Polska Wiadomości

Bronił granicy i trafił przed sąd. Prokuratura Żurka nie odpuszcza

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Prokuratura kontynuuje sprawę przeciwko żołnierzowi WP, który podczas służby na granicy polsko-białoruskiej oddał strzał w trakcie interwencji wobec grupy nielegalnych migrantów. Chodzi o zdarzenie z listopada 2023 roku, kiedy w czasie pościgu za osobami, które sforsowały granicę, doszło do przypadkowego postrzelenia obywatela Syrii. Żołnierzowi postawiono zarzut nieostrożnego obchodzenia się z bronią, a sprawa trafiła do Wojskowego Sądu Garnizonowego. Mimo krytyki części polityków oraz deklarowanego wsparcia MON dla wojskowego, prokuratura Żurka wniosła apelację od wyroku uniewinnienia.

Karol S. bronił polskiej granicy i trafił za to przed sąd. Jak informują media, żołnierz od początku utrzymywał, że działał podczas wykonywania obowiązków służbowych związanych z ochroną granicy państwowej. Według wcześniejszych doniesień, do wystrzału miało dojść przypadkowo podczas pościgu w trudnym terenie. Resort obrony deklaruje zapewnienie mu pomocy prawnej, jednak nie wpływa to na bieg postępowania prowadzonego przez prokuraturę.

I tu kończą się suche fakty, a zaczynają pytania, na które odpowiedzi powinno udzielić państwo. Bo jaki właściwie sygnał wysyła się dziś polskim żołnierzom? Że mają bronić granicy, ale najlepiej tak, aby nikomu nie stała się krzywda, nie padł żaden strzał, nie powstała żadna skarga i – najlepiej – żeby agresywny intruz sam grzecznie zawrócił po uprzejmej prośbie. To przypomina sytuację, w której strażak dostaje polecenie gaszenia pożaru, ale wcześniej słyszy ostrzeżenie, że jeśli zmoczy komuś firanki, będzie ciągany po sądach.

Żołnierz na granicy nie pełni służby dekoracyjnej. Nie stoi tam po to, by robić za element krajobrazu ani by prowadzić psychoterapię z osobami nielegalnie przekraczającymi granicę. Państwo wyposaża go w broń właśnie dlatego, że istnieją sytuacje wymagające użycia środków przymusu. Jeśli za każdą dramatyczną decyzję podjętą w ułamku sekundy grozi wieloletnia batalia z prokuratorem, to trudno oczekiwać, że kolejny żołnierz będzie działał zdecydowanie.

Najbardziej niebezpieczny nie jest nawet sam proces. Najgroźniejszy jest efekt mrożący. Ludzie nie są bowiem głupi i każdy żołnierz obserwujący tę sprawę może zacząć pomyśleć: „A jeśli następnym razem to ja będę musiał wybierać między bezpieczeństwem własnym, kolegów z patrolu i ochroną granicy a perspektywą wieloletniego postępowania karnego?”

I właśnie wtedy państwo zaczyna przegrywać, bo granicy nie chronią konferencje prasowe, komunikaty, elegancko napisane uzasadnienia procesowe czy tęczowi politycy w swoich czystych ciuszkach, paradujący po Warszawie. Granicy chronią ludzie, którzy muszą mieć przekonanie, że państwo stanie za nimi, jeśli będą działać w dobrej wierze podczas wykonywania rozkazów.

Niestety, biurokratyczna praktyka rządów PO-PiS, podszyta lewicowym dbaniem o imigrantów bardziej niż o własnych żołnierzy, odwraca proporcje. Zamiast domniemania, że funkcjonariusz wykonujący zadania ochrony granicy działał w interesie państwa, coraz częściej dochodzi do tego, że najpierw szuka się paragrafu, a dopiero później zastanawia nad realiami sytuacji.

Sarkazm sam ciśnie się na usta. Może kolejnym krokiem będzie wyposażenie patroli w ankiety satysfakcji dla osób nielegalnie przekraczających granicę? Po użyciu środków przymusu migrant będzie mógł zaznaczyć, czy interwencja spełniła jego oczekiwania, a na końcu wystawi żołnierzowi ocenę w pięciogwiazdkowej skali. Jeśli będzie poniżej czterech gwiazdek – oczywiście kolejne postępowanie. Brzmi absurdalnie? A jednak niewiele mniej absurdalna wydaje się sytuacja, w której człowiek wysłany do ochrony granicy musi bardziej obawiać się prokuratora niż agresywnego napastnika po drugiej stronie zapory.

NASZ KOMENTARZ: Bezpieczeństwo państwa opiera się nie tylko na sprzęcie, bunkrach czy dużej liczebności armii. Opiera się na morale oraz zaufaniu żołnierzy do własnego państwa. Jeśli to zaufanie zostanie zastąpione strachem przed odpowiedzialnością karną za każdą podjętą decyzję, Polska może posiadać najlepiej wyposażonych żołnierzy w Europie – tyle że sparaliżowanych świadomością, iż największe zagrożenie czeka na nich nie na granicy, lecz po powrocie do kraju, w gabinecie prokuratora. To skutecznie zabija morale i powoduje, że armia powoli staje się fikcją i zbieraniną, przyciągającą jedynie karierowiczów i tchórzy.

Polecamy również: Francja legalizuje eutanazję

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!