Treblinka „skatólicyzowana”? Izrael krytykuje Polskę

II Powojenna Konferencja Żydoznawcza GŁÓWNE WYDARZENIE MAGNA POLONIA II Powojenna Konferencja Żydoznawcza Program i szczegóły →

Treblinka doczekała się nowej żydowskiej ofensywy propagandowej. Problemem standardowo, podobnie jak przed laty w przypadku Auschwitz stały się krzyże. A dokładniej – fakt, że w miejscu niemieckich zbrodni znajdują się nie tylko żydowskie ale również symbole chrześcijańskie upamiętniające ludzi zamordowanych przez Niemców. Obrzydliwa żdowska gazeta „Haaretz” uznała to za przejaw „katolicyzacji” pamięci o obozie zagłady.

Po raz kolejny przekonujemy się, że w żydowskiej logice pamięć historyczna powinna być odpowiednio sprofilowana. Ofiary żydowskie – oczywiście tak. Ofiary polskie – owszem, ale najlepiej bez przesadnego eksponowania ich wiary. Krzyże? Najlepiej bez, bo wiara gojów nie ma znaczenia. Polacy, którzy pomagali Żydom? Można wspomnieć, ale koniecznie trzeba równolegle przypomnieć tych, którzy zachowywali się podle. A jeżeli pojawi się pomnik człowieka, który według części świadectw próbował podać wodę deportowanym Żydom, natychmiast trzeba rozpocząć dyskusję, czy aby na pewno był to właśnie ten człowiek.

To bardzo wygodny model prowadzenia polityki pamięci. Najpierw ustala się, jaki obraz historii powinien zobaczyć zwiedzający, a następnie rzeczywistość próbuje się dopasować do tego obrazu. Najbardziej kuriozalny jest zarzut Haaretz o „katolicyzacji”.

Treblinka znajduje się w Polsce, Polacy przez stulecia byli społeczeństwem w zdecydowanej większości chrześcijańskim a przede wszystkim – w obozie zginęły setki polskich katolików. Nic więc szczególnie dziwnego w tym, że polskie rodziny, których bliscy zostali zamordowani przez Niemców, upamiętniały ich za pomocą krzyży. Czy naprawdę trzeba prowadzić międzynarodowe konsultacje, aby ustalić, że rodzina ma prawo postawić krzyż przy miejscu śmierci swojego krewnego?

Międzynarodowa Rada Treblinki, jak wynika z relacji, nie domaga się wprawdzie usunięcia krzyży, lecz chce mocniejszego zaakcentowania żydowskiego charakteru miejsca. I tutaj pojawia się pytanie zasadnicze: dlaczego jedno musi oznaczać ograniczenie drugiego?

Można przecież powiedzieć prawdę o żydowskich ofiarach Treblinki bez usuwania polskich znaków pamięci. Można przypominać skalę Zagłady bez traktowania każdego polskiego krzyża jako potencjalnego zagrożenia dla właściwej narracji. Można również mówić o przypadkach podłości Polaków bez tworzenia wrażenia, że cała historia Polaków w czasie okupacji sprowadzała się do roli mniej lub bardziej gorliwych pomocników Niemców. Niestety, to nie satysfakcjonuje wiecznie krtycznego żydostwa, które na siłę szuka problemów i skłóca się ze wszystkimi, by potem grzmieć o „antysemityzmie”.

Nie mniej ciekawa jest sprawa kamieni z nazwami Jedwabnego i Radziłowa. Jak przypomina Muzeum Treblinka, zostały one ustawione w latach 90. z inicjatywy organizacji żydowskiej i za zgodą twórców istniejącego upamiętnienia. Dzisiaj pojawia się postulat ich usunięcia, ponieważ większość Żydów z tych miejscowości została zamordowana na miejscu, a nie w Treblince. Muzeum proponuje zamiast tego po prostu wyjaśnić zwiedzającym, co dokładnie oznaczają te kamienie.

REKLAMA

Jest też sprawa Jana Maletki. Według Instytutu Pileckiego kolejarz został zamordowany przez Niemców w 1942 roku podczas próby podania wody Żydom jadącym do Treblinki. Jednocześnie Muzeum Treblinka zaznacza, że identyfikacja okoliczności jego śmierci nie jest całkowicie pewna, a część badaczy kwestionuje niektóre elementy tej historii. I właśnie tutaj powinien wkroczyć historyk, a nie urzędnik, czy syjonistyczny lobbysta. Jeżeli dowody są mocne – pokażmy je. Jeżeli istnieją wątpliwości – również je pokażmy. Historia nie potrzebuje ani wybielania, ani czarnej farby. Potrzebuje -uwaga,uwaga- źródeł.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy jedna grupa ofiar, uznająca się za naród lepszej kategorii, otrzymuje niemal wyłączność na definiowanie, jak należy przedstawiać miejsce kaźni. Treblinka nie jest izraelskim muzeum. Jest miejscem położonym w Polsce, na ziemi, na której Niemcy dokonali masowej zbrodni. Pamięć o żydowskich ofiarach jest jej absolutnie fundamentalną częścią, ale nie wynika z tego, że inne ofiary albo polskie doświadczenie okupacji należy przedstawiać jako niepotrzebny, czy wręcz niepożądany dodatek.

Najbardziej absurdalne jest chyba samo słowo „katolicyzacja”, użyte przez żydowskiego autora artykułu Haaretz. Można by pomyśleć, że ktoś przyjechał do Treblinki i zamiast miejsca kaźni zobaczył tam katolickie sanktuarium z odpustem, procesją i straganem z dewocjonaliami. Tymczasem mowa o krzyżach stawianych przez rodziny i społeczność w miejscu, gdzie Niemcy mordowali ich krewnych.

Jeżeli więc problemem staje się krzyż, to być może problem nie leży w samym upamiętnieniu, ale jego formie. Nie od dziś wiadomo, że Żydzi nienawidzą chrześcijaństwa, w szczególności krzyża. Na jego widok dostają furii i znak ten jest tak znienawidzony, że w działaniach matematycznych Izrael odrzucił znak + w dodawaniu, wymyślając własną formę.

REKLAMA

Treblinka powinna być miejscem prawdy, a nie sporu o to, kto dostanie największy udział w zarządzaniu pamięcią i komu wolno na własnej ziemi stawiać własne symbole religijne. Jeżeli krzyż przeszkadza Żydom w opowiadaniu historii o niemieckiej zbrodni, to nie powinni tam przyjeżdzać. Niech siedzą u siebie i dadzą nam wreszcie święty spokój.

Polecamy również: Tusk chce powołać naczelny urząd ds. cenzury debaty publicznej

FUNDACJA MAGNA POLONIA

Ten portal istnieje dzięki Czytelnikom.

Jeśli ten tekst był dla Ciebie wartościowy, pomóż nam finansować kolejne materiały, książki i działalność Fundacji.

9 461 zł54%
Cel: 17 500 zł · brakuje 8 039 zł
Zobacz darczyńców tego miesiąca →