Polska Wiadomości

Dwa polskie miasta kapitulują wobec kultu UPA

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Przed lutym 2022 roku trudno byłoby uwierzyć, że w polskich miastach samo potępienie zbrodniczej ideologii nazistowskiej OUN-UPA stanie się przedmiotem politycznych kalkulacji i kunktatorstwa. Dziś jednak obserwujemy zjawisko, które można określić mianem samorządowej kapitulacji wobec ukraińskiego kultu Stepana Bandery i UPA. Nie chodzi o prowadzenie sporów historycznych ani podważanie prawa Ukrainy do obrony przed rosyjską agresją. Chodzi o elementarną uczciwość wobec własnej historii i własnych obywateli.

Dwa polskie miasta kapitulują wobec kultu UPA. Ostatnie wydarzenia w Lublinie i Kielcach pokazują niepokojący schemat działania polskojęzycznych, lewicowo-liberalnych elit samorządowych. Gdy pojawia się potrzeba jednoznacznego potępienia gloryfikacji organizacji odpowiedzialnej za ludobójstwo na obywatelach II Rzeczypospolitej, nagle zaczynają dominować argumenty o „nieodpowiednim czasie”, „potrzebie dialogu” czy „niewłaściwej formie”. W praktyce sprowadza się to do jednego – unikania zajęcia jednoznacznego stanowiska.

W Lublinie projekt uchwały wyrażającej sprzeciw wobec nadania przez prezydenta Ukrainy honorowego miana „Bohaterów UPA” jednej z ukraińskich jednostek wojskowych został wycofany z porządku obrad mimo wcześniejszych pozytywnych opinii komisji. W efekcie radni nie mieli nawet możliwości zagłosowania nad dokumentem. Formalnie nie doszło więc do odrzucenia uchwały, jednak polityczny efekt był identyczny – Rada Miasta nie wyraziła oficjalnego sprzeciwu wobec gloryfikacji UPA.

Jeszcze bardziej wymowna była sytuacja w Kielcach. Tam radni głosowali nad rezolucją apelującą do władz partnerskiej Winnicy o zmianę nazwy ulicy Stepana Bandery. Rezolucja nie została przyjęta, ponieważ głosy rozłożyły się po równo. Przeciw zagłosowali radni Koalicji Obywatelskiej, co przesądziło o odrzuceniu dokumentu.

Trudno zrozumieć logikę takiego postępowania. Przecież potępienie kultu UPA nie jest wymierzone we współczesnych Ukraińców ani w ich walkę z rosyjską agresją. Jest natomiast wyrazem szacunku wobec dziesiątek tysięcy polskich ofiar ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego oraz obroną elementarnych standardów pamięci historycznej.

Niestety lewicowo-liberalne władze samorządowe zdają się uznawać, że każda krytyka banderyzmu może zostać odebrana jako gest nieprzyjazny wobec Ukrainy. To fałszywa alternatywa. Można jednocześnie wspierać Ukrainę w jej walce z rosyjską agresją i stanowczo sprzeciwiać się gloryfikacji organizacji odpowiedzialnych za zbrodnie na ludności cywilnej. Państwa demokratyczne powinny umieć rozróżniać solidarność od bezkrytycznej akceptacji każdej decyzji partnera.

Jeszcze bardziej niepokojące jest wrażenie, że dla części samorządowców ważniejsze od pamięci o polskich ofiarach są obawy przed politycznymi konsekwencjami zajęcia jednoznacznego stanowiska. Zamiast odwagi pojawia się kalkulacja. Zamiast jasnego komunikatu – proceduralne uniki lub głosowania prowadzące do odrzucenia niewygodnych rezolucji.

Historia uczy, że przemilczanie niewygodnych faktów nigdy nie prowadzi do pojednania. Przeciwnie – buduje poczucie niesprawiedliwości i pogłębia społeczne podziały. Trwałe pojednanie polsko-ukraińskie może zostać zbudowane wyłącznie na fundamencie prawdy historycznej oraz wzajemnego szacunku dla pamięci ofiar. Nie da się go osiągnąć poprzez ignorowanie problemu kultu osób i organizacji odpowiedzialnych za masowe zbrodnie.

Samorządy powinny być rzecznikami interesu swoich mieszkańców oraz strażnikami lokalnej i narodowej pamięci historycznej. Jeżeli jednak w obawie przed politycznymi kontrowersjami rezygnują nawet z symbolicznych gestów potępienia banderyzmu, wysyłają sygnał, że pamięć o polskich ofiarach może ustąpić miejsca bieżącej kalkulacji politycznej.

Nie jest to postawa godna władz publicznych poważnego państwa. Potępienie kultu UPA nie powinno być kwestią partyjnych sporów ani ideologicznych podziałów. Powinno stanowić minimum wspólnego stanowiska wszystkich środowisk politycznych, niezależnie od ich poglądów na współczesną politykę wobec Ukrainy. Tam, gdzie nawet to minimum okazuje się zbyt trudne do osiągnięcia, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z kapitulacją wobec niewygodnej prawdy historycznej.

NASZ KOMENTARZ: W efekcie działań dyzmokratycznych samorządów mamy jasny podział na radnych propolskich oraz antypolskich. To wcale nie jest takie złe, gdyż dobrze wiedzieć kto działa przeciwko Polsce i Polakom, w dodatku na rzecz obrony ukronazizmu.

Polecamy również: Glovo tonie w karach i stratach. Mimo to wciąż legalizuje w Polsce „trzeci świat”

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!