie była żadnym „polskim obozem”. Była niemieckim ośrodkiem zagłady utworzonym przez niemieckie władze okupacyjne na terytorium okupowanej Polski. W Treblince Niemcy zamordowali około 900 tys. ludzi. Samo określenie „polski obóz” jest więc nie tylko geograficznym skrótem, lecz sformułowaniem, które może odwracać odpowiedzialność za zbrodnię. Instytut Pamięci Narodowej jednoznacznie opisuje Treblinkę jako niemiecki obóz zagłady powstały w ramach niemieckiej akcji „Reinhardt”.
A jednak zamiast skupić się na sednie sprawy, przez lata trwał sądowy ping-pong. Sąd Okręgowy uznał, że polskie sądy mogą rozpatrywać sprawę. Następnie Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał inaczej i odrzucił pozew, a sprawa trafiła aż do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W 2021 r. TSUE rozstrzygnął kwestię tzw. pełnej jurysdykcji, co stało się podstawą decyzji Sądu Apelacyjnego o odrzuceniu pozwu.
Zalewski się jednak nie poddał. Wniósł kasację do Sądu Najwyższego. I tutaj nastąpił przełom. 18 lutego 2025 r. Sąd Najwyższy uchylił postanowienie Sądu Apelacyjnego i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. SN wskazał, że wcześniejsze rozstrzygnięcie TSUE nie wykluczało możliwości rozpoznania przez polski sąd przynajmniej tej części sprawy, która dotyczy szkody wyrządzonej w Polsce.
Czyli po latach procesowych przepychanek okazało się, że sprawa jednak może być rozpoznawana przez polski wymiar sprawiedliwości w odpowiednim zakresie. Tyle że dla 101-letniego człowieka każdy kolejny rok nie jest abstrakcyjną jednostką czasu.
Stanisław Zalewski powiedział, że coraz częściej ma wrażenie, iż polski sąd po prostu czeka na jego śmierć. To zdanie powinno być dla „polskiego” wymiaru sprawiedliwości dzwonem alarmowym. Nie chodzi już wyłącznie o spór dotyczący jednego artykułu. Chodzi o elementarną kwestię – czy Polak, który przeżył niemieckie obozy koncentracyjne, ma umrzeć, zanim doczeka się rozstrzygnięcia w sprawie dotyczącej fałszowania pamięci o niemieckich zbrodniach?
Niemcy przez dziesięciolecia bardzo skutecznie budowali swój wizerunek państwa rozliczonego z hitleryzmem/nazizmem. Tymczasem kiedy w niemieckich mediach pojawia się określenie „polski obóz”, problem przestaje być wyłącznie kwestią językową. Polska musi protestować, polskie instytucje muszą reagować, a polscy byli więźniowie muszą pozywać wydawców, żeby przypominać rzecz oczywistą: to nie Polska stworzyła Treblinkę.
Niemcy nie mogą oczekiwać, że Polacy będą bez końca tolerować język, który zaciera granicę między sprawcą a miejscem popełnienia zbrodni. Polska była okupowanym krajem. Niemcy budowali na jej terytorium fabryki śmierci. To Niemcy organizowali aparat terroru, transporty, egzekucje i masową zagładę. Najbardziej ponure jest jednak to, że człowiek, który ma dziś 101 lat, nadal musi o tym przypominać.
Karol Tendera, były więzień Auschwitz, również prowadził podobną walkę przeciwko niemieckiej telewizji ZDF. Zmarł w 2019 roku, mając 98 lat. Nie doczekał niemieckiego „przepraszamy”. Ile jeszcze czasu ma czekać Zalewski? Dlaczego państwo polskie nie potrafi stanąć po stronie własnych obywateli, kiedy ci walczą o prawdę historyczną? To niestety wciąż pytania bez odpowiedzi.
101-letni były więzień nadal walczy. Ci, którzy przez lata próbowali rozmywać odpowiedzialność za niemieckie zbrodnie, powinni wreszcie usłyszeć prostą odpowiedź: prawda historyczna nie podlega negocjacji. WSZYSCY WON z kłamstwem o „polskich obozach”, ale także innymi kłamstwami: o niewinnych Żydach, wyzwolicielskiej roli Armii Czerwonej i banderyzmie, jako rzekomo normalnym ruchu narodowowyzwoleńczym!
Polecamy również: Bruksela przykręca kurek Ukrainie





