Władze warszawskie, zamiast szukać oszczędności, wolą sięgać do kieszeni obywateli. Kupujesz samochód, mieszkanie albo dokonujesz większego zakupu? Fiskus może zainteresować się tym, skąd wziąłeś pieniądze. Nie chodzi przy tym wyłącznie o milionerów czy właścicieli luksusowych aut. Jeżeli wydatki podatnika wyraźnie przewyższają jego oficjalnie wykazywane dochody, urząd skarbowy może zażądać wyjaśnień dotyczących źródła pieniędzy. W skrajnym przypadku nieudokumentowany dochód może zostać objęty podatkiem w wysokości 75%.
Rząd bierze się za kupujących samochody. Problem nie polega na tym, że państwo wprowadziło podatek od nabywania aut. Interesuje się przede wszystkim sytuacją, w której nie jest w stanie znaleźć legalnego i udokumentowanego źródła finansowania wydatku. Jeżeli ktoś przez lata wykazuje niewielkie dochody, a następnie kupuje samochód za kilkadziesiąt tysięcy złotych, nabywa mieszkanie albo dokonuje innej kosztownej transakcji, może zostać poproszony o wykazanie, skąd pochodziły pieniądze.
„Rzeczpospolita”, powołując się na dane Ministerstwa Finansów podała, że liczba postępowań dotyczących przychodów z nieujawnionych źródeł wzrosła z 216 w 2023 roku do 259 w 2024 roku i 298 w 2025 roku. W pierwszej połowie 2026 roku wszczęto 82 takie postępowania. To jednak tylko formalne postępowania podatkowe. Wcześniej urząd może prowadzić czynności sprawdzające, których jest zdecydowanie więcej.
Przykłady opisane przez dziennik wskazują, że zainteresowanie fiskusa może wzbudzić nawet pozornie zwyczajna transakcja. Jedna z kobiet kupiła samochód za 50 tys. zł. Ponieważ dopiero rozpoczęła pracę i wcześniej nie wykazywała dochodów, urząd zainteresował się pochodzeniem środków. W innym przypadku mężczyzna kupił mieszkanie i musiał wyłożyć 60 tys. zł wkładu własnego. Choć od kilku lat pracował, jego dochody były niewielkie, ponieważ otrzymywał minimalne wynagrodzenie. Fiskus chciał więc ustalić, w jaki sposób zgromadził pieniądze.
Nie oznacza to oczywiście, że zakup samochodu za 50 tys. zł automatycznie uruchomi kontrolę. Kluczowa jest relacja pomiędzy wydatkami a wykazywanymi źródłami finansowania. Podatnik może przecież posiadać oszczędności zgromadzone wcześniej, otrzymać darowiznę, sprzedać inną rzecz lub majątek, zaciągnąć kredyt albo uzyskać pieniądze z legalnego źródła, które nie podlega opodatkowaniu. W przypadku kontroli powinien jednak być w stanie odpowiednio to wykazać.
I właśnie dokumentacja może okazać się najważniejsza. Umowa sprzedaży, potwierdzenie przelewu, umowa darowizny, dokumentacja kredytowa czy inne dowody potwierdzające pochodzenie pieniędzy mogą przesądzić o wyniku postępowania. Samo stwierdzenie, że pieniądze były „odkładane przez wiele lat”, może być trudniejsze do udowodnienia, szczególnie jeżeli oficjalne dochody podatnika nie wskazują na możliwość zgromadzenia takiej kwoty.
Szczególne znaczenie ma również coraz większa ilość informacji, do których dostęp ma administracja skarbowa. Dane dotyczące nieruchomości, samochodów, transakcji gospodarczych czy operacji finansowych mogą być zestawiane z informacjami zawartymi w zeznaniach podatkowych. Fiskus otrzymuje również informacje dotyczące części transakcji dokonywanych za pośrednictwem internetowych platform sprzedażowych.
W przypadku stwierdzenia, że podatnik poniósł wydatek, którego nie potrafi pokryć ujawnionymi dochodami lub innymi legalnymi źródłami, przepisy przewidują możliwość zastosowania 75-procentowej stawki podatku od dochodu z nieujawnionych źródeł. To bardzo wysoka stawka, ale warto podkreślić, że nie jest ona liczona automatycznie od wartości kupionego samochodu czy mieszkania. Przedmiotem opodatkowania jest kwota, której pochodzenia podatnik nie jest w stanie wykazać.
Jeżeli więc ktoś kupił samochód za 100 tys. zł, ale potrafi udokumentować, że 80 tys. zł pochodziło z legalnych i wykazanych źródeł, problem może dotyczyć pozostałych 20 tys. zł, a nie całej wartości samochodu.
Z perspektywy zwykłego podatnika najważniejszy jest więc prosty wniosek: warto zachowywać dokumenty potwierdzające pochodzenie większych kwot. Szczególnie wtedy, gdy pieniądze pochodzą z darowizny, sprzedaży majątku, wcześniejszych oszczędności czy innych źródeł, których nie widać bezpośrednio w rocznym zeznaniu podatkowym.
Państwo dysponuje dziś znacznie większym zasobem danych pozwalających porównywać oficjalne dochody obywatela z jego wydatkami. Sam zakup samochodu nie jest oczywiście żadnym przewinieniem. Jeżeli jednak ktoś wydaje znacznie więcej, niż wynikałoby to z jego oficjalnych dochodów, może zostać zapytany przez fiskusa o rzecz pozornie banalną, ale mającą poważne konsekwencje: skąd miałeś na to pieniądze?
Polecamy również: Wiech pod lupą. OSW ujawnia plagiat w doktoracie





