Antonina Kopyt, lewacka aktywistka i edukator seksualna współtworząca podstawę programową edukacji zdrowotnej, pokazuje w swoich materiałach sposób prowadzenia zajęć dotyczących zakładania prezerwatywy. Materiał budzi poważne pytania o granice szkolnej edukacji oraz o to, czy pod pozorem troski o zdrowie do szkół nie jest wprowadzana coraz dalej idąca seksualizacja dzieci.
Prezerwatywy na lekcjach w szkole lada dzień mogą stać się faktem? Skrajnie lewicowa aktywistka Antonina Kopyt, która to zapowiada, była członkinią zespołu pracującego nad podstawą programową przedmiotu „edukacja zdrowotna”. Nie jest więc jedynie komentatorką reformy – należała do grona osób mających wpływ na kształt treści, które trafiają do polskich szkół.
W opublikowanym przez nią materiale przedstawiony zostaje praktyczny instruktaż dotyczący zakładania prezerwatywy. Kopyt prezentuje również przyrządy służące do rozszerzania pochwy, wskazując je jako pomoce, które mogą być wykorzystywane do ćwiczenia zakładania prezerwatyw. W materiale pojawia się także odniesienie do ich zastosowania przez dewiantów gender.
PRzyjrzyjmy się faktom – uczniowie oczywiście powinni otrzymywać rzetelną wiedzę o dojrzewaniu, zdrowiu, chorobach przenoszonych drogą płciową czy zagrożeniach związanych z przemocą seksualną. Czym innym jest jednak przekazywanie wiedzy, a czym innym praktyczne oswajanie dzieci z seksualnością dewiacyjną, zboczeniami i uczenie ich technik związanych z nienormalną aktywnością seksualną. To właśnie przekroczenie tej granicy budzi największe obawy rodziców.
Rządzący przedstawiają „edukację zdrowotną” przede wszystkim jako nowoczesny program profilaktyki zdrowotnej. Problem polega na tym, że jego zakres obejmuje również zagadnienia dotyczące seksualności, antykoncepcji, relacji, tzw. orientacji seksualnej” czy tzw. 'tożsamości płciowej”.
Nazwa przedmiotu „edukacja zdrowotna” w tych warunkach brzmi neutralnie i uspokajająco, podczas gdy w praktyce część programu wkracza w obszar, który wielu rodziców uważa za należący przede wszystkim do rodziny. Trudno również nie zauważyć, że przyjęta przez lewackich edukatorów seksualnych filozofia zakłada coraz wcześniejsze oswajanie dzieci z tematyką seksualną. Prowadzi to do przesuwania granicy tego, co jeszcze kilka lat temu uznawano za domenę prywatności i wychowania rodzinnego.
Rodzice mają pełne prawo pytać, jakie materiały wykorzystywane są podczas zajęć oraz jak nauczyciele i edukatorzy interpretują podstawę programową. Nagranie Antoniny Kopyt pokazuje, że nie jest to abstrakcyjna dyskusja. Jeżeli osoba współtworząca podstawę programową przedstawia praktyczny sposób uczenia zakładania prezerwatyw, rodzice mają prawo zastanawiać się, czy właśnie tak ma wyglądać szkolna edukacja ich dzieci i dlaczego nie są o tym informowani – wszystko odbywa się za ich plecami.
NASZ KOMENTARZ: Szkoła ma przekazywać wiedzę i nie powinna stawać się miejscem darmowego siania lewicowej propagandy, eksperymentowania z granicami obyczajowymi i zastępowaniem rodziców w wychowaniu seksualnym dzieci. To prawdziwy skandal!
Zdjęcie poglądowe: Antonina Kopyt.
Polecamy również: Ben-Gvir chce ministerstwa czystek etnicznych
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




