Od lat słyszymy od polityków, że system ochrony zdrowia działa dobrze, a będzie tylko lepiej. Tymczasem rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Tysiące rodzin każdego roku organizują internetowe zbiórki na leczenie, rehabilitację czy kosztowne terapie swoich dzieci, których nie refunduje NFZ. Gdyby publiczna służba zdrowia była w stanie zapewnić im wszystko, czego potrzebują, takich zbiórek po prostu nie byłoby w takiej skali. I może nie byłoby z tego żadnej afery, gdyby nie fakt, że władze zaczęły wydawać interpretacje, zgodnie z którymi anonimowe wpłaty na zbiórki są traktowane jak przychody i powinny być opodatkowane.
Fiskus sięga po pieniądze chorych dzieci. Według nowych interpretacji podatkowych „kapitana państwo”, pieniądze zebrane na leczenie mogą zostać uznane za przychód podlegający opodatkowaniu podatkiem PIT. Eksperci podatkowi alarmują, że takie podejście uderza w osoby chore, niepełnosprawne i ich rodziny.
Skarbówka argumentuje, że aby uznać wpłatę za darowiznę, darczyńca musi być możliwy do zidentyfikowania. Problem polega na tym, że internetowe zbiórki często opierają się na tysiącach drobnych wpłat od osób podpisujących się pseudonimem, nickiem lub samym imieniem. To standard funkcjonowania takich platform. Fiskus uznaje jednak, że brak pełnej identyfikacji wpłacającego oznacza brak darowizny w rozumieniu przepisów.
Według ekspertów takie podejście jest bardzo kontrowersyjne. Prawnicy wskazują, że ani kodeks cywilny, ani sama istota darowizny nie wymagają, by obdarowany znał wszystkie dane osoby przekazującej środki. Liczy się przede wszystkim zamiar nieodpłatnego przekazania pieniędzy na określony cel.
Najbardziej bulwersujące jest jednak to, kogo mogą dotknąć skutki nowych interpretacji. Media opisują przypadki osób przewlekle chorych, niepełnosprawnych, rodzin po śmierci bliskich czy rodziców dzieci wymagających kosztownego leczenia. To właśnie oni mogą zostać zmuszeni do wykazania części otrzymanych środków jako dochodu i zapłacenia od nich podatku.
I tutaj dochodzimy do sedna problemu. Najpierw państwo nie potrafi zapewnić wielu pacjentom szybkiego dostępu do nowoczesnego leczenia. Rodzice są zmuszeni błagać o pomoc obcych ludzi w internecie, organizować licytacje, festyny i zbiórki. Społeczeństwo zdaje egzamin z solidarności i wpłaca miliony złotych na ratowanie życia dzieci. A później okazuje się, że urzędnicy znajdują sposób, by część tych pieniędzy potraktować jako dochód do opodatkowania.
To właśnie dlatego tak wiele osób odbiera całą sytuację jako moralny absurd. Oczywiście nie chodzi o to, by obwiniać pojedynczych urzędników Krajowej Administracji Skarbowej. Interpretacje podatkowe nie powstają w próżni. Są konsekwencją kierunku wyznaczanego przez państwo i jego instytucje. Jeśli fiskus konsekwentnie prezentuje określone stanowisko w kolejnych interpretacjach, to trudno mówić wyłącznie o samowoli urzędników.
NASZ KOMENTARZ: Jeśli istnieją jakiekolwiek wątpliwości prawne dotyczące internetowych zbiórek na leczenie, należy je rozstrzygnąć na korzyść osób chorych i potrzebujących pomocy, a nie budżetu państwa. Trudno znaleźć bardziej absurdalny obraz działania państwa niż sytuacja, w której obywatele muszą sami finansować leczenie dzieci, a następnie zastanawiać się, czy od otrzymanej pomocy nie będą musieli jeszcze zapłacić podatku na rzecz państwa, które wcześniej zostawiło ich bez pomocy. Niestety, bezczelność i pazerność systemu „cieciej erpe” nie ma granic.
Polecamy również: „Mord rytualny w Rzeszowie?” – książka o zbrodni sprzed lat
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




