Stanisław Michalkiewicz: Po szczycie NATO – wołynka?
Zakończył się w Ankarze kolejny szczyt NATO z udziałem prezydenta USA Donalda Trumpa. Wspominam o jego udziale, bo zanim jeszcze szczyt się rozpoczął, wzbudził wśród europejskich członków NATO wielki niepokój, czy przypadkiem nie będzie to w historii Paktu szczyt ostatni. Prezydent Trump bowiem nie szczędził europejskim członkom NATO gorzkich wyrzutów, że nie udzielili oni Stanom Zjednoczonym spodziewanej pomocy w wojnie ze złowrogim Iranem, w jaką wkręcił Amerykę bezcenny Izrael.
Prezydent Trump najwyraźniej uważał, że europejscy sojusznicy powinni byli udzielić Ameryce oczekiwanej pomocy, w myśl art. 5 traktatu waszyngtońskiego. Tymczasem art. 5 stanowi, że procedury sojusznicze uruchamiane są w przypadku, gdy państwo członkowskie padnie ofiarą czyjejś „zbrojnej napaści” – a w przypadku wojny przeciwko Iranowi, stroną napastniczą nie był Iran, tylko bezcenny Izrael i Ameryka, więc żadne procedury sojusznicze nie mogły być w tym przypadku uruchomione.
Szczyt w Ankarze rozpoczął się więc od intensywnych zabiegów sekretarza Generalnego NATO Marka Rutte wokół udobruchania amerykańskiego prezydenta. Mark Rutte wykorzystał powszechnie znaną skłonność prezydenta Trumpa do przyjmowania komplementów, więc zakadził mu na wszelki możliwy sposób, obsypując komplementami.
Taktyka ta okazała się skuteczna, bo prezydent Trump nie tylko nie rozwiązał Paktu Północnoatlantyckiego, ale nawet odstąpił od zamiaru zerwania „wszelkich” kontaktów Ameryki z Hiszpanią, przestał krytykować panią Giorgię Meloni, a nawet zapomniał o Grenlandii, która jeszcze poprzedniego dnia była Stanom Zjednoczonym bezwzględnie potrzebna.
W rezultacie szczyt w Ankarze potwierdził zobowiązania wynikające z art. 5 traktatu waszyngtońskiego, stanął na nieubłaganym gruncie wspierania Ukrainy, uznał Rosję za „zagrożenie”, a rozochocony prezydent Trump nawet obiecał prezydentowi Zełeńskiemu udzielnie Ukrainie koncesji na produkcję pocisków rakietowych do systemu „Patriot”. Jeśli chodzi o wsparcie dla Ukrainy, to europejscy członkowie NATO uchwalili, że corocznie będą Ukrainie płacili haracz w wysokości ok. 70 mld euro – aż do ostatecznego zwycięstwa.
Biorąc pod uwagę doniesienia, jakoby ok. 30 procent kwot trafiających na Ukrainę tytułem „wsparcia” było przytulane, to znaczy – prywatyzowane przez tamtejszych oligarchów, można nabrać przekonania, że ich poparcie dla kontynuowania wojny z Rosją do ostatniego Ukraińca nadal będzie utrzymywało się na dotychczasowym, a może nawet – na jeszcze wyższym poziomie.
Warto przy tym dodać, że USA zakręciły kurek z pieniędzmi dla Ukrainy, w związku z czym 70-miliardowy haracz będzie sfinansowany przez europejsów, którzy będą w Ameryce kupowali broń i inne rzeczy, po czym przekazywali je Ukrainie, żeby mogła prowadzić wojnę aż do ostatecznego zwycięstwa. Gdyby opierać się na doniesieniach portalu „Onet”, to można by nabrać przekonania, że jest ono już w zasięgu ręki, ale nie możemy zapominać, że pierwszą ofiarą każdej wojny – a więc również i tej – jest prawda, a po drugie – że od kwietnia br.
Niemcy pozostają z Ukrainą w strategicznym partnerstwie, więc nic dziwnego, iż obraz wojny rosyjsko-ukraińskiej we wspomnianych mediach bardzo przypomina doniesienia niemieckiej prasy z początków operacji „Barbarossa”, kiedy to każda kronika filmowa rozpoczynała się od fanfar – i dopiero po Stalingradzie fanfary zostały zastąpione przez werble.
W dodatku tak się złożyło, że kiedy w Ankarze rozpoczynał się szczyt NATO, złowrogi Iran i USA znowu zaczęły obrzucać się nawzajem ponaddźwiękowymi dzidami. Wprawdzie formalnie trwa jeszcze 60-dniowe zawieszenie broni, ale prezydent Trump oświadczył, że „to koniec”, bo ci Irańczycy, to „źli i chorzy ludzie” z którymi on nie chce mieć już nic do czynienia. Najwyraźniej musiał stracić nadzieję, że premier rząd jedności narodowej bezcennego Izraela pójdzie mu na rękę i wstrzyma ostrzał Libanu.
Nawiasem mówiąc, ta nadzieja nie była specjalnie duża, bo każde dziecko wie, że w październiku br. w Izraelu są wybory – a dopóki trwa wojna, to poparcie Żydów dla Beniamina Netanjahu jest podobne do poparcia, jakim w Niemczech cieszył się Adolf Hitler po pokonaniu Francji.
W tej sytuacji wygląda na to, że zarówno wojna rosyjsko-ukraińska prędko się nie skończy. Po pierwsze dlatego, że Ameryka, w której europejsy kupują dla Ukrainy broń, na tej wojnie nieźle zarabia, dzięki czemu zyskuje środki na obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami, z których każda przecież sporo kosztuje. Skoro tak, to i wojna przeciwko złowrogiemu Iranowi też może trwać przez czas nieokreślony, chociaż nie można wykluczyć, iż będzie przerywana porozumieniami pokojowymi – na przykład w rodzaju obecnego, 60-dniowego zawieszenia broni.
Wprawdzie prezydent Trump powiada, że już ma tego całego Iranu dość, ale dopóki musi tańczyć, jak mu zagrają władze bezcennego Izraela, to będzie tańczył – najwyżej z przerwami na odpoczynek – podczas których giełdy będą reagować obniżkami cen ropy – na czym osoby dobrze poinformowane mogą też zbić majątek.
Podczas wspomnianego szczytu NATO w Ankarze doszło też do spotkania pana prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem Zełeńskim, któremu prezydent Nawrocki wcześniej postanowił odebrać order Orła Białego. Co najmniej godzinna rozmowa nie doprowadziła do niczego. Po pierwsze dlatego, że dla prezydenta Zełeńskiego najwaźniejsza była uchwała europejsów o 70-miliardowym corocznym haraczu dla Ukrainy, w którym Polska tak czy owak będzie finansowo partycypowała.
Tymczasem pan prezydent Nawrocki chyba liczył na ustępstwa prezydenta Zełeńskiego w sprawie UPA i Panteonu herojów – a on w tej sprawie ani nie chce, ani nie może cofnąć się nawet o krok. Po pierwsze – ze względu na proklamowanie w kwietniu br. strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego. Oznacza ono, że Niemcy wróciły do polityki prowadzonej przez Cesarstwo Niemieckie pod koniec I wojny światowej. Jak pamiętamy pozwoliło ono na utworzenie państwa ukraińskiego, by przy jego pomocy szachować Rosję i trzymać w ryzach Polaków.
W tej sytuacji Polska ani Niemcom, ani Ukrainie nie jest już do niczego potrzebna, więc można ją prowokować na wszelkie sposoby, żeby w razie czego zwalić na nią winę, gdyby na Ukrainie coś poszło nie tak – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Bo chociaż wojna z Rosją jeszcze nie zakończyła się ostatecznym ukraińskim zwycięstwem i nie wiadomo, ani kiedy, ani czy w ogóle się tak zakończy – to już teraz pan Cyryl Budanow przestrzegł Lachów, by nie podejmowali „niedojrzałych kroków” podczas obchodów rocznicy rzezi wołyńskiej 11 lipca br. – bo w przeciwnym razie „nikt nie będzie siedział w milczeniu”.
Nasza duszeńka pokazała kły i pazury.
Polecamy również: Heretycy awansują, tradycjonaliści karani. Jakie priorytety ma dziś Rzym?
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





