Europa Polska Wiadomości

Paryż wyrzuca Polaków. Eksmisja Domu Kombatanta

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

11 sierpnia 2026 r., w 124. rocznicę urodzin gen. Władysława Andersa, francuska policja dokonała na rozkaz władz Paryża eksmisji polskich organizacji, szkoły polonijnej i kombatantów z historycznego Domu Kombatanta im. gen. Andersa przy 20 rue Legendre w Paryżu. Budynek – zabytkowa pięciopiętrowa kamienica o szacunkowej wartości rynkowej około 30 milionów euro – zakupiony został po wojnie ze środków rządu RP na emigracji i składek żołnierzy Andersa, przez dekady był sercem polskiej Polonii we Francji. Dziś stoi pusty.

Paryż wyrzuca Polaków. Andrzej Dębiński, przewodniczący Komitetu Obrony Domu Polskiego Kombatanta w Paryżu, relacjonował, że do budynku przybyło około dziesięciu policjantów. Według jego relacji osoby przebywające w Domu Kombatanta zostały zmuszone do opuszczenia nieruchomości, a wcześniej nie miały zostać poinformowane o dokładnym terminie przeprowadzenia czynności.

„Wyrzucili nas na ulicę” – tak Dębiński opisał sytuację po opuszczeniu budynku. Szczególnie istotny jest dla niego fakt, że wraz z eksmisją polskie organizacje utraciły dostęp do znajdujących się wewnątrz zbiorów, książek, mebli i innych przedmiotów związanych z działalnością Domu Kombatanta.

Historia paryskiego Domu Kombatanta sięga okresu bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej. Wielu polskich żołnierzy walczących na Zachodzie nie chciało lub nie mogło wrócić do Polski znajdującej się pod władzą komunistyczną. We Francji powstawały więc struktury polskiej emigracji, które miały zapewnić byłym żołnierzom możliwość wspólnego życia, organizowania działalności społecznej i podtrzymywania polskiej tożsamości.

Budynek przy 20 rue Legendre w XVII dzielnicy Paryża został zakupiony w 1948 roku. Środki pochodziły ze składek polskich żołnierzy oraz wsparcia rządu RP na uchodźstwie. Dom od początku miał służyć polskim kombatantom i kolejnym pokoleniom Polaków we Francji. Z czasem jego funkcja znacznie wykraczała poza działalność samych kombatantów. W budynku działały polskie organizacje, odbywały się konferencje, uroczystości patriotyczne i wydarzenia kulturalne. Funkcjonowała tam również polska szkoła, do której uczęszczało ponad sto dzieci. Dom stał się więc jednym z centrów życia polskiej społeczności w Paryżu.

Dlatego obecny konflikt dotyczy nie tylko prawa do konkretnej kamienicy. Dla wielu Polaków we Francji jest to spór o zachowanie jednego z materialnych śladów powojennej emigracji niepodległościowej. Sedno obecnego sporu tkwi w sposobie, w jaki nieruchomość została formalnie nabyta.

W momencie zakupu francuskie przepisy utrudniały zagranicznym stowarzyszeniom posiadanie nieruchomości. Zastosowano więc konstrukcję z udziałem osób fizycznych pełniących funkcję powierników (słupów). To właśnie wokół statusu tych powierników i późniejszych zmian dokumentów narósł konflikt, który po kilkudziesięciu latach trafił do francuskiego sądu.

Środowisko Stowarzyszenia Polskich Kombatantów oraz organizacji broniących Domu Kombatanta utrzymuje, że nieruchomość została nabyta w interesie polskich kombatantów i miała służyć polskiej społeczności. Druga strona sporu powołuje się natomiast na formalny status prawny wynikający z dokumentów i późniejszych przekształceń organizacyjnych.

W pierwszej instancji sąd przyznał rację stronie reprezentującej cwanych powierników. W konsekwencji polskie organizacje korzystające z budynku otrzymały nakaz jego opuszczenia. Problem polega jednak na tym, że postępowanie nie zostało jeszcze ostatecznie zakończone. To właśnie ten element sprawy budzi największe kontrowersje po wtorkowej eksmisji.

Andrzej Dębiński podkreśla, że wyrok pierwszej instancji nie jest prawomocny, a reprezentowane przez niego środowisko złożyło apelację. Rozprawę apelacyjną wyznaczono na połowę września. Jednocześnie sąd pierwszej instancji zarządził tymczasową egzekucję wyroku, co umożliwiło przeprowadzenie eksmisji jeszcze przed rozpoznaniem odwołania. Z punktu widzenia środowiska broniącego Domu Kombatanta oznacza to sytuację szczególnie trudną: zanim sąd apelacyjny wypowie się o sporze, polskie organizacje zostały faktycznie pozbawione możliwości korzystania z budynku.

Dębiński wskazuje również na zasądzoną kwotę około 240 tys. euro, którą stowarzyszenie ma zapłacić stronie uznanej przez sąd za właściciela. Jego zdaniem zarówno wysokość zobowiązania, jak i sposób przeprowadzenia egzekucji wymagają dalszego wyjaśnienia.

Obecna eksmisja jest kulminacją konfliktu, który narastał przez wiele lat. Szczególnie istotnym momentem był okres po 2015 roku, kiedy pojawiły się koncepcje wykorzystania nieruchomości w sposób bardziej komercyjny. W odpowiedzi na te plany powstało środowisko, które od kilku lat próbuje zachować Dom Kombatanta jako miejsce działalności polonijnej. W ostatnich latach konflikt przeniósł się na drogę sądową. Działacze polonijni wielokrotnie alarmowali, że przegrana w sporze może oznaczać nie tylko utratę budynku, ale również rozpad działalności organizacji, które przez lata korzystały z jego pomieszczeń.

Jeszcze w czerwcu przedstawiciele Stowarzyszenia Polskich Kombatantów ostrzegali, że mogą zostać usunięci z budynku. Wskazywali wówczas, że w Domu działa kilka polskich organizacji, szkoła, chór oraz inne inicjatywy społeczne i kulturalne. Dziś ostrzeżenia te stały się faktem.

W przypadku Domu Kombatanta szczególne znaczenie ma jego symbolika. To miejsce powstało w czasach, gdy Polska znajdowała się za żelazną kurtyną, a tysiące polskich żołnierzy, którzy walczyli z Niemcami u boku zachodnich aliantów, znalazły się poza ojczyzną. Dla wielu z nich powrót do komunistycznej Polski nie był możliwy z powodów politycznych albo oznaczałby utratę bezpieczeństwa i wolności. Dom Kombatanta był jednym z miejsc, w których ta emigracja mogła zachować swoją ciągłość. Z biegiem lat zmieniła się jego funkcja, ale nie zniknęło znaczenie historyczne.

W budynku spotykały się kolejne generacje polskich emigrantów. Organizowano uroczystości, wykłady, koncerty, wydarzenia religijne i patriotyczne. Dom był także miejscem nauki języka polskiego dla dzieci urodzonych już we Francji. Dlatego przedstawiciele środowiska kombatanckiego traktują obecny konflikt jako walkę nie tylko o nieruchomość, lecz także o zachowanie materialnego dziedzictwa polskiej emigracji.

Sprawa Domu Kombatanta była już wcześniej przedmiotem zainteresowania polskich instytucji państwowych. Biuro do Spraw Polonii Kancelarii Prezydenta RP zwracało się do Ambasady RP w Paryżu oraz właściwej komórki Ministerstwa Spraw Zagranicznych o informacje dotyczące prawnego tła sporu i działań podejmowanych w tej sprawie. Jednocześnie część środowisk polonijnych zarzuca władzom warszawskim zbyt słabą reakcję. Działacze wskazywali wcześniej, że kierowane do ambasady i MSZ apele nie przyniosły oczekiwanej odpowiedzi.

Po przeprowadzonej eksmisji pytanie o reakcję państwa polskiego staje się jeszcze bardziej aktualne. Jeżeli bowiem ostateczny wyrok francuskiego sądu utrzyma dotychczasowe rozstrzygnięcie, Polska może utracić kolejne miejsce związane z historią emigracji niepodległościowej. Rządowi Tuska jest to jednak obojętne. OStatnie o co dba, to dobro pPolakó za granicą. Ważniejsi są dla niego imgiranci z Ukrainy i sama Ukraina.

Andrzej Dębiński zapowiada dalszą walkę o nieruchomość i podkreśla, że stawką jest zachowanie miejsca związanego z polskimi żołnierzami i historią emigracji. „To jest po prostu polityczne niszczenie śladów polskiej obecności, polskiego honoru, polskich żołnierzy, polskiej krwi we Francji” – ocenił.

NASZ KOMENTARZ: Niestety, wiele wskazuje na to, że winnymi całej sytuacji są zarządcy domu Kombatanta, którzy przez kilkadziesiąt lat nie potrafili uregulować statusu nieruchomości. W ten sposób napluli na groby Polaków, którzy składali się na zakup budynku. Skandaliczne jest z kolei działanie francuskich władz, które wypędzają ludzi z budynku jeszcze przed prawomocnym wyrokiem. Jesteśmy pewni, że gdyby chodziło o budynek służący mniejszości murzyńskiej lub arabskiej, reakcje byłyby bardziej stonowane w obawie przed łatką rasizmu. Polaków można gnoić, zwłaszcza, że Warszawa ma to gdzieś.

Polecamy również: O katolickich zasadach tolerancji religijnej według kard. Ottavianiego

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!